W piątek po typy do Powroźnika

Piotr Powroźnik pomylił się tylko o jedną bramkę. Przed meczem ze Śląskiem pomocnik Kmity zapewniał, że we Wrocławiu wygrają 3:0. Tak się stało, ale gospodarzom udało się zdobyć honorową bramkę
Podopieczni Ryszarda Tarasiewicza nie przypominali zespołu z rundy jesiennej. Śląsk przez pierwsze pół godziny nie potrafił wymienić trzech celnych podań i nie mógł wyprowadzić piłki z własnej połowy. Zespół przypominał zbieraninę przypadkowych zawodników. Można się było zastanawiać, która drużyna jest liderem drugiej ligi, a która jeszcze nie wygrała w tym sezonie spotkania.

Kmita wcale nie zamierzał we Wrocławiu się bronić. Grał odważnie i daleko od swojej bramki. Dzięki pressingowi goście zdominowali środek pola i nieoczekiwanie od pierwszej minuty dominowali. Bramki dla Kmity były prezentami od wrocławian.

Najpierw Vladimir Ćap tak wybijał piłkę spod własnego pola karnego, że ta trafiła pod nogi Sebastiana Kurowskiego. Pomocnik Kmity zbiegł do środka i mocnym strzałem nie dał szans Andrzejowi Olszewskiemu.

Dla Olszewskiego był to debiut w Śląsku i nie mógł chyba wypaść gorzej. Już na samym początku spotkania Jan Cios zobaczył, że bramkarz wyszedł daleko z bramki i zdecydował się na strzał z rzutu wolnego ze środka boiska. Gospodarzy uratowała poprzeczka. Takiego szczęścia nie mieli jednak w 20. min. Tym razem na uderzenie z 30 metrów zdecydował się Dariusz Romuzga i piłka wpadła za plecami Olszewskiego do bramki.

Strzelec bramki nie ukrywał swojej radości: - Kiedyś podobną bramkę strzeliłem Górnikowi Zabrze. To chyba dopiero druga bramka w mojej karierze strzelona lewą nogą.

W przerwie za kapitana Śląska Dariusza Sztylkę wszedł Sebastian Dudek i już trzy minuty po wznowieniu gry wypracował kontaktowego gola. Zagrał prostopadłą piłkę do Patryka Klofika, który mocnym strzałem trafił do siatki.

Wrocławianom udało się zepchnąć rywali do obrony i w polu karnym Kmity zaczęło się robić gorąco. Przemysław Łudziński znalazł się na 11. metrze sam przed Tomaszem Laskowskim. Strzelił mocno, ale bramkarz gości instynktownie wybił piłkę. - Zamiast strzelić gola, straciliśmy, i znowu były dwie bramki do odrobienia - żałował Marciniak, obrońca Śląska.

Wrocławianie tak się rzucili do ataków, że zapomnieli o defensywie. Klofik stracił piłkę, Marciniak nie dogonił rywala i dwóch piłkarzy Kmity znalazło się przed Olszewskim. Kurowski nie miał problemu z trafieniem do bramki.

- Piotrek Powroźnik mówił, że wygramy 3:0. Niewiele się pomylił. Teraz można w piątek do niego przychodzić po typy na weekendowe mecze - śmiał się Romuzga.

Śląsk Wrocław1 (0)
Kmita Zabierzów3 (2)
Bramki: 0:1 - Kurowski (11.), 0:2 - Romuzga (20.), 1:2 - Klofik (48.), 1:3 - Kurowski (58.).

Śląsk: Olszewski - Wołczek, Pokorny, Ćap Ż (75. Szewczuk), Marciniak - Kluzek (85. Ulatowski), Sztylka (46. Dudek), Górski, Klofik - Łudziński, Imeh.

Kmita: Laskowski - Borovićanin, Cios, Jędryszczyk, Szałek Ż - Bębenek, Powroźnik, Romuzga, Gawęcki, Kurowski (90. Niane) - Bagnicki (90. Makuch).

Sędzia: Sebastian Jarzębak. Widzów: 6 tys.

Robert Moskal

trener Kmity Zabierzów

Wygraliśmy pierwszy mecz w tym sezonie, i to na takim terenie. Ogromnie się z tego cieszymy. W pierwszej połowie byliśmy zdecydowanie lepsi i zasłużenie prowadziliśmy. Zasłużyliśmy na trzy punkty.