Koniec świata w Madrycie

Czwarty sezon z rzędu najbogatszy klub świata odpada już w 1/8 finału Ligi Mistrzów. Real przegrał z Romą na Santiago Bernabeu 1:2! Klęska? Katastrofa!
To miał być dla Realu sezon przełomowy. 119 mln euro wydane latem na piłkarzy, a 250 mln w ostatnich dwóch latach miały być gwarancją, że nieszczęścia ostatnich trzech lat, gdy "Królewscy" odpadali w 1/8 finału Ligi Mistrzów, się nie powtórzą. Po mistrzostwie Hiszpanii nadszedł czas na odbudowanie pozycji w Europie. Klub z Madrytu zdawał się być na najlepszej drodze: w lidze hiszpańskiej bił rekordy, wygrał z Barceloną na Camp Nou, w Lidze Mistrzów po raz pierwszy od trzech lat wygrał grupę. Byli w Madrycie tacy, którzy zaczynali marzyć o 10. triumfie w Pucharze Europy. Nawet pierwszy mecz 1/8 finału przegrany w Rzymie tylko 1:2 wydawał się zwiastować odrodzenie "Królewskich". Tyle że nie wszyscy w Madrycie noszą różowe okulary.

- To jest niewiarygodnie, że poza mną nie ma na tej sali nikogo, kto wierzyłby w awans - mówił do hiszpańskich dziennikarzy trener Realu Bernd Schuster dzień przed rewanżem z Romą. - Ludzie, potrzebujemy optymizmu. Przecież wystarczy nam 1:0. Ja nie mam nic wspólnego z tym, że Real trzy lata z rzędu odpadał w 1/8 finału.

Niestety, dla najbogatszego klubu świata Roma nie miała najmniejszej ochoty odpadać z Ligi Mistrzów. 12 miesięcy temu w ćwierćfinale wygrała pierwszy mecz z MU 2:1, by w rewanżu polec aż 1:7. Hiszpanie to przypominali, licząc na powtórkę, ale Włosi odpowiadali, że od klęski na Old Trafford zespół z Rzymu dojrzał. Że nauczył się wygrywać mecze kluczowe, że nie boi się największych. I to wszystko potwierdziło się w środę. Roma nie ma gorszych graczy niż Real, ale nie ma tej marki, tej tradycji, co potentat z Madrytu. Tyle że na boisku liczą się umiejętności, a nie zawartość klubowego muzeum. Goście grali dobrze, odważnie, pewni siebie, jakby zdesperowany, wielki rywal w ogóle nie stanowił dla nich problemu. Nie była gorsza, jeśli chodzi o umiejętności piłkarzy ani organizację gry. Zwłaszcza że w Realu zabrakło kontuzjowanego Ruuda van Nistelrooya i zawieszonego za kartki Sergio Ramosa.

Pytany o to, czy cieszy się, iż gra z tak nietypową jak na Italię drużyną, która lepiej atakuje, niż broni, Schuster tylko się uśmiał. - Nie mówcie takich rzeczy, Roma jest drużyną ofensywną dla Włochów. W naszym rozumieniu futbolu to wciąż zespół lepszy w obronie niż w ataku. Pomylił się o tyle, że Roma równie dobrze broniła, co atakowała.

17 min po strzale Aquilaniego piłka trafiła w spojenie, a potem była jeszcze rewelacyjna interwencja Casillasa przy dobitce tego samego gracza Romy. W 20. min Baptista zmarnował jedyną okazję dla Realu w pierwszej połowie. To było szokujące, bo zespół Schustera wierzył, że Romę da się połknąć jak Lazio w fazie grupowej, gdzie już na starcie meczu w Madrycie gracze z Rzymu znaleźli się w sytuacji beznadziejnej. Roma to jednak inna bajka: drużyna o dwie klasy lepsza od lokalnego rywala.

W 48. min Baptista z wolnego trafił piłką w poprzeczkę. Ale już dwie minuty później trzeba było wybijać piłkę z linii bramkowej po akcji Romy. A w 65. min był kolejny strzał w poprzeczkę bramki Casillasa. W 70. min Pepe, za którego zapłacono latem 30 mln euro, dostał drugą żółtą kartkę i wyleciał z boiska. Real dogorywał. Dwie minuty później to już była agonia, bo Taddei zdobył bramkę wspaniałym strzałem głową. Rozstrzygającą mecz? Nie, bo Raul zdobył bramkę ze spalonego w dodatku w chwili, gdy Roma czekała, aż rywal wybije piłkę na aut, bo Perrotta leżał na boisku kontuzjowany. W doliczonym czasie gry Roma zdobyła jednak zwycięską bramkę po strzale Vucinica.

Gdy po porażce 1:2, która jest dla "Królewskich" klęską, przeglądałem fora internetowe, większość komentarzy dotyczyła różnicy w osiągnięciach Realu w Europie i Hiszpanii. "Szkoda, że meczu z Romą nie prowadził arbiter hiszpański, bo ci podarowali nam w tym sezonie ligowym 13 pkt" - napisał jeden z fanów Realu. Frustracja w Madrycie jest wielka, widać, że dziś w najbogatszym klubie świata może zdarzyć się wszystko. A przecież zwycięstwo 1:0 miało być rajem. Ale na to zwycięstwo Real nie zasłużył.