Sebastian Mila: - Będę walczył o grę w reprezentacji

Po przeszło trzech latach Sebastian Mila znów zagrał w polskiej ekstraklasie. - Moim celem jest pomóc ŁKS w utrzymaniu się w ekstraklasie. Jeżeli zostanę po wakacjach w kraju, to powalczę też o miejsce w kadrze Polski - twierdzi piłkarz


Jerzy Walczyk: Jakie są pańskie pierwsze wrażenia po powrocie do kraju?

Sebastian Mila: Przede wszystkim doskonałe polskie jedzenie. Cieszę się, że mogłem wreszcie porozmawiać z kolegami z drużyny w ojczystym języku. Potrzebowałem kontaktu z krajem. Myślę, że będzie to dobry krok w mojej karierze. To plusy, ale są też minusy. Największy jest taki, że w spotkaniu z Legią Warszawa nie zdobyliśmy punktów.

Porażka na powitanie to raczej mało przyjemna sytuacja.

- Powiem szczerze: nie byliśmy faworytami, o czym najlepiej świadczy tabela. ŁKS broni się przed spadkiem, a Legia walczy o tytuł mistrza Polski. Dla nas remis byłby więc dużym sukcesem. Na szczęście do końca sezonu zostało jeszcze wiele kolejek, w których zdobędziemy wystarczającą liczbę punktów, aby utrzymać się bez potrzeby rozgrywania barażu.

Co pana skłoniło, aby wybrać ofertę ŁKS, zespołu z dołu tabeli?

- Działacze łódzcy oraz trener Jabłoński bardzo chcieli, abym zagrał w ich zespole. Byli bardzo zdeterminowani, choć nasze rozmowy czasami nie przebiegały płynie. Nie ukrywam, że chciałem czuć się potrzebny drużynie, a nie być tylko jednym z wielu zmienników. ŁKS daje mi możliwość gry, stąd moje przekonanie, że wybrałem właściwą ofertę. To było dla mnie decydujące. Drugim powodem są sprawy rodzinne, o których nie chcę publicznie mówić.

Norweska liga nie należy do najsilniejszych w Europie, a pan miał kłopoty z miejscem jedenastce Valerengi Oslo?

- Liga norweska jest bardzo specyficzna, dlatego trudno o jednoznaczną odpowiedź. Mogę powiedzieć, że nie miałem szczęścia, że nie lubił mnie trener... Ale nie chcę się nad sobą rozczulać. Pobyt w Norwegii to moja porażka. Wracam do Polski, aby sprawić sobie przyjemność grania.

Piłkarze, którzy zimą wrócili do Polski, nie ukrywają, że chcą walczyć o miejsce w kadrze trenera Leo Beenhakkera. Czy ma pan też takie marzenie?

- Każdy piłkarz w Polsce marzy, by zagrać w mistrzostwach Europy. Też mam takie marzenia, ale zdaję sobie sprawę, że trener Beenhakker ma już swoją kadrę, dlatego moje plany muszę odłożyć na później. Uważam, że szkoleniowcowi reprezentacji należy dać spokój w przygotowaniu zespołu do mistrzostw. Również piłkarze muszą czuć się bezpiecznie, bo czeka ich trudne zadanie. Na razie walczą między sobą o miejsce w wyjściowej jedenastce. Moim celem jest przygotowanie się do normalnego cyklu meczowego, a także pomoc drużynie z al. Unii w utrzymaniu się w ekstraklasie. Jeżeli zostanę po wakacjach w kraju, to powalczę o miejsce w kadrze Polski.

Jak ocenia pan występ swoich nowych kolegów?

- Mówiąc szczerze wielu z nich nie znam. Dlatego trudno mi wystawiać oceny. Myślę, że od meczu z Cracovią będę miał większe rozeznanie w możliwościach nowych kolegów. Mogę tylko dodać, że w stolicy byliśmy o krok od sensacji, ale czerwona kartka dla Roberta Szczota pokrzyżowała nasze marzenia. Dlatego do domu wróciliśmy w fatalnych nastrojach. Teraz przed nami dwa mecze u siebie, które musimy wygrać. ŁKS zasługuje, aby grać w ekstraklasie.

Czy jest pan już gotowy do gry na 100 procent?

- Oczywiście, że stać mnie już na 90 minut grania. Styczeń i luty to miesiące w Norwegii, w których pracuje się na siłą i kondycją. Liga rusza tam dopiero w kwietniu, dlatego pojawiłem się na boisku dopiero pod koniec meczu z Legią. Poza tym w tym tygodniu rozegrałem ze swoim byłym klubem ciężkie sparingi w Hiszpanii. Z trenerem Jabłońskim doszliśmy do wniosku, że i dla mnie, i dla zespołu będzie lepiej, jeżeli zagram tylko kilkanaście minut.

A przeciwko Cracovii wystąpi pan od pierwszej minuty?

- Oczywiście, że na ten mecz będę już do dyspozycji.