Taktyka ostatniej chwili

W porównaniu do jesieni Jagiellonia straciła co najmniej trzech kandydatów do gry w podstawowym składzie. Ilu zyskała, okaże się na boisku wiosną. - Mam nadzieję, że transfery okażą się równie udane, jak te z lata - mówi wiceprezes klubu Artur Kapelko,
O północy z czwartku na piątek kończył się czas, kiedy można było zgłaszać nowych zawodników do gry w I lidze. Przy Jurowieckiej niemal do zamknięcia okienka transferowego trwały gorączkowe rozmowy transferowe. Białostoccy działacze nie dogadali się nie tylko z menedżerem Bułgara Aleksandra Iwanowa - o czym informowaliśmy, ale także z agentem portugalskiego obrońcy Jorge'a Rodriguesa.

Jagiellonię zasilił za to polski napastnik Łukasz Tumicz (urodzony 1 marca 1985 r., 180 cm wzrostu, 77 kg wagi), grający ostatnio w lidze uniwersyteckiej USA w Rhode Island Rams. Podpisał trzyletni kontrakt.

Niemal w ostatniej chwili udało się także porozumieć z prawym obrońcą z Chile Alexisem Norambueną (ur. 31 marca 1984 r., 176 cm, 70 kg). Został wykupiony za około 50 tys. dolarów z zespołu wicelidera ligi chilijskiej - Club de Deportes Nublense. Z nim został podpisany kontrakt na występy w żółto-czerwonych barwach do końca 2010 roku.

Dopiero przed północą kierownik zespołu Sławomir Wołczyk, dzięki uprzejmości Dariusza Dubińskiego, pracownika Podlaskiego Związku Piłki Nożnej, mógł wysłać odpowiednie dokumenty do siedziby spółki, zarządzającej rozgrywkami ekstraklasy.

Trener Artur Płatek chciał mieć Tumicza do dyspozycji już dziś. Okazało się jednak, że i w jego przypadku potrzeba poczekać na certyfikat zawodniczy z USA. Szanse na to, że dotrze na czas, rysowały się słabiutko.

Dłużej może potrwać proces zatwierdzania do gry Norambueny. Najpierw trzeba zaczekać na certyfikat, a następnie postarać się o pozwolenie na pracę w Polsce.

- Jeszcze w piątek rozmawiałem z przedstawicielami chilijskiej federacji i jestem dobrej myśli, choć sprawdzanie formalności może im trochę zająć. Skorzystaliśmy z opcji wykupienia zawodnika, jaką miał w kontrakcie, a z zawodnikami z tamtych rejonów różnie bywa, o czym przekonaliśmy się sami na przykładzie Rodneia - mówi wiceprezes Jagiellonii.

Paweł Orpik: W ostatniej chwili przeprowadziliście istny spęd zawodników. Czy kadry I-ligowej drużyny naprawdę nie można było zamknąć wcześniej?

Artur Kapelko: Taka sama taktyka w naszym działaniu pół roku temu przyniosła niezłe efekty. W taki sposób trafili do nas przecież Everton i Rodnei. Tym razem wcześniej też się nie dało. Chociaż nad sprowadzeniem Chilijczyka pracowaliśmy od jakiegoś czasu, lecz były problemy.

Choć trener nalegał, by zatrzymać Geworgiana, Rodneia i Evertona, nie ma ich już w Białymstoku. Dlaczego?

- Z Geworgianem nie do końca rozumieliśmy się w niektórych sprawach [chodzi o zamiłowanie zawodnika do hazardu - red.] i dlatego uznaliśmy, że kwota, jaką zażądała za jego wykupienie Wisła Płock, jest za wysoka.

W przypadku Evertona kilka razy godziliśmy się na zmianę warunków wykupienia na życzenie właściciela karty zawodniczej Algimantasa Breikstasa. Ustępowaliśmy wciąż, aż nagle problemem okazał się nasz mecz z ŁKS-em Łódź [Breikstas został jego współwłaścicielem - red.], chociaż Litwin tego nie powiedział wprost. Cierpliwość też ma pewne granice.

A Rodnei? Nie można było wcześniej, jeszcze jesienią w trakcie grania, dogadać się w sprawie jego wykupienia? Przecież widzieliście, że jest wyróżniającym się zawodnikiem naszej ligi.

- Ale my zaczęliśmy działać już na początku listopada. Po meczu z Legią odbyliśmy konkretną rozmowę z Breikstasem. Powiedział nam, że teraz jedzie do Brazylii rozmawiać ze swoimi wspólnikami na ten temat, i ślad po nim zaginął. W międzyczasie dowiedzieliśmy się, że Litwin nie ma praw do Rodneia, a sam zawodnik w okolicach tego wyjazdu do Warszawy podpisał umowę z menedżerem Jarosławem Kołakowskim. Później doszło do nas, że on od razu po zakończeniu rundy powiózł Rodneia na testy do Herthy Berlin. Prawdopodobnie piłkarz podpisał tam umowę od lipca, kiedy kończy mu się umowa w Brazylii. Chociaż Niemcy zaprzeczają, bo chcieliśmy już nawet wziąć zawodnika do nas na tę rundę, by mu pomóc. Brazylijczycy nie dadzą mu teraz pograć, skoro za kilka miesięcy nie wezmą za niego ani grosza.

Chciałbym w tym miejscu podkreślić, że kiedy Rodnei przychodził do nas, jego transfer był obarczony dużym ryzykiem. Nikt go nie znał, nie wiedzieliśmy, jak sobie poradzi w Polsce, dlatego nie mogliśmy od razu decydować się na wykupienie jego karty. Oby obecne transfery sprawdziły się tak jak tamten.

Ale nie mogliście przekonać wcześniej samego Rodneia do pozostania w Jagiellonii? Kiedy rozmawiałem z nim przed meczem z Legią, skarżył się, że nic nie wie na temat swojej przyszłości, że nikt nie informuje go, czy ma zostać w Białymstoku, czy nie.

- Trzeba się zastanowić, czy mówi prawdę. Po meczu z Legią wzięliśmy z trenerem Ryszardem Kalarusem, który miał z nimi dobry kontrakt, Rodneia i Evertona na kolację. Zapewniliśmy ich, że bardzo chcemy, aby zostali w Jagiellonii. No i do dziś mam zachowanego e-maila z ofertą dla klubu z Brazylii i ich odpowiedź z zaproszeniem do szczegółowych rozmów. Ale potem okazało się, że Rodnei związał się już z jakimś klubem od lipca.

Dlaczego dopinanie kadry szło tak topornie? Trener Platek ostro narzekał i miał do tego powody.

- Nigdy nie jest tak, by w stu procentach dogodzić trenerowi, nawet w Chelsea. Uważam, że dokonaliśmy wzmocnień odpowiednich jak na nasze możliwości. Chociaż wszystko zweryfikuje boisko.

Można odnieść wrażenie, że nowi zawodnicy nie byli typowani przez trenera. On mówił zwykle o innych piłkarzach, jakich chciałby w zespole.

- Ja mam inne zdanie na ten temat, chociaż nie do końca zajmowałem się w tej rundzie sprawami personalnymi. W podejmowaniu decyzji brali udział nasz prokurent Cezary Kulesza, dyrektor sportowy Jacek Chańko i trener Kalarus. Trener Płatek mówił ostatnio w "Gazecie", że chciał Polczaka, który trafił do Cracovii, a ja o nim nie słyszałem, więc nie wiem do końca, jak było.

Mówił też o Łukaszu Tupalskim z Cracovii, i to już po ostatnim meczu w Grodzisku Wielkopolskim. Podjęliście jakieś kroki, by Łukasz wrócił do Jagiellonii?

- Łukasz był w kręgu naszych zainteresowań, chociaż z nim samym nie porozmawialiśmy. Trzeba było za niego zapłacić kwotę odstępnego.

Latem umowy kończą się wielu zawodnikom z obecnej kadry. Czy teraz szybciej zabierzecie się do załatwiania formalności, by zostali, czy latem kadrę będzie trzeba budować od nowa?

- Chodzi o to, by wstrzelić się w odpowiedni moment. Czasem jeden mecz decyduje o przyszłości zawodnika. W przypadku Kwieka mamy wpisaną w umowę wypożyczenia kwotę pierwokupu, więc jeśli zechcemy, będzie nasz. Na pewno będziemy chcieli zatrzymać Banaszyńskiego, bo ma za sobą bardzo dobrą rundę. Ale jak dostanie propozycję ze Wschodu, to na pewno jej nie przebijemy. W przypadku Sobocińskiego musimy się określić do końca kwietnia. Są jeszcze Kałużny, Napierała, Truszkowski. Zobaczymy, jak będą grali, i postaramy się reagować w najlepszym momencie.



Zimowe zmiany w kadrze

Przybyli: Michał Renusz (Orkan Rumia, IV liga), Tomasz Sokołowski (Ruch Chorzów), Bruno Coutinho Martins (Club Nacional de Football Montevideo, Urugwaj), Łukasz Tumicz (Rhode Island Rams, USA), Alexis Norambuena (Club de Deportes Nublense, Chile), Maciej Kudrycki (ŁKS Łomża).

Ubyli: Andrzej Olszewski (Śląsk Wrocław), Rafał Bałecki (Zagłębie Sosnowiec), Wahan Geworgian (Wisła Płock), Ernest Konon (KVK Tienen, Belgia), Adrian Gudewicz (Warmia Grajewo), Wojciech Kobeszko (Freskovita Wysokie Mazowieckie), Marcin Mańka (kontuzja), Konrad Nowak (Avia Świdnik), Rodnei (powrót do Brazylii), Dawid Sołdecki (Górnik Łęczna), Marcin Wincel (szuka klubu), Mateusz Cieluch (kontuzja), Everton (ŁKS Łódź), Jacek Chańko (koniec kariery).