Jak Adam Cieśliński bronił damy w kasynie

Dżentelmen z żuchwą obitą w kasynie chce wrócić do Toruńskiego Klubu Piłkarskiego. Adam Cieśliński po awanturze w nocnym klubie może rozstać się z ŁKS Łódź i znów grać w zespole z naszego miasta.
Kwestia jego ewentualnego wypożyczenia ma się rozstrzygnąć w ciągu kilku najbliższych dni. Cieśliński chce odejść z grającego w ekstraklasie ŁKS i wiosną walczyć w TKP o awans do II ligi. Odszedł z tej drużyny pod koniec 2006 r. Jego dobra gra została zauważona przez działaczy ŁKS. Gra w Orange Ekstraklasie skusiła piłkarza - zdecydował się na zmianę zespołu. Jednak w Łodzi Cieśliński już sobie nie poradził. Do tej pory wystąpił zaledwie w 10 meczach - nie strzelił ani jednego gola. W rundzie jesiennej tylko raz był w meczu na boisku. Kilka dni temu podczas pierwszego spotkania w tym roku Cieśliński znów siedział na ławce rezerwowych. I to mimo, że pozostali napastnicy ŁKS w starciu z Jagiellonią Białystok spisywali się fatalnie.

Trener łodzian Mirosław Jabłoński nie widzi miejsca w ataku dla Cieślińskiego, a jedynie na prawej stronie. Zawodnik woli grać bardziej z przodu. Szanse byłego piłkarza TKP na grę zmalały jeszcze bardziej, kiedy wczoraj ŁKS wzmocnili Brazylijczyk Rodrigo Rocha Soares, oraz Chorwat Domagoj Abramović. Trener Jabłoński w ataku chce mieć wysokiego zawodnika, a Cieśliński ma 179 cm.

W Łodzi o byłym graczu TKP jest ostatnio bardzo głośno. Po meczu z Jagiellonią Cieśliński wraz z kilkoma kolegami wybrał się do kasyna. Tam, jeden z mężczyzn, który był pijany, uderzył kobietę. W jej obronie stanął piłkarz ŁKS. Doszło do przepychanek, wezwano policję, a Cieśliński ok. 2 w nocy trafił do szpitala. W poniedziałek musiał wybrać się do stomatologa, bo - jak mówi - "żuchwa była w nienajlepszym stanie". Po incydencie w kasynie, świadkowie podziękowali Cieślińskiemu za postawę.

Ale w ŁKS przyjęto to sceptycznie. Działacze skrytkowali nocną wizytę Cieślińskiego w kasynie. Dlatego nie chcą robić piłkarzowi przeszkód - szanse na jego wypożyczenie rosną. Cieśliński dostał już dwie oferty z klubów II-ligowych, ale sam przyznaje, że jeśli nie będzie grał w Łodzi, wróci do Torunia.



Mówi Adam Cieśliński

Chcę wrócić do Torunia.

Czekam na zgodę ŁKS.

Filip Łazowy: Podczas inauguracji Orange Ekstraklasy znów był pan tylko rezerwowym.

Adam Cieśliński: Zgadza się, nic na to nie poradzę. Nie ma dla mnie miejsca w drużynie na boisku. Już jestem po rozmowach w klubie. Stwierdziłem, że chcę odejść, zmienić drużynę. Wątpię, bym nagle spowodował, że trener Mirosław Jabłoński nagle zacznie na mnie stawiać.

W TKP miałby pan znacznie większe szanse na grę.

- Wiem. Doskonale zdaję sobie z tego sprawę, a zależy mi właśnie na tym, by nie tylko trenować, ale regularnie grać. Jestem cały czas w kontakcie z prezesem toruńskiego klubu Piotrem Wujkowem. Powiem otwarcie: chcę wrócić do Torunia. Dobrze mi się tu grało. Jednak to nie zależy tylko ode mnie. Na moje wypożyczenie muszą się zgodzić moi pracodawcy. Skoro nie jestem potrzebny w Łodzi, to powinni się zgodzić na odejście do TKP. A właśnie, jak wygląda sytuacja w zespole toruńskim? Są szanse na awans?

Oczywiście, że są. Zespół ma nowego trenera Wiesława Borończyka, który w rundzie jesiennej nieco zmienił drużynę. Ta zaczęła grać znacznie lepiej niż wcześniej.

- To poproszę o jeszcze więcej szczegółów. Kto teraz gra w ataku TKP? Ja wiem niewiele. Zaszły jakieś zmiany? Kto dogrywa piłki napastnikom?

Nadal można liczyć na Jarosława Mackiewicza, który wciąż imponuje skutecznością. Nie sprawdził się Valentin Dah, który już odszedł z drużyny. Są jeszcze młodzi, utalentowani napastnicy. Piłki z linii pomocy dogrywa najczęściej Adam Młodzieniak.

- Cieszę się, że Jarek (Maćkiewicz - przyp. red) wciąż sobie świetnie radzi. Pamiętam, że świetnie nam się układała współpraca. Chciałbym znowu z nim zagrać w jednej drużynie. W czwartek lub w piątek będę rozmawiał z działaczami i postaram się otrzymać zgodę na przejście do TKP.

Ostatnio głośno było o pańskiej bójce w kasynie.

- Nic poważnego. Poszedłem po meczu z kolegami pograć trochę w kasynie. Poszliśmy na kolę (śmiech). Podczas gry jakiś mężczyzna uderzył kobietę. Nie namyślając się stanąłem w jej obronie i zrobiło się trochę zamieszania. Byłem trzeźwy. Poza tym w kontrakcie nie mam zapisane, że nie mogę chodzić do kasyn.

Rozmawiał Filip Łazowy