Sport.pl

Łzy Anny Barańskiej

Zaskakujący i dramatyczny przebieg miały derby w Pile
Winiary Bakalland Kalisz zostały przez farmutil Piła rozgromione w trzecim secie. A i tak wygrały mecz, choć kończyły go z kontuzjowaną Anną Barańską.

Oba zespoły odpadły w czwartek z Ligi Mistrzów. - Cały czas między meczem w Holandii a pojedynkiem w Pile spędziłem na wkładaniu zawodniczkom do głów, żeby się tym nie przejmowały. Aby nie ubzdurały sobie, że porażka z Amstelveen może rzutować na resztę sezonu - mówił trener kaliszanek Igor Prielożny. - Teraz przynajmniej możemy skupić się na lidze - twierdził pilski szkoleniowiec Jerzy Matlak.

To jednak jego zespół na początku meczu sprawiał wrażenie bardziej rozbitego i zagubionego. Dziwne to, bo przecież akurat czwartkowej porażki Farmutilu z Zarieczijem Odincowo można się było spodziewać. Z Winiarami z kolei pilanki grały też już wielokrotnie, w tym w zeszłorocznym finale.

Tymczasem Kalisz zdobył dość znaczną przewagę, nawet sześciopunktową. Farmutil musiał gonić, ale nie zdołał.

Mało tego, jeszcze na początku poprzedniego seta przegrywał z Kaliszem 1:5. Wtedy zatrzymanie blokiem Anny Barańskiej dało Pile sygnał do zmiany gry. Skuteczna, utrudniająca kaliszankom życie zagrywka pozwoliła odrobić straty do 6:6 i wyjść na prowadzenie 9:6. Kalisz zupełnie się rozkleił. Nie przyjmował, oddawał Farmutilowi nawet przechodzące piłki. Przewaga gospodarzy była bardzo duża - 16:9, 18:10, 22:13! A Winiary katastrofalnie grały zagrywką - psuły masę serwisów, reszta była dla rywalek niegroźna. Pomogło wejście na parkiet Anity Chojnackiej, która zmieniła w Farmutilu Michelę Teixeirę. Dobrze przyjmowała, i Katarzyna Skorupa miała ułatwione zadanie w rozgrywaniu akcji.

W trzecim secie pilanki kontynuowały deklasację mistrzyń Polski, bo jak inaczej nazwać prowadzenie 17:5. Aż trudno wyliczyć wszystkie błędy Winiar. Natomiast Farmutil grał bardzo dobrze - i w zagrywce, i ataku, i obronie. Pilskie siatkarki nabrały luzu, pewności siebie, polotu. Zaczęły stosować kolejne kombinacje.

Kaliszanki nie miały żadnego punkty zaczepienia, żadnego okresu gry z przełomem, aby na jego podstawie odbudować swoją grę z pierwszego seta. Przy 21:8 dla Farmutilu mogły już tylko rozpaczliwie bronić się przed uniknięciem kompromitacji. Tymczasem dalej były nokautowane przez rywalki.

25:8, bo w takich rozmiarach kaliszanki zostały starte z parkietu, to rekordowo wysoko wygrany set w tym sezonie LSK. Aż trudno uwierzyć, że rozgromione w takich rozmiarach zostały mistrzynie Polski!

Trener Igor Prielożny dokonywał zmian w ustawieniu. Przesunął Eleonorę Dziękiewicz na przyjęcie, zamienił Helenę Horką z Izabelą Żebrowską. Winiary objęły prowadzenie 7:5, potem 10:7. Pozbierać się po takich batach, jakie dostały w trzeciej partii? Czy to możliwe?

Dzięki zabiegom taktycznym Prielożnego - tak. Kiedy po ataku z obejścia Julii Szełuchiny idąca w aut piłka trafiła Ukrainkę w stopę, kaliszanki prowadziły już 16:12. Sporą cegiełkę do zwycięstwa w tej partii dołożyła Izabela Żebrowska, zagrywką pograła Anna Barańska i doszło do tie-breaka. Kto by pomyślał o czymś takim po wyniku i przebiegu trzeciego seta!

Tie-break był kulminacją dramaturgii. Piła prowadziła 4:0, ale przy 12:14 piłkę meczową miały kaliszanki. Wtedy Anna Barańska próbowała obronić pilski atak i wybiła sobie bark. Obłożona lodem, zapłakana i cierpiąca, wróciła na parkiet. Grała dalej.

Farmutil gonił, bronił jedną piłkę meczową za drugą. Do czasu. Po dramatycznej końcówce mecz wygrały jednak kaliszanki.

Farmutil Piła - Winiary Bakalland Kalisz 2:3

Sety: 21:25, 25:16, 25:8, 16:25, 17:19

FARMUTIL: Skorupa, Teixeira, Szełuchina, Kaczorowska, Bednarek, Kosmatka oraz Kuehn-Jarek (libero), Chojnacka, Sieradzan

WINIARY: Godos, Horka, Barańska, Spalova, Woźniakowska, Dziękiewicz oraz de Oliveira (libero), Owczynnikowa, Żebrowska

AZS AWF Poznań już w piątek pokonał 3:1 MKS Dąbrowa Górnicza.