Puchar Europy był o włos

"Nagła śmierć" zadecydowała o tym, że Pocztowiec Poznań przegrał finał Pucharu Europy w hali z niemieckim Krefelder HTC.
Poznaniacy potraktowali Puchar Europy bardzo serio - w tej odmianie hokeja na trawie Polska jest w końcu potęgą. Łącznościowcy bronili trofeum zdobytego rok temu w Lille. I niewiele brakowało, by je obronili.

Podopieczni Zbigniewa Rachwalskiego dotarli aż do finału. Rozgrywki grupowe ukończyli na drugim miejscu, bo w ostatnim spotkaniu zmierzyli się z niemieckim Krefelderem HTC - było to pierwsze starcie tych ekip. Ten pierwszy mecz poznaniacy przegrali wyraźnie 3:7. Tragedii nie było, oznaczało to tylko, że w półfinale łącznościowcy będą mieli trudniejszego rywala niż Niemcy.

Rywal ten okazał się niezwykle wymagający. Był nim hiszpański zespół Club de Campo z Madrytu. Końcówka tego bardzo zaciętego meczu była bardzo dramatyczna. Poznaniacy po bramce Zbigniewa Juszczaka objęli prowadzenie 6:5, ale tuż przed końcem spotkania Hiszpanie wyrównali na 6:6 po bramce Fredricka Soyeza.

Remis - a w takiej sytuacji regulamin zakłada rozegranie dogrywki z zasadą "nagłej śmierci". Czyli - kto pierwszy strzela gola, wygrywa i kończy mecz.

Tak się złożyło, że tego gola strzelił Zbigniew Juszczak, a Pocztowiec potrzebował na to 4 min.

W finale też mieliśmy dogrywkę. Poznaniacy nie przestraszyli się swych sobotnich pogromców. Ani tego, że Niemcy uzyskali we wcześniejszych meczach wyniki 9:4 czy 18:1!

W 6 min Pocztowiec objął prowadzenie po bramce Tomasza Górnego. Potem bramki Oscara Deecke i Matthiasa Wiithausa wyprowadziły Niemców na 2:1. Wyrównał Rafał Grotowski. Tym razem jednak gola w ramach "nagłej śmierci" strzelili laskarze z Krefeld - Wiithaus potrzebował na to trzech minut dogrywki.