Mariusz Karol nie boi się Prokomu

- Nie wiem, jak to się dzieje, że od paru lat Prokom przestał zatrudniać rozgrywających - mówi Mariusz Karol, trener Banku BPS Basket Kwidzyn, który przez sześć lat pracował w Sopocie
Grzegorz Kubicki: W środę sprawiliście sensację. Beniaminek ograł mistrza Polski Prokom Trefl Sopot.

Mariusz Karol: To nie jest sensacja. Tylko niespodzianka. Prokom może być przyzwyczajony, że ze mną przegrywa. Wygrałem z nimi jako trener Unii/Wisły, Turowa, a ostatnio Kotwicy. Wiosną, kiedy awansowałem z Basketem, dostałem telefon z Sopotu i usłyszałem: "znowu będziesz nas prześladował". Kiedyś, przed meczami z moimi drużynami, koledzy z Sopotu mówili, że strasznie mnie zleją. Teraz mówią, że chcą wygrać choć jednym punktem. Ale nawet to im się nie udaje.

Wygraliście, bo Basket jest taki dobry czy Prokom taki słaby?

- Wygrałem, bo mam dobry zespół. Zwłaszcza, kiedy gra na 100 proc. Wcześniej przegraliśmy dwa mecze, np. z Polpharmą, bo zabrakło koncentracji. Na mecz z Prokomem nikogo nie trzeba mobilizować.

Pokonał pan Prokom, choć dzień wcześniej straciliście najlepszego strzelca Mike'a Kinga.

- Kontrakt Kinga wykupiła Olimpia Larissa i dobrze się stało. Do kasy wpadło trochę pieniążków, a z gry Kinga od dwóch tygodni nie byłem zadowolony. W meczu z Polpharmą King miał piłkę w pięciu decydujących akcjach i zawiódł. Już wtedy był myślami w ciepłych krajach.

Jaki jest główny kłopot Prokomu?

- Rozgrywający. Nie wiem, jak to się dzieje, że od paru lat klub z Sopotu przestał zatrudniać rozgrywających. Pamiętam, że kiedyś mieliśmy Igora Milicicia w formie, Alana Gregova i Dariusa Maskoliunasa. Od tego momentu Prokom nie miał takich rozgrywających, choć pieniądze były dużo większe. Nie mogę tego pojąć... Skupiliśmy się więc na nacisku zawodników, którzy rozgrywają piłkę, a że obrońców mam dobrych, to dało to efekt. W Prokomie rozgrywa np. Slanina. To rewelacyjny zawodnik, ale na pozycję rzucającego obrońcy. Może prowadzić grę w jednej czy dwóch akcjach, ale nie może grać jako rozgrywający przez pół meczu! Przecież w tym czasie traci swoje inne walory.

W meczu z Prokomem kazałem też biegać swoim zawodnikom w szalonym tempie. Tak, aby nadążyli za Slaniną i Guroviciem. Slanina trafił nam kilka rzutów, ale w końcu opadł z sił. I tak go podziwiam, przecież on od kilku miesięcy nie ma oddechu.

Nie baliśmy się też Prokomu pod koszem. Stanojević to kawał chłopa, Sow jest groźny, ale miałem ich kim postraszyć. Żurawski, Ansley czy Ibrahim to goście, których ciężko przepchać pod koszem.

Czy Prokom będzie mistrzem?

- Jest faworytem, choć tytuł się oddala. Jeżeli nowy rozgrywający będzie umiał poprowadzić zespół, przeprowadzić piłkę przez połowę, to reszta będzie wiedziała, co z nią zrobić.

A na początku sezonu w Sopocie były gwiazdy: Best, Wołkowyski, Wagner, Van den Spiegel...

- Tylko Van den Spiegel był gwiazdą. Pozostali zawodnicy nie poradzili sobie nawet w lidze polskiej. W koszykówce nie zawsze grają pieniądze, gwiazdy i wielkie nazwiska.

A o co będzie grał Basket?

- Jak wygrywamy, to chcemy iść w górę. Jak przegramy - to myślimy o utrzymaniu. Przede wszystkim zabezpieczajmy tyły, choć nasza przewaga nad ostatnią Polpharmą jest bezpieczna.