Vive spróbuje nadkruszyć francuską twierdzę

Vive w pierwszym meczu 1/8 Pucharu EHF stanie w sobotę o godz. 20.30 w Halle Didier Parpillon - La Motte Servolex oko w oko z reprezentantem najlepszej szkoły obrony na świecie - wiceliderem francuskiej ligi Chambery Savoie HB.


- Bardzo solidny zespół w obronie gra prawie tak samo agresywnie jak reprezentacja Francji. A z tego szybko przechodzi do kontrataku - tak Aleksander Malinowski charakteryzuje zespół, z którym przyszło się mierzyć jego ekipie. Kielczanie mieli okazję zobaczyć materiały z trzech meczów mającego na koncie zaledwie jedną porażkę w sezonie rywala. - W obronie grają 5-1, lewa strona podwyższa. Może nie z taką mocą jak z Jacksonem Richardsonem [38-letnia legenda klubu i kadry wraca po długiej kontuzji i pewnie nie zagra - przyp. red.], który potrafił wychodzić na 14. metr - przypomina Radosław Wasiak, dyrektor sportowy Vive.

I bez wybieranego najlepszym graczem globu Francuza gospodarze mają czym straszyć. Przede wszystkim trzema brązowymi medalistami ze styczniowych mistrzostw Europy w Norwegii: rozgrywającymi Danielem Narcissem (43 bramki) i Cedrikiem Paty (10) oraz lewoskrzydłowym Laurentem Busselierem (1). Dwaj pierwsi grali we wszystkich meczach ME - Narcissowi tylko jednej bramki zabrakło do tytułu króla strzelców, ale pocieszył go pewnie wybór do najlepszej siódemki czempionatu. Busselier został z powodu urazu wymieniony po trzech meczach, ale według oficjalnej strony klubu jego powrót na mecz z Vive jest pewny. - Takich zawodników jak Daniele Narcisse i Jure Natek w składzie chciałby mieć każdy trener na świecie - podkreśla Malinowski. Wspomniany przez trenera Vive słoweński rozgrywający to kolejny kadrowicz z Norwegii (6 meczów - drugi strzelec zespołu z 27 trafieniami). Listę obecności z ME kończy zawodnik, z którym reprezentanci z Vive Mateusz Jachlewski i Patryk Kuchczyński mieli okazję się zmierzyć w grupie.To czeski środkowy Jure Natek (13 bramek). I dobrze zapamiętać! Z Polakami Czech był najlepszy w swoim zespole, pomylił się tylko raz na osiem prób.

I na tym nie koniec trudności, bo w Chambery gra jeszcze m.in. serbski bramkarz Nebojsa Stoijnović i najmłodszy ze słynnego klanu Gille - kołowy Benjamin. Nad wszystkim czuwa kolejna znakomitość 43-letni brązowy medalista olimpijski Phillippe Gardent. Jak sobie poradzić z tak silnym rywalem? - Trzeba wytrzymać pierwsze 15-20 minut, nie rzucać się, utrzymać w obronie. Jaki wynik mnie zadowoli? Jak zagramy bardzo dobrze, to i rezultat będzie dla nas bardzo dobry - mówi Malinowski.

Jego zespół zameldował się we Francji (via Legnica) już w czwartek po południu. Kielczanie mogli też odbyć na miejscu dwa treningi. Sobotni mecz sędziować będą Robert Hintenaus i Peter Schneider z Austrii.

Rewanż za tydzień na Bocznej (godz. 18.15).

Co słychać u rywala?

Francuzi, podobnie jak kielczanie w Legnicy, nie namęczyli się w spotkaniu przedpucharowym. We własnej hali odnieśli 13. zwycięstwo ligowe w sezonie, demolując dziewiąte w tabeli Toulouse. Chambery właściwie urządziło sobie demonstrację siły - po sześciu minutach dzięki dobrej obronie i udanym interwencjom Cyrila Dumoulina (14 skutecznych obron w całym meczu) otworzyło wynikiem 4:1. Po 23 minutach było 12:6, a na początku drugiej połowy dzięki niemylącemu się kołowemu Benjaminowi Gille (100 proc. skuteczności) już 20:11. Równie szybko za sprawą lewego rozgrywającego Bertranda Roine (wykorzystał 5 z 8 rzutów) Chambery osiągnęło finalną przewagę 13 bramek.

Chambery - Toulouse 33:20 (17:10)

Chambery: Dumoulin, Stoijnović - Paty 6, Roine 5, Narcisse 4, Nocar 4, Gille 4, Jolli 4, Jeauneau 2, Natek 1, Barachet 1, N'Diaye 1, Cherblanc 1, Ducreux.