BKS Aluprof Bielsko-Biała odpadł z europejskich pucharów

Trener BKS-u Wiktor Krebok zapowiadał przed spotkaniem ze Scavolini Pesaro, że chce przełamać polski kompleks włoskiej siatkówki. Czwartkowy występ jego podopiecznych sprawił jednak, że ów kompleks może się tylko... pogłębić.
- Nie miałyśmy nic do powiedzenia. Rywalki były od nas lepsze i tyle - wzdychała rozgrywająca Milena Sadurek. Reprezentantka kraju i jej koleżanki były bezradne. Potentat z włoskiej ligi rozprawił się z nimi w nieco ponad godzinę. - Trzeba uznać klasę przeciwnika - kiwał z uznaniem głową trener Krebok.

Stawką meczu był awans do Wielkiego Finału Pucharu CEV. Choć w pierwszym meczu Scavolini wygrało 3:1, to ten wynik nie miał wielkiego znaczenia. Nowinka regulaminowa sprawiła bowiem, że każde zwycięstwo naszego zespołu powodowało konieczność rozegrania tzw. złotego seta, który zadecydowałby o awansie.

Gwiazdy z Pesaro nie dały sobie jednak wyrwać nawet seta. W ich szeregach najbardziej imponowała Niemka Christiane Furst. Bloki prawie dwumetrowej środkowej doprowadzały bielszczanki do rozpaczy. Niemka była bezbłędna także w zagrywce. Zawiodła nieco gwiazda brazylijskiej reprezentacji Sheila, która często myliła się w ataku. Za to na pewno była najładniejsza na boisku.

- Po pierwszym meczu myślałyśmy, że możemy z nimi powalczyć. W rewanżu były jednak bezbłędne. Grały na luzie i wszystko im wychodziło - narzekała przyjmująca Joanna Staniucha-Szczurek.

Kapitan włoskiego zespołu Martina Guiggi przyznawała, że pierwszy mecz był dla nich trudniejszy. - BKS świetnie wtedy serwował i miałyśmy kłopot w przyjęciu. Poza tym tato spotkanie odbyło się akurat po przerwie w lidze włoskiej - tłumaczyła.

BKS Aluprof - Scavolini Pesaro 0:3 (19:25, 19:25, 21:25)

BKS: Sadurek, Staniucha-Szczurek, Studzienna, Gajgał, Bamber, Ciaszkiewicz, Maj (l) oraz Strządała, Kaczmar.