Sport.pl

Szarapowa kroczy po zwycięstwo?

Maria Szarapowa zagra z Aną Ivanović w kobiecym finale Australian Open. Będzie faworytką, bo tak dobrze jak teraz Rosjanka nie grała jeszcze nigdy
Zobacz wideo: Finał marzeń

Obejrzyj fantastyczne zdjęcia z półfinałów

Szarapowa w pierwszym czwartkowym półfinale pokonała 6:3, 6:1 Serbkę Jelenę Janković. Mecz był jednostronny - Rosjanka zbombardowała bezradną rywalkę w 78 minut. Nikogo jednak nie zaskoczyło kolejne łatwe zwycięstwo Szarapowej. Po tym, jak w ćwierćfinale zmiażdżyła faworyzowaną Belgijkę Justine Henin, wszyscy typują rozstawioną z piątką Rosjankę do triumfu w całym turnieju. - Szarapowa gra najlepszy tenis w swoim życiu. Nie sądzę, by ktoś mógł ją zatrzymać - mówił "Gazecie" jeszcze przed półfinałem, Robert Radwański, trener polskiej ćwierćfinalistki Agnieszki Radwańskiej.

Porażka Henin z Szarapową i rozmiary tej klęski (4:6, 0:6) były nie tylko największą sensacją imprezy. Belgijka miała dotąd status niezniszczalnej - jeśli przegrywała (jak na Wimbledonie 2007), to przez własne błędy. Szarapowa obaliła ten mit, bo Henin grała z nią dobrze, a mimo to wyraźnie uległa Rosjance.

Janković przy Henin to jednak niższa liga, na dodatek Serbka od kilku dni uskarżała się na kontuzję pleców, dlatego 6:3, 6:1 to i tak łagodny wyrok od świetnie grającej Szarapowej. Rosjanka przed rokiem doszła w Melbourne do finału, ale poniosła upokarzającą porażkę z Sereną Williams. - Mam nadzieję, że tym razem będzie lepiej - mówiła na konferencji prasowej Rosjanka. Zapytana o przyczyny swojej nadzwyczajnej formy odparła, że dobrze zrobił jej... wyjazd do Irlandii, gdzie "uwolniła swój umysł od wszelkich złych myśli". Od listopadowych Mistrzostw WTA w Madrycie Szarapowa gra już zabójczo skutecznie.

Emocji było za to mnóstwo w drugim półfinale. Pogromczyni Radwańskiej - Słowaczka Daniela Hantuchova - prowadziła z trzecią rakietą świata Aną Ivanović już 6:0, 2:0 i wydawało się, że zwycięstwo ma w kieszeni, a porażka Radwańskiej (2:6, 2:6) byłaby w tych okolicznościach niezłym wynikiem dla Polki. Potem jednak na Rod Laver Arena zaczęły się dziać cuda - Ivanović trafiała w kort, Hantuchova w siatkę, a przeciw niej sprzysięgły się też system powtórek wideo Hawk-Eye, kibice i... stopy rywalki. Ten pierwszy, jak na złość pokazywał auty w większości spornych piłek, a fani byli za Serbką. Australijczycy lubią ją m.in. dlatego, że od początku turnieju pisze felietony dla gazety "The Age". Stała się bardzo rozpoznawalna. - Czułam się, jakbym grała w Serbii - mówiła po meczu Ivanović.

O co chodzi ze stopami? Hantuchova zarzuciła po meczu Ivanović, że przed serwisem Serbka specjalnie ruszała stopami, co na sztucznej nawierzchni w Melbourne powodować miało nieznośny - zdaniem Słowaczki - hałas (podobnie na US Open zachowywała się Agnieszka Radwańska w meczu z Szarapową, ale nikt nie robił jej wówczas wyrzutów). Sędzia stołkowa z Wielkiej Brytanii Alison Lang nie uznała jednak zachowania Serbki za wykroczenie. - Nie mogłam się skupić, to było nie fair - upierała się jednak Słowaczka, która po meczu z trudem wyciągnęła dłoń do rywalki. Nawet na nią nie spojrzała.

W jej kraju mecz śledziło w nocy wielu fanów. Korespondent słowackiego radia nadawał z biura prasowego relacje na żywo co kilkanaście minut. - Dziękuję wam za doping i przepraszam, że zarwaliście noc, a nic z tego nie wyszło - zakończyła smutno Słowaczka. Awans do półfinału i tak jest jej największym sukcesem w karierze.

Ivanović była szczęśliwa, że pogoń za Hantuchovą zakończyła się sukcesem. Ostatecznie wygrała 0:6, 6:3, 6:4 i po raz drugi zagra w finale Wielkiego Szlema. Ten pierwszy raz to porażka na Rolandzie Garrosie w 2007 r. z Justine Henin. Na zarzut o zbyt ruchliwe stopy 20-letnia Serbka tylko wzruszyła ramionami: - Zawsze podskakuję przed serwem rywalki i jakoś nikt wcześniej nie robił z tego problemu.

Ivanović podkreśliła też, żeby nie przekreślać jej szans w finale: - Takie z trudem wywalczone zwycięstwo dodało mi pewności siebie. Maria jest w wybornej formie, ale ja też będę w finale miała swoje szanse.

Pod koniec konferencji jeden z dziennikarzy zauważył, że Serbka już na pewno awansuje w poniedziałek na drugie miejsce na świecie. - Serio? Nie wiedziałam. No to już tylko jedno miejsce w górę i będę szczęśliwa - zaśmiała się Ana.

O przygodach w podróży, atmosferze w Melbourne i chronicznym braku snu pisze na swoim blogu Jakub Ciastoń