Robert Prygiel: Włosi po prostu pękli

Po sensacyjnym środowym zwycięstwie w Lidze Mistrzów nad włoskim Sisleyem Treviso siatkarze Jastrzębskiego Węgla w środę wieczorem wrócili do domów.
Po sensacyjnym środowym zwycięstwie w Lidze Mistrzów nad włoskim Sisleyem Treviso siatkarze Jastrzębskiego Węgla wczoraj wieczorem wrócili do domów.

Zdaniem najlepszego zawodnika JW w meczu z Włochami, atakującego Roberta Prygla, o końcowym sukcesie zadecydowała wiara we własne umiejętności. - Przed meczem zapowiadaliśmy walkę do końca, ale to raczej po to, by uspokoić swoich kibiców. Najważniejsze, że nie przestraszyliśmy się utytułowanych Włochów. Co równie istotne, dokonaliśmy tego po naprawdę bardzo dobrej grze, chyba najlepszej w tym sezonie. Każdy z nas zagrał powyżej średniej swoich możliwości. Rywale chyba liczyli, że przestraszymy się słynnej nazwy Sisley Treviso. Musieli być mocno zdziwieni, kiedy przez cały czas utrzymywaliśmy wysoki poziom. Pod koniec meczu po prostu pękli - tłumaczy siatkarz.

W sobotę jastrzębian czeka kolejna ligowa potyczka w Sosnowcu z Płomieniem, a w środę - kluczowe starcie w Lidze Mistrzów z belgijskim Knack Randstad Roeselare.

- Granie trzech meczów w ciągu tygodnia na pewno po jakimś czasie da nam się we znaki. Miejmy nadzieję, że szybko to jednak nie nastąpi - mówi drugi trener zespołu Leszek Dejewski, który ma świadomość, że sukces z Sisleyem nie daje za wiele. - Wszystko rozstrzygnie się w meczu z Belgami. Plus zwycięstwa z Sisleyem jest taki, że czujemy się mocniejsi psychicznie - wyjaśnia.