Paweł Ostrowski: Wierzę w półfinał Radwańskiej

Ta sztuka nie udała się nawet Wojciechowi Fibakowi. Jutro w nocy Agnieszka Radwańska zagra ze Słowaczką Danielą Hantuchową o półfinał wielkoszlemowego Australian Open. Jeśli nie zjedzą ją nerwy, to powinna wygrać - uważa trener Marty Domachowskiej Paweł Ostrowski
Łukasz Starowieyski: Agnieszka Radwańska gra o historyczny sukces, o półfinał turnieju wielkoszlemowego z Danielą Hantuchową. Jak Pan ocenia szanse Isi?

Paweł Ostrowski: Bardzo dobrze się złożyło, że gra z Hantuchową, a nie z Kirilenko. Słowaczka nie jest stabilna. Tenis Isi będzie dla niej bardzo groźny. Kirilenko gra tenis bardzo ofensywny, nie pozwalający na zabawy na korcie i na tzw. miękką grę i w tym przypadku Agnieszka miałaby znacznie większe problemy. Natomiast Hantuchowa, jeśli wpadnie w taką swoją koleinę niechęci do gry, to Radwańska ma bardzo realne szanse na półfinał. Ja w zwycięstwo Agnieszki bardzo wierzę.

Czyli trzeba zagrać podobnie jak z Swietłaną Kuzniecową. Ją też trzeba było zniechęcić i zderwować. I Radwańska zrobiła to fenomenalnie.

- To cała Isia, cały jej talent i kunszt. Ona potrafi wykorzystać każdy słabszy dzień rywalki. One są wręcz obrażone, że zawodniczka po drugiej stronie, która nie prezentuje się okazale, nie jest dobrze zbudowana, nie serwuje 200 km/h, nie ma jakiś super kończących uderzeń, tylko walczy o każdą piłkę, wygrywa kolejne punkty. To te dziewczyny deprymuje i w pewnym momencie nie wytrzymują psychicznie. Są na siebie tak złe, że przegrywają mecze.

W dwóch poprzednich meczach Radwańska nie przystępowała z pozycji faworytki. Teraz gra z Hantuchową, co prawda znacznie wyżej notowaną, ale przecież ją już kiedyś dość łatwo pokonała. Wzbudziła wielkie nadzieje i swoje i kibiców na kolejne zwycięstwo, czy ta presja jej nie zaszkodzi?

Bywały mecze wcześniej, że Isia lepiej sobie radziła z faworytkami, a w meczach, w których teoretycznie miała większe szanse, było już znacznie gorzej. Tak było między innymi podczas zeszłorocznego US Open, gdzie najpierw pokonała Marię Szarapową, a potem uległa Shaahar Peer z Izraela. Miejmy nadzieję, że w tym przypadku będzie inaczej. Naprawdę uważam, że teraz będzie pozytywnie.

Jest Pan trenerem Marty Domachowskiej, która sprawiła równie dużą niespodziankę w Melbourne. Czwarta runda dla kwalifikantki i bardzo dobry, choć przegrany mecz z Venus Wiliams, to ogromny sukces. Widać było pod koniec roku, że Marta się odbudowuje, ale brakowała spektakularnego sukcesu. Teraz już ten sukces jest. Co się zmieniło, że Domachowska znów gra tak dobrze.

Przede wszystkim wróciła do domu, po 9 miesiącach treningów w Hiszpanii. Po drugie poukładała sobie sprawy poza tenisowe. Znalazła dobry język z rodziną, przede wszystkim z mamą. Dzięki temu my trenerzy, czyli ja trener od tenisa i Mariusz Dermont od przygotowania fizycznego, mamy uproszczoną sprawę. Teraz Marty nie trzeba zmuszać do ciężkiego treningu. Przychodzi na treningi i wykonuje w 100 procentach wszystkie postawione przed nią zadania.

Czy to początek powrotu na tenisowe salony?

Jestem tego pewny. Po Australii Marta wróci do pierwszej setki rankingu, a potem powinno być tylko lepiej.