Wiceprezes Can-Packu jest rozczarowany grą Wisły

Włożenie pieniędzy, kupienie trenera i zawodniczek nie gwarantuje sukcesu, nawet gdyby to było kilka razy więcej niż aktualnie dajemy - ocenił Jerzy Sarna, wiceprezes firmy Can-Pack sponsorującej koszykarki Wisły
Wiślaczki w środę skompromitowały się w meczu Euroligi z Jolly Szybenik. Wcześniej w lidze nie popisały się w spotkaniu z Lotosem (52:79). Te porażki mogą być brzemienne w skutkach. Jeśli Wisła nie wygra z Bourges, to rywalem w 1/8 rozgrywek Euroligi będzie Fenerbahce Stambuł. Turecki zespół będzie miał przewagę własnego parkietu i o awans do ćwierćfinału będzie zdecydowanie trudniej.

Jeżeli Wisła chce być pierwsza po sezonie zasadniczym ekstraklasy, musi wygrać w Krakowie z Lotosem różnicą aż 28 pkt. Oczywiście gorsza pozycja na starcie nie oznacza braku realizacji postawionych celów. Znacznie jednak zmniejsza szansę na pokazanie się w Europie (na czym bardzo zależy sponsorowi) i obronę mistrzostwa. To ważne, bo z końcem sezonu wygasa umowa Wisły z firmą Can-Pack.



Waldemar Kordyl: Co Pan czuje po meczu z Jolly Szybenik?

Jerzy Sarna: Jestem rozczarowany. Nie wiem, czy to wypadek przy pracy, zbieg okoliczności czy kryzys. Poprzednie dwa spotkania nie wskazywały na taki rozwój wydarzeń. Tym bardziej jest to tajemnicze i zaskakujące.

Rozbudzone nadzieje znów legną w gruzach?

- Błędem jest dzielenie skóry na niedźwiedziu i bezkrytyczne podchodzenie do rozstrzygnięć sportowych. To usypia czujność. Druga sprawa to informacja z Jekaterynburga. Nikt nie przypuszczał, że UMMC może przegrać i stąd poczucie, że się świat zawalił.

Myślał Pan o karach dla zespołu?

- Chciałbym mieć wewnętrzne przekonanie, że karzę właściwą osobę. Być może takie decyzje będą podjęte, ale jest jeszcze za wcześnie.

Budżet sekcji jest bliski półtora miliona dolarów?

- To tajemnica handlowa. Powiem tylko tyle, że jest wyższy niż poprzednio [wtedy milion dolarów - przyp. red.].

Kiedyś najlepiej zarabiającą koszykarką była Shannon Johnson ze 120 tys. dolarów.

- Teraz niektóre zawodniczki dostają więcej.

To już poziom męskiej ekstraklasy.

- Może drużyn z końcówki tabeli. Daleko nam do Prokomu, Anwilu czy Turowa.

Zatem koszykarkom niczego nie brakuje...

- Przyjęliśmy pewne zobowiązania na siebie i je realizujemy. Z koszykarkami różnie bywa. Stara, wyświechtana prawda mówi, że to tylko sport. Pytanie, ile w tym działania losu, a ile winy zawodniczek.

Jest poważny kryzys w zespole?

- Nie ma takich przesłanek, to może być brak odpowiedniej koncentracji i mobilizacji. W meczu mamy przekonanie albo "jesteśmy nie do pokonania", albo "i tak nie mamy szans", czyli brak pozytywnej motywacji.

Jeśli nie będzie postępu w Eurolidze, a drużyna nie obroni złotego medalu, Can-Pack wycofa się z koszykówki?

- Zawsze takie rozwiązanie wchodzi w rachubę. Nie wykupiliśmy abonamentu na mistrzostwo Polski. Ważne, czy o ewentualnej porażce decyduje sportowe szczęście i odrobina umiejętności więcej, czy takie czynniki jak demobilizacja i strach. To nie jest automat: Wisła nie jest mistrzem Polski, to do widzenia, już nas nie ma.

Może brakuje wsparcia finansowego, np. Lotos znalazł drugiego sponsora.

- Zawsze można mieć mocniejsza drużynę i bardziej wyrównaną. Włożenie pieniędzy, kupienie trenera i zawodniczek nie gwarantuje sukcesu, nawet gdyby to było kilka razy więcej niż aktualnie dajemy.

Czy Wisła może usłyszeć: spokojnie, jesteśmy z Wami w przyszłym roku?

- Nie ma czegoś takiego. W ciągu dwóch miesięcy przyjdzie czas na podsumowanie.

Can-Pack jest lepiej postrzegany dzięki koszykówce?

- Firma jest bardziej widoczna i rozpoznawalna dla osób spoza branży.