Sport umiera w gąszczu przepisów

Regionalna Izba Obrachunkowa zablokowała finansowanie sportu przez samorządy w Kujawsko-Pomorskiem. - Wiemy, że przepisy są nieprecyzyjne. W ciągu kilku miesięcy chcemy znowelizować ustawę, żeby nie było więcej kłopotów - obiecuje poseł Andrzej Walkowiak, członek sejmowej komisji kultury fizycznej i sportu


Od trzech lat zawodowe kluby sportowe mogą dostawać pieniądze z budżetu samorządów miejskich i gminnych. W Bydgoszczy po raz pierwszy skorzystano z tej możliwości w 2005 roku (800 tys. zł). W 2006 było niemal 2 miliony, a rok temu już znacznie mniej (900 tys.), ale zostały przydzielone. Teraz może ich nie być w ogóle.

Wydział kultury i sportu nie rozpisał więc nawet konkursu wśród klubów, które chciałyby otrzymać pieniądze z miasta, żeby nie narazić się na konflikt z RIO nadzorującą finanse samorządów. W podbydgoskim Sicienku, gdzie już podzielono pieniądze na sport kwalifikowany była nawet kontrola RIO. Działacze klubu Gryf Sicienko, który bez gminnych pieniędzy upadnie skarżą się: "Kontrolerzy zakwestionowali zasadność dotowania Gryfa z budżetu gminy, ponieważ prowadzimy działalność w zakresie tzw. sportu kwalifikowanego (posiadamy licencję zgodną z uchwałami Polskiego Związku Piłki Nożnej, bez której nie moglibyśmy brać udziału w rozgrywkach żadnej grupy wiekowej wiekowej)".

I podają to właśnie jako przykład kwadratury koła - żeby grać w ligach, także młodzieżowych, Gryf i tysiące innych klubów musi być zarejestrowany np. w PZPN jak klub zawodowy, a kiedy zostanie uznany przez RIO za zawodowy klub nie może być finansowany z budżetu.

- Nie mamy zamiaru krzywdzić sportowców, ale nasze przepisy w ustawie o sporcie kwalifikowanym są nieprecyzyjne i niejasne, a cały kłopot zaczyna się w ustawie o samorządzie gminnym. W zadaniach własnych gminy nie jest wyszczególniony sport, tylko kultura fizyczna, a to dwie całkiem inne sprawy. Mamy nawet odrębne ustawy o sporcie i kulturze fizycznej. - mówi Tadeusz Dobek, prezes RIO w Kujawsko-Pomorskiem.

Waldemar Sagan, wiceprezes Pałacu (jego siatkarki grają w ekstraklasie): - Czekamy na środki, które są przecież zapisane w budżecie i wierzę że rozwiązanie tej sprawy się znajdzie, bo sport zawodowy w każdym mieście zasługuje na wsparcie. Najlepszym rozwiązaniem byłaby ewentualna zmiana w ustawie, żeby raz na zawsze wyjaśnić ten problem. To jednak wymaga dużo czasu.

- Dwa miesiące to najkrótszy okres, w którym można by doprowadzić do takiej nowelizacji - mówi poseł PiS Andrzej Walkowiak, członek sejmowej komisji kultury fizycznej i sportu - Znamy ten kłopot, dlatego w planie prac komisji na pierwsze półrocze znalazła się ta sprawa. Wiem, że jest też projekt całkowicie nowej ustawy o sporcie kwalifikowanym, ale jej uchwalenie trwałoby znacznie dłużej. Szybka nowelizacja ustawy, która jest przecież różnie interpretowana byłaby lepszym rozwiązaniem - dodaje poseł Walkowiak.

W Bydgoszczy, w związku ze stanowiskiem kujawsko-pomorskiej RIO, pieniędzy na sport nie podzielono, ale inaczej jest w innych województwach. W Poznaniu samorządowe pieniądze już trafiły do klubów, podobnie jest w Gdańsku i Łodzi.

- Jako organ nadzorczy musimy podchodzić do sprawy rzetelnie, a przepisy muszą być bardziej precyzyjne, ale one się nie zmienią z dnia na dzień - wyjaśnia Dobek. Wczoraj szef RIO spotkał się z miejskimi urzędnikami i jest szansa, że do bydgoskich klubów pieniądze z budżetu jednak trafią. - Mamy pozytywną opinię. Trzeba będzie dokonać kilku kosmetycznych zmian, żeby móc wesprzeć nasze kluby finansowo - mówi zastępca prezydenta Bydgoszczy Maciej Grześkowiak.