Sport.pl

Gwiazda Barańska

Złotka zaczynają walkę o igrzyska w Pekinie. - Mecz z Holenderkami na początek to rzecz najgorsza, jaka mogła nam się zdarzyć - mówi były trener kadry Andrzej Niemczyk. Czy w tym spotkaniu błyśnie nowa gwiazda reprezentacji Anna Barańska?
Z Andrzejem Niemczykiem rozmawia Łukasz Jachimiak

Co się stanie w Halle z naszymi Złotkami?

- Stać może się wszystko. Jesteśmy w grupie, w której każdy zespół ma dokładnie takie same szanse awansu do półfinału. Polska, Holandia, Niemcy, Turcja, to naprawdę równe drużyny. Jasne jest tylko, że z drugiej grupy do dalszych gier wyjdą Rosja i Serbia, bo Rumunki i Chorwatki to dla nich żadne rywalki. Wychodzi na to, że już dzisiejszy mecz będzie arcyważny. - I niestety strasznie trudny. Zaczynać turniej pojedynkiem z Holenderkami to rzecz najgorsza, jaka mogła nam się zdarzyć. One są już od roku skoszarowane w jednym klubie. To bardzo dobra drużyna, a przede wszystkim zgrana. My przygotowywaliśmy się zupełnie inaczej. Dobrze by było, gdybyśmy mogli wejść w turniej, grając z zespołem, który ma podobny problem. To nie brzmi optymistycznie. - Naprawdę zaczynamy najgorzej, jak mogliśmy. Ale wierzmy, że będzie dobrze. Dziewczyny muszą zaprezentować bardzo dobre przyjęcie, nie dać się odrzucić od siatki potężnej zagrywce rywalek. Jeśli to by się stało, Holenderki zdobywałyby dużo punktów blokiem, swym najlepszym elementem.

Możemy zobaczyć wojnę na zagrywki, bo mamy przecież Skowrońską, która serwuje najlepiej w Serie A, i Barańską, która jest w tym najlepsza w Lidze Mistrzów.

- Mam nadzieję, że dziewczyny się wstrzelą. Z tą zagrywką to jest tak, że czasem nie siedzi. Ale wierzę, że Barańskiej będzie szło tak jak w meczu z gwiazdami ligi.

Barańska może stać się gwiazdą drużyny?

- Oczywiście, to najlepsza zawodniczka ligi. Bardzo dobrze, że dogadała się z PZPS i wróciła do reprezentacji.

Przypomni pan, jak doszło do jej konfliktu ze związkiem?

- Dałem jej wolne na operację migdałów, a związek kazał jej wracać do kadry. W końcu nałożył na nią karę, dziewczyna się zdenerwowała.

Jest Barańska, ale nie ma Świeniewicz. - Szkoda. Bo ogranie, doświadczenie może w Halle decydować. Ale decyzję Marco Bonitty trzeba szanować. Rozmawiałem z Dorotą w Bielsku-Białej. Zapytałem, dlaczego nie znalazła się w kadrze na ten turniej, powiedziała, żebym zapytał trenera. Bonitty nie zapytałem, bo to byłoby nieeleganckie. Wybrał inne zawodniczki, jego prawo. Wybrał między innymi Katarzynę Gajgał. Kibicom bliżej nieznaną.

- Była u mnie w kadrze, ale zrezygnowałem z niej, bo prześladowały ją kontuzje. Niedawno urodziła dziecko, gra bardzo dobrze, podobała mi się w sobotnim meczu. Z powodzeniem zastąpi na środku bloku Maszę Liktoras, która jest po artroskopii kolana. Jak będzie według pana wyglądała pierwsza szóstka?

- Tak jak w meczu z gwiazdami ligi. Czyli właśnie z Gajgał i Dziękiewicz na środku, z Glinką i Barańską na przyjęciu, ze Skowrońską w ataku i z Sadurek na rozegraniu. Skowrońska pociągnie sama atak? Nie ma dla niej zmienniczki, Bonitta nie zabrał Kamili Frątczak. - Nie wiem, w jakiej formie jest Frątczak, a Bonitta wie. Skowrońskiej w każdej chwili pomóc mogą Anna Podolec i Karolina Cieszkiewicz. To wszechstronne zawodniczki. W ogóle wszechstronność jest naszą siłą. Dzięki niej wygramy ten turniej?

- Nie ma co popisywać się typami, bo możliwe jest wszystko. Wytypować mogę tylko, że do półfinału awansują Rosjanki i Serbki. A jeśli turnieju nie wygrają nasze dziewczyny, będzie trzeba kibicować którejś z tych drużyn, bo wtedy dostaniemy szansę gry w turnieju interkontynentalnym.