Para koszykarskich obieżyświatów

Po żeńskiej koszykówce pozostały na Lubelszczyźnie tylko wspomnienia. Nie znaczy to jednak wcale, że zawodniczki z naszego regionu znikły z parkietów. Kilka z nich, jak na przykład Anna Grabias, z powodzeniem występuje za granicą.
Konia z rzędem temu, kto wie, skąd ta koszykarka się wywodzi i jaki klub w Polsce reprezentowała. Na to pytanie bezbłędnie odpowiada jednak świetny zawodnik - wychowanek lubelskiego AZS, były kadrowicz i prawdziwy globtroter Piotr Dobrowolski. Nie ma się zresztą czemu dziwić, wszak jest ona jego narzeczoną. - Ania pochodzi z Biłgoraja, choć nigdy w tym mieście nie grała - opowiada Piotr. - Szczerze mówiąc w ogóle nie wiadomo, czy trafiłaby do koszykówki, która w jej rodzinnym mieście nie ma specjalnych tradycji, gdyby nie upór jej i rodziców. - To prawda - potwierdza Ania. - Zawsze byłam żywym dzieckiem i grałam z chłopakami we wszystko co się dało, w kosza też. Rodzice dowiedzieli się, że jest nabór do Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Warszawie i zawieźli mnie na testy. Egzaminatorzy dokładnie sprawdzili moje predyspozycje i doszli do słusznego skądinąd wniosku, że nic nie umiem, po czym... mnie przyjęli. I tak znalazłam się pod skrzydłami trenera Remigiusza Kocia, który cierpliwie uczył mnie koszykarskiego abecadła. Następne lata, aż do matury, spędziłam właśnie w tym klubie. Występowałyśmy w I lidze, a czy zagrałam jakiś mecz w polskiej ekstraklasie, to szczerze mówiąc nie pomnę.

Można powiedzieć, że dalsza kariera Ani przebiegała podobnie jak Piotra, poza oczywiście pierwszymi krokami stawianymi w baskecie. On też skończył SMS, tyle że w Warce, a potem grał w Astorii Bydgoszcz, skąd szybko wyemigrował za ocean.

W USA ten 27-letni dziś rzucający obrońca o bardzo dobrych warunkach fizycznych (202 cm wzrostu) występował w Northeastern Oklahoma, A&M College, Fort Scott College, St. Mary's University w San Antonio, Southwest Minnesota. Po powrocie do Europy m.in. w fińskim HiTech Oulu i Kongsberg Pengvins (Norwegia), hiszpańskim Ricoh Manresa. Ania po ukończeniu SMS także znalazła się w Stanach, a konkretnie w Kansas, gdzie broniła barw Richmont University. Potem otrzymała ofertę gry w Hiszpanii i ją przyjęła.

W Europie już razem

Tak więc oboje znaleźli się na Półwyspie Iberyjskim. - Nie znaczy to jednak wcale, że tam się poznaliśmy - wspomina Ania. - Nasza znajomość zaczęła się jeszcze podczas mojego pobytu w SMS. Po prostu mieszkałam w jednym pokoju z siostrą Piotrka - Kingą. On ją tam odwiedzał i tak zawarliśmy znajomość. - Dziś mogę powiedzieć, że gdy ją zobaczyłem od razu pomyślałem sobie, że będzie to kiedyś moja żona - przyznaje Piotr. - Wprawdzie nie od razu zostaliśmy parą i potrzebowaliśmy na to kilku lat, ale potem połączyliśmy się na dobre i złe. W ubiegłym sezonie byliśmy już razem w Hiszpanii. Teraz mamy wspólnego agenta, który szuka nam takich miejsc na świecie, gdzie oboje dostaniemy szansę gry i nie będzie nas dzieliła żadna odległość. - My bardzo kochamy koszykówkę. Jest ona niezwykle ważna w naszym życiu, najważniejsza jednak jest rodzina - podkreśla Ania.

Po sezonie spędzonym w hiszpańskim Ourense wszechstronną 24-letnią Polką, która ma 183 cm wzrostu i może grać na pozycjach 2, 3 i 4, zainteresowali się działacze z Cypru i zaproponowali jej angaż w występującym w rozgrywkach EuroCup K.V Imperial AEL Limassol. - Moja przygoda z Wyspą Afrodyty powoli się kończy - mówi Ania. - Teraz jedziemy na mecz do Wenecji i jeśli przegramy, to odpadniemy z dalszych rozgrywek i ja będę już wolna. Natomiast w przypadku zwycięstwa mój pobyt na Cyprze jeszcze się przedłuży. - Ja także mogłem grać w tym cypryjskim klubie, bo miałem taką propozycję - dodaje Piotr. - Niestety w Hiszpanii złapałem kontuzję, która na dwa miesiące wyłączyła mnie z gry. Teraz, wobec dobiegającego końca kontraktu Ani, czas trwania mojej umowy wydawał się zbyt krótki, więc z niej zrezygnowałem.

Co dalej?

Na pytanie o swoje dalsze losy oboje zgodnie odpowiadają, że na powrót do Polski jest za wcześnie. - Chcemy jeszcze pograć w świecie, poznać nowych ludzi, obyczaje, nauczyć się języków - mówią. Wszystko wskazuje na to, że kolejnym przystankiem w ich karierze będą najprawdopodobniej Włochy, skąd mają ofertę. - Nie zdradzę tylko z jakiego klubu, by nie zapeszyć - zarzeka się Ania.

Natomiast zapytana o to, czy proponowano jej grę w polskiej ekstraklasie, koszykarka odpowiada: - Dzwonili do mnie z Torunia, ale na razie odmówiłam. Z pewnością będzie pan pytał także o reprezentację Polski. Otóż nie było mi dane w niej zagrać, choć jeszcze podczas mojego pobytu w USA zaprosił mnie na zgrupowanie ówczesny trener kadry Arkadiusz Koniecki. Niestety miałam wtedy kontuzję i nie mogłam przyjechać. Od tego czasu nikt z PZKosz się do mnie nie odezwał.

Z kolei Piotra, który na krótko wpadł do kraju, strasznie niepokoi stan lubelskiej koszykówki. - Od momentu, kiedy wyjechałem w Lublina, czyli od 1996 roku wszystko bardzo się zmieniło - twierdzi. - Niestety na niekorzyść. Wydaje mi się, że kompletnie leży szkolenie młodzieży. Dlatego będę chciał podjąć współpracę, aby odbudować lubelski basket, szczególnie w moim macierzystym AZS. Chciałbym w przyszłości choć część moich doświadczeń z USA, Skandynawii, Hiszpanii przeszczepić na lubelski grunt. Mam nadzieję, że mi się to uda.