Sport.pl

Halowe Mistrzostwa Europy schodzą na drugi plan

Trener halowej reprezentacji Polski w hokeju na trawie nie będzie mógł zabrać na Mistrzostwa Europy graczy wytypowanych do walki o igrzyska olimpijskie. Te kwalifikacje mają bowiem w tym roku priorytet
Halowe Mistrzostwa Europy w hokeju na trawie rozegrane zostaną między 18 a 20 stycznia w Jekaterinburgu na rosyjskim Uralu. Jak pamiętamy, halowy hokej na trawie stał się ostatnio domeną Polaków. W 2006 r. podczas Mistrzostw Europy w Eindhoven jako pierwszy zespół zwyciężyli Niemców, którzy wygrali wszystkie czempionaty w hali od początku ich rozgrywania (1974 r.). Polacy pokonali ich jednak w grupie, bo w finale Niemcom już ulegli. Rok temu miał miejsce rewanż podczas halowych mistrzostw świata w Wiedniu. De facto są one niemal tożsame z Mistrzostwami Europy, bowiem poza Europą w hokeja na trawie w hali raczej się nie grywa - w Azji czy Australii zwyczajnie nie ma takiej potrzeby. W Wiedniu Polacy znów przegrali finał z Niemcami.

W sumie w hali polscy laskarze mają dwa srebrne (1999 i 2006 r.) oraz jeden brązowy (2001 r.) medal Mistrzostw Europy, a także dwa srebrne medale z obu rozegranych dotąd halowych mistrzostw świata (2003 r. Lipsk i 2007 r. Wiedeń), które są bardzo młodą imprezą. Wciąż brakuje im złota, ale żeby je zdobyć, trzeba by wreszcie ograć Niemców. Tej zimy, w Jekaterinburgu może być o to ciężko. Szczerze mówiąc, wygląda na to, że Polska zrobi sobie małą przerwę w szturmowaniu niemieckich pozycji w hali. Jest bowiem inny priorytet - przygotowania do olimpijskiego turnieju kwalifikacyjnego, który biało-czerwoni rozgrywać będą w Kakamigaharze w Japonii. Odbędzie się on między 5 a 13 kwietnia. Polska traktuje turniej szalenie poważnie i zamierza się do niego solidnie przygotowywać już od teraz, nawet kosztem halowych mistrzostw Europy. - Tak to ustaliliśmy. Trener halowej kadry Zbigniew Rachwalski wie, że nie może zabrać do Jekaterinburga zawodników zakwalifikowanych do kadry olimpijskiej - mówi prezes Polskiego Towarzystwa Hokeja na Trawie, Andrzej Grzelak. Wyjątkiem jest Mateusz Siejkowski - członek tej kadry, który do Rosji jednak pojedzie. Dopiero potem dotrze do kadry Macieja Matuszyńskiego, która od 18 stycznia do 5 lutego trenować będzie na zielonych boiskach Republiki Południowej Afryki. Zagra tam m.in. sparingi z RPA i Kanadą. W lutym Polacy trenować mają w Wielkiej Brytanii, w marcu - w Hiszpanii, wreszcie przed japońskim turniejem - w Korei Południowej. Tak mocnych i intensywnych przygotowań jeszcze nie było.

Nie ma się czemu dziwić, dostać się na igrzyska olimpijskie to najważniejsza sprawa. Hokej na trawie wciąż jest w Polsce sportem niszowym, popularnym tylko w niektórych jej regionach, z Wielkopolską na czele. Nie pokazuje go telewizja, prześlizgują się po nim media, nie ma wielu widzów na meczach. Igrzyska olimpijskie to dla tego sportu wielka szansa. Gdy w 2000 r. polscy laskarze pojechali do Sydney, hokej na trawie miał swoje pięć minut. Nagle wszystkich zaczęło interesować, co to za gra, jakie są jej przepisy i to, czy wygramy czy nie.

Kakamigahara to jedyna szansa dla naszych laskarzy na występ w igrzyskach. W japońskim turnieju zagrają oni z Malezją, Japonią, Szwajcarią, jeszcze jednym, nieznanym na razie zespołem, który zastąpi wycofanych Czechów oraz z ... - jakże by inaczej - Niemcami! A awans olimpijski zdobędzie tylko zwycięzca tej imprezy. Dziewięć lat temu, także w Japonii (w Osace) laskarzom się udało wywalczyć kwalifikację do Sydney. Czy uda się i tym razem?