Skaut Chelsea na Polskę: Oni monitorują cały świat

- Jak powtarza Leo Beenhakker, w Polsce rodzi się tyle samo talentów co w Hiszpanii czy Francji. W Chelsea chcą mieć pewność, że w razie czego żaden im nie umknie - mówi Janusz Olędzki, od ubiegłego tygodnia oficjalny skaut wicemistrzów Anglii
Michał Pol: Czytałem, że ponad dziesięciu skautów Chelsea udało się właśnie do Brazylii na Copa de Sao Paulo, by w 88 drużynach do lat 18 szukać następców Kaki i Ronaldinho. A tu proszę, "The Blues" uznali, że muszą mieć poszukiwacza talentów także i w naszym kraju. Dlaczego?

Janusz Olędzki: Chelsea to ogromne przedsiębiorstwo, prawdziwie wielki biznes. Pracują w nim profesjonaliści, którzy nie chcą, żeby umknął im jakiś talent. Dlatego monitorują cały świat. Mnie to wcale nie dziwi, że chcą mieć swojego człowieka także w Polsce, która w przeciwieństwie do Anglii zagra na Euro 2008. Leo Beenhakker powtarza, że w Polsce rodzi się tyle samo talentów co w Hiszpanii czy Francji. Trzeba tylko znaleźć ich w odpowiednim momencie i rozwinąć ich umiejętności we własnej akademii piłkarskiej. Skoro w samej Francji dla Chelsea pracuje 35 skautów, była najwyższa pora, żeby ktoś zaczął szukać na naszym rynku. Nie tylko naszym zresztą, bo region, za który odpowiadam, obejmuje także: Ukrainę, Białoruś, Chorwację oraz Słowenię.

Dlaczego wybrali właśnie pana?

- Ktoś widocznie doszedł do wniosku, że jestem dobry. Taki klub nie zwróciłby się do frajera. Trochę piłkarzy odkryłem. Np. Jacka Zielińskiego, którego przywiozłem do Warszawy z Dębicy, kiedy jeszcze kompletnie nikt go nie znał. Podobnie ostatnio wypatrzyłem Tomasza Zahorskiego i Radosława Majewskiego - podpisałem z nimi umowy, zanim zrobiło się o nich głośno i Leo Beenhakker powołał ich do reprezentacji. Dorzuciłbym jeszcze takie nazwiska, jak: Artur Boruc, Mariusz Piekarski, Wojciech Kowalczyk, Radosław Michalski.

Dzwonili już do pana znajomi piłkarze z prośbą o rekomendację?

- (śmiech) Dzwonili, ale o nic nie prosili, bo wiedzą, że to się tak nie odbywa. Zresztą który, nawet z reprezentantów Polski, przebiłby się do pierwszej drużyny Chelsea? Bądźmy realistami. Nie szukam dla Chelsea zawodników na teraz, tylko utalentowanych 15-, 16-, 17-latków. Nie mogę jednak za wiele mówić o pracy dla Chelsea, a zwłaszcza zdradzić żadnych wymagań, jakie stawia przed nami klub. To wewnętrzna tajemnica.

To może chociaż zdradzi pan cechy młodego piłkarza, na które będzie pan zwracał uwagę?

- Oczywiście nie jest tak, że zobaczę w jakimś meczu chłopaka, który ładnie biegał, kiwał, i zaraz wysyłam jego dossier do Londynu. To jest długa, żmudna procedura gromadzenia całego mnóstwa informacji. Nie tylko o tym, jak zawodnik gra, ale i jak trenuje. Czy jest silny psychicznie, jak reaguje w sytuacjach stresowych. Ważny jest jego charakter i osobowość: czy jest liderem albo czy lubi poimprezować. Takich cech jest bardzo dużo. Np. niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, jak ważny dla klubu jest poziom lęku zawodnika. Lęk w człowieku to rzecz wrodzona, nikt go nie bada. A kluby owszem. Lek przed rywalem, przed podjęciem decyzji. Albo weźmy szybkość. Niby oczywistość, że zawodnik powinien być jak najszybszy. Ale dla klubu w przypadku 15-latka o wiele ważniejsza jest szybkość myślenia niż szybkość biegania. Co z tego, że ktoś śmiga jak wiatr, skoro podejmuje przy tym chaotyczne, nieprzemyślane decyzje.

Czy klub płaci panu stałą pensję, czy od znalezienia talentu? A jeśli zawodnik przejdzie w końcu do pierwszej drużyny, dostanie pan premię specjalną?

- O kwestiach finansowych nie powiem ani słowa.

Uważa pan, że powinniśmy jak najwięcej bardzo młodych piłkarzy wysyłać do dobrych zachodnich klubów, żeby dojrzewali tam, a nie pod okiem naszej myśli szkoleniowej?

- To nie żadne odkrycie. Zbigniew Boniek często powtarza, żeby wyjeżdżali jak najmłodsi i jak najszybciej. Podobnie mówi Leo Beenhakker. W zachodnich klubach wszystko jest na nieporównywalnie wyższym poziomie. Ostatnio zszokowany młody zawodnik, który wrócił po dwóch tygodniach szkolenia w Murcii, opowiadał mi, że na boisko z dziesięcioma zawodnikami wychodziło czterech trenerów! O stanie tych boisk, całego zaplecza już nie wspominam. U nas chłopcy do 20. roku życia biegają po piachu - to jak ma się rozwijać ich talent? Uważam, że jeśli młody zawodnik ma szansę na akademię piłkarską Chelsea czy innego zachodniego klubu, powinien z niej natychmiast korzystać, bo to dla niego olbrzymia szansa rozwoju, jaka u nas jeszcze długo nie będzie mu dana.