Wisła ciągle bez prezesa

Już wydawało się, że w czwartek skończą się problemy Wisły. Wiceprezydent Piotr Kubera zgodził się zostać prezesem płockiego klubu, którego właścicielem od nowego roku jest miasto. Kibice się cieszyli, ale... tylko do momentu, gdy okazało się, że Kubera prezesem jednak nie będzie
Na początku roku, gdy Wisła stała się klubem miejskim, dotychczasowy prezes Marek Janicki podał się do dymisji. Jak podkreślał, chciał umożliwić nowym władzom bezproblemowe zarządzanie klubem i szybkie wprowadzenie własnej polityki. Bo jego działania były krytykowane. Pozytywnie oceniał je tylko PKN Orlen. Co się zmieniło od tamtej pory? Nic. W sobotę Adam Majewski, dyrektor sportowy sekcji piłki nożnej, którego posada także wisiała na włosku, mówił w "Gazecie": - Oby nowy prezes pojawił się jak najszybciej i pomógł budować drużynę. O awansie do Orange Ekstraklasy może zdecydować każdy dzień przygotowań do rundy wiosennej.

I w poniedziałek futboliści zaczynają przygotowania, a prezesa nie ma. Gorzej, że nie wiadomo kiedy będzie. We wtorek w klubie ma się odbyć konferencja prasowa związana z przekazaniem miastu klubu i obiektów, którą organizuje Orlen. Wiadomo, że będą na niej członkowie zarządu koncernu, być może nawet z prezesem Piotrem Kownackim na czele. Do wtorku przyjdzie pewnie poczekać na wieści, komu wszystko przekażą.

W miarę spokojnie do sezonu przygotowują się na zgrupowaniu w Brennej szczypiorniści Wisły. Ale i zespół Bogdana Zajączkowskiego, który w porównaniu z Leszkiem Ojrzyńskim ma komfortową sytuację, na dłuższą metę nie będzie mógł funkcjonować bez władz klubu. Ktoś musi zarządzać finansami i nowym budżetem, który zwłaszcza w przypadku piłkarzy nie wiadomo, jak będzie wyglądał.

Dlatego kibice odetchnęli z ulgą na wieść, że Piotr Kubera zostanie prezesem. Gorzej, że te wieści nie zostały oficjalnie potwierdzone przez miasto. Jak udało nam się za to dowiedzieć nieoficjalnie, właściwie wszystko było już klepnięte. Ale nie jest. I nie wiadomo dlaczego. Mówi się o tym, że w przypadku prezesury Kubery nie miałby go kto zastąpić na stanowisku wiceprezydenta. A na to z kolei nie mógłby sobie pozwolić prezydent Mirosław Milewski. Która z wersji jest prawdziwa? Na to pytanie nie ma kto odpowiedzieć ani w klubie, ani w ratuszu.