W cieniu siatkarzy

- Kiedyś ktoś powiedział, że są trzy kłamstwa: małe, duże i największe, czyli statystyka. Na siatkówkę to się jednak nie przekłada. Jeśli moja praca przyniesie jeden ważny punkt w meczu, to mam wtedy ogromną satysfakcję - mówi Sergiusz Ruszel, statystyk siatkarzy Asseco Resovii


Ma 24 lata i jest ubiegłorocznym absolwentem wychowania fizycznego na Uniwersytecie Rzeszowskim. Od roku prowadzi statystyki zespołu Asseco Resovii. Na co dzień niewidoczny, podczas meczu siedzący z boku boiska, wykonuje pracę, bez której w tej chwili chyba nikt nie wyobraża sobie profesjonalnej pracy z zespołem siatkarskim. - Jestem z boku i niech tak zostanie. Taki zawód. Są tacy, co są na pierwszym planie i tacy, co są w cieniu i pomagają tamtym. Zawodnicy są głównymi aktorami, a moja praca ma im pomóc, choćby w jednej akcji w meczu - mówi Sergiusz Ruszel. - Nikt chyba teraz nie byłby w stanie robić prowizorki. Trzeba się uczyć od najlepszych, a np. Włosi czy Brazylijczycy korzystają od dawna z programów statystycznych, wiec i my powinniśmy to robić - mówi Andrzej Kowal, trener Asseco Resovii.

Ciężka praca

Statystyk siatkarski nie ma łatwego zadania. Jego praca to godziny spędzone przed taśmami wideo i przed komputerem. - Analiza jednego meczu trwa około siedmiu godzin. Oglądam spotkania i po każdej akcji wprowadzam szereg danych - tłumaczy Ruszel, którego tydzień pracy zaczyna się w weekend, od meczu siatkarzy. - Sam mecz to takie spijanie śmietanki. To dziesięć procent tej pracy, którą trzeba wykonać - dodaje.

W poniedziałek Ruszel ma przygotować analizę weekendowego meczu. - Na wtorek ma być gotowa. Analizujemy własne błędy, co zagraliśmy dobrze, a co źle. We wtorek natomiast analizuję grę naszych kolejnych rywali. Czasami schodzi mi to nawet do późnych godzin nocnych, ale ma to być gotowe na środę. Trener musi wiedzieć, jak atakują poszczególni zawodnicy, jak się ustawiają w obronie, jak ustawiają blok. W ostatnie dni przed meczem prowadzone są bowiem treningi już pod kątem konkretnego przeciwnika - wyjaśnia. - Przed każdym meczem trzeba przeanalizować cztery - pięć ostatnich spotkań rywala. Poszukać jakichś schematów, powtórzeń - dodaje.

- To jest naprawdę ciężka praca i kupa roboty, jednak dużo pomaga i mnie i zespołowi. Sergiusz ciągle się jeszcze uczy tego programu, a ja więcej od niego wymagam. Nasza współpraca układa się jednak bardzo dobrze. Często po meczach czy podczas nich podpowiada pewne rozwiązania - stwierdza trener Kowal. - Dobrze, że znalazła się u nas w klubie taka osoba - dodaje.

Podczas meczu tylko rywale

Program statystyczny, z którego korzystają rzeszowscy siatkarze, wykorzystywany jest do analizy przeciwnika, własnej gry i do bieżącej analizy oraz korygowania ustawień podczas meczu. - W trakcie meczu nie interesuje mnie nasza drużyna, tylko przeciwnicy. Oceniam dyspozycję dnia każdego z zawodników. Przy każdej akcji trzeba wpisać do komputera wiele informacji. Przyjęcie podzielone na pięć różnych rodzajów. Potem rozegranie i na końcu atak. Kto atakuje z której strefy, do której i z jakim blokiem. Na początku miałem z tym problem. Można było powybijać palce, ale teraz jest już dobrze - śmieje się Ruszel. - Dzięki temu, jeśli są błędy założeń przedmeczowych, możemy je szybko skorygować. Jeśli np. wychodzi, że jeden zawodnik atakuje cały czas po prostej, to idzie informacja, że mamy ustawiać blok właśnie po prostej, bo tu nam robi krzywdę - dodaje.

Informacje, które siatkarze dostają przed meczem, nie zawsze "siedzą im w głowach" cały czas. Najważniejsze jednak, żeby w decydującym momencie praca statystyka pomogła im wygrać. - Jeśli te informacje przyniosą choćby jeden ważny punkt w meczu, to już jest duża korzyść. Komputer na pewno nigdy nie wygra, ale to, co robimy, może pomóc zespołowi - mówi Ruszel. - Krzysztof Kowalczyk [autor programu QVolley z którego korzysta Asseco Resovia - przyp. red.] mówił na szkoleniu, że zawodnicy często nie pamiętają o tym, co mówimy im na odprawach. Często dopiero w zaciętych końcówkach setów zawodnicy przypominają sobie, że faktycznie "coś tam trener mówił". I wtedy wykorzystują tę informację. A jeśli jeszcze to przyniesie skutek, to satysfakcja jest ogromna - dodaje.

Trudne początki

Początki pracy Sergiusza, nazywanego przez kolegów "Serkiem", nie były łatwe. - Zaczynałem od kartki papieru. Dopiero po artykule w "Gazecie Wyborczej" była burza i jest program oraz system - śmieje się Ruszel. - We wszystko wprowadzał mnie Andrzej Kowal, ale trzeba powiedzieć, że jestem trochę samoukiem. Byłem w Warszawie na szkoleniu, później dostałem program i musiałem się nim bawić. Stopniowo zacząłem się wszystkiego uczyć i jest coraz lepiej - wspomina resoviacki statystyk. Dużą pomocą służą mu także najbardziej doświadczeni zawodnicy. - Paweł czy "Igła" [Paweł Papke i Krzysztof Ignaczak - przyp. red] mówią mi po prostu, jakich informacji o rywalu oczekują - stwierdza Ruszel.

Całkowite opanowanie programu jest jednak bardzo trudne. - Cały czas się uczę, ale chyba nie da rady nauczyć się wszystkiego. To jest studnia bez dna. Kolega z Jadaru Radom, który zaczął rok wcześniej ode mnie, mówi, że jeszcze do końca nie poznał tego programu. Rozmawiałem też z chłopakiem z Kędzierzyna, który mówił to samo - wyjaśnia Ruszel.

Robi to, co lubi

Praca statystyka zajmuje Sergiuszowi tyle czasu, że zmieniła jego życie. - Na pewno więcej czasu spędzam z drużyną niż ze swoimi bliskimi, znajomymi. Ale cóż, taka praca. Pochłonęła mnie i to bardzo, ale robię to, co lubię. Wolę jeździć na mecze wyjazdowe, "tracić czas" na siatkówkę niż na siedzenie w biurze czy na sali gimnastycznej. Pociąga mnie to i ciągle chciałbym się rozwijać, żeby być lepszym i żeby to było zauważalne. Żeby był namacalny dowód, że moja praca się przydaje - mówi.

W swojej krótkiej karierze statystyka przydarzył mu się już taki mecz. - To było w inauguracyjnym pojedynku z Mostostalem. Dostałem do przygotowania Jakuba Novotnego. Nie był on u nas znany, bo wcześniej grał w innej lidze, ale nam udało się go zatrzymać. Uwierzyłem w to, że na coś się przydałem - wspomina Sergiusz, który prywatnie jest zawsze wesołym i uśmiechniętym człowiekiem. - Pochodzę z Rzeszowa i mam 24 lata. Wciąż jestem kawalerem, ale od pięciu lat mam dziewczynę Agnieszkę - uśmiecha się "Serek".

Z klubem współpracował od pewnego czasu, ale oficjalnie statystykiem został w tym sezonie. - Wcześniej trochę się kręciłem wokół klubu, pomagałem, a w zamian dostawałem karnet. Od tego sezonu jestem oficjalnie zatrudniony w klubie na stanowisku statystyka - mówi. - Robię to, co lubię i jestem bardzo zadowolony - zakończył.