Rok w siatkówce: Kręta droga do Pekinu

Polscy siatkarze i siatkarki nie znoszą być faworytami. Właśnie dlatego po nieudanym 2007 roku obie drużyny mają duże szanse, by razem wystąpić na igrzyskach w Pekinie
Reprezentacje Polski to zespoły wyjęte spod jakichkolwiek reguł. Kiedy nikt się nie spodziewa, sięgają po największe sukcesy. Będąc faworytem, kompletnie zawodzą. Tak było z siatkarzami Raula Lozano, którzy w glorii wicemistrzów świata zajęli na mistrzostwach Europy 11. miejsce. Jeszcze częstsze metamorfozy przechodziła kobieca reprezentacja. Kiedy Marco Bonitta podnosił rozbitą w pył drużynę, przeszła ona przez Grand Prix jak burza. Potem jej forma miała ponownie eksplodować na mistrzostwach Europy, ale stało się odwrotnie. W rozstrzygającym momencie Złotka dopadł kryzys, przegrały półfinał i zamiast po raz drugi obronić prymat na kontynencie, co byłoby wyczynem niespotykanym w całym naszym sporcie, Polki znalazły się poza podium.

Bez tych trzech nie ma sukcesu

Ryszard Bosek, mistrz świata i złoty medalista olimpijski, powiedział niedawno, że bez trzech zawodników - Pawła Zagumnego, Mariusza Wlazłego oraz Michała Winiarskiego - reprezentacja przestałaby istnieć. Jak istotna jest obecność Zagumnego, przekonaliśmy się w 2005 roku na mistrzostwach Europy, gdzie bez najlepszego rozgrywającego drużyna Lozano zajęła piąte miejsce. Ten sam turniej dwa lata później Polacy zakończyli na 11. pozycji, co było klęską poniekąd zrozumiałą, zważywszy na brak Wlazłego, kapitana Piotra Gruszki oraz odpowiedniej chemii w drużynie.

Właśnie dlatego na polską reprezentację w 2007 roku trzeba spoglądać, pamiętając o atmosferze, która na wyniki musiała wpłynąć. Sezon rozpoczął się od deklaracji Wlazłego proszącego o zwolnienie z meczów Ligi Światowej. Ona zainicjowała całą serię przepychanek - między siatkarzem i jego klubem z Bełchatowa a Raulem Lozano, a potem także między siatkarzem i jego kolegami z kadry. W rezultacie Wlazły - po udanym sezonie w klubie i w Lidze Światowej - nie pojechał na mistrzostwa kontynentu. I do dziś nie wiadomo do końca, czy przez kontuzję, czy z jakiegoś innego powodu. Publiczne wypowiedzi Zagumnego i Sebastiana Świderskiego, zdaniem których najlepszy polski siatkarz powinien był mimo wszystko pomóc reprezentacji, mocno naruszyły zwartość grupy będącą fundamentem drużyny podczas mundialu w Japonii.

Lozano można było współczuć, bo w głowach zawodników chyba brakowało miejsca na siatkówkę. Zwłaszcza po srebrnym medalu mundialu, które wykreowały ich na bohaterów nie tylko siatkarskich trybun, ale również telewizji i kolorowych magazynów. Marco Bonitta mówił mi ostatnio, że największym wyzwaniem jest zachowanie dystansu do sławy, jaką niesie triumf. Podawał przykład włoskiej reprezentacji kobiet, z którą w 2002 roku zdobył mistrzostwo świata. - Przed złotym medalem mówiono, że to znakomite siatkarki i piękne dziewczyny. Po mistrzostwach, że to piękne dziewczyny, a dopiero później dobre siatkarki. Trener zawsze ma kłopot, jeśli te proporcje się zmieniają.

Kłopoty Lozano to także życie prywatne zawodników. Tajemnicą poliszynela są rozwody w kadrze, co wpłynęło na formę niektórych graczy. Np. Piotra Gacka, który znów stracił miejsce na rzecz Krzysztofa Ignaczaka.

Rok 2008 rozpoczyna się od turnieju kwalifikacyjnego do igrzysk w Izmirze. Tym razem bez narzekającego na kontuzję Winiarskiego, już z Wlazłym, choć nie wiadomo, czy po kontuzji zdąży on odzyskać formę. Stamtąd awans do Pekinu przy wyrwaniu tak kluczowego gracza jak Winiarski byłby wręcz sukcesem ponad oczekiwania. Jeśli się nie uda, zostaną majowe kwalifikacje interkontynentalne, w których Lozano i jego drużyna będą mieli nieporównywalnie łatwiej - nie zagra już w nich prawdopodobnie nikt ze ścisłej światowej czołówki.

Dwie twarze Złotek, dwie twarze Bonitty

Z siatkarkami trener Bonitta rozpoczyna pracę właściwie od nowa, bo po powrocie z Włoch zmienił się nie do poznania, zwłaszcza w kontaktach z zawodniczkami i polskimi szkoleniowcami - stał się otwarty, nie sprawia już wrażenia patrzącego na wszystkich z góry. Przez niespełna dwa tygodnie Włoch pokonał kilka tysięcy kilometrów, by odwiedzić wszystkie czołowe kluby i rozmawiać o wszystkich, którzy jego kadrze mogą się przydać. Pytał o każdą siatkarkę, notował każdą uwagę trenerów, konsultując z nimi każde powołanie. Zrobił też rewolucję w sztabie, rezygnując z nieznanych powodów z menedżera kadry Marka Brandta, którego zastąpił Hubert Tomaszewski. Drugim trenerem nie będzie również Magdalena Śliwa. Oficjalnym powodem jej odejścia jest kontrakt zawodniczki w Wiśle Kraków, ale wiadomo, że poza znajomością języka włoskiego Śliwa nie wniosła wiele ani jako rozgrywająca, ani jako asystent Bonitty.

Włoch, który pilnie uczy się języka polskiego, rzucił też nowe światło na niektóre wydarzenia w kadrze, szczególnie w kwestii powołań. Okazuje się, że Sylwia Pycia, której w kadrze domagają się niemal wszyscy kibice, tak naprawdę grać nie chce. Co prawda za każdym razem przedstawia selekcjonerowi wielostronicową dokumentację lekarską świadczącą o jej słabowitym zdrowiu, ale w lidze i pucharach w barwach Muszynianki gra bez problemów. Podobnie było zresztą z innymi zawodniczkami, które w końcu jednak zdecydowały się na przyjęcie powołania (np. Katarzyna Skorupa).

Trudno jednoznacznie ocenić powrót do kadry Anny Barańskiej, bo wciąż nie wiadomo, co przesądziło o jej decyzji. Czy argumenty Bonitty, czy może jej klubowego trenera Igora Prielożnego oraz koleżanek z zespołu. Nie można jednak wykluczyć, że na Barańską najbardziej zadziałał szantaż siatkarskich władz, które już raz odebrały jej licencję za odmowę powołania. Wtedy na pewno nie ma mowy o sukcesie, jest za to skandal - trudno byłoby znaleźć w Unii Europejskiej sportowca, którego związek zmusiłby do gry w kadrze.

Oceniając rok 2007, kibice mają ambiwalentne odczucia. Świętowali największy w historii sukces w Grand Prix, czyli awans do finału, ale tam już widzieli tylko porażki. Czwarte miejsce na mistrzostwach Europy to wynik niezły, zważywszy na to, bez ilu zawodniczek ze złotej kadry Andrzeja Niemczyka Bonitta musiał sobie radzić. Z drugiej strony nie najlepszy, biorąc pod uwagę, na jakim poziomie stał turniej (wszystkie rywalki - może poza Włoszkami - były w zasięgu). Przy odrobinie szczęścia w Pucharze Świata Polki mogły zająć miejsce w trójce i stamtąd zdobyć przepustki do Pekinu, ale szósta lokata dała im awans w rankingu i szanse na podwójne kwalifikacje - w styczniu w Halle i w maju w Japonii (o ile w Niemczech zwyciężą Rosjanki lub Serbki).

Bonitta nie ma łatwego charakteru, ale większość siatkarek już to zaakceptowała. Zdają sobie sprawę, że dla wielu z nich, choćby dla Małgorzaty Glinki, największej gwiazdy kadry, to ostatnia szansa na igrzyska. Włoski selekcjoner, który krytykę znosi z trudem, marzy, by wreszcie kibice przestali porównywać go do Andrzeja Niemczyka. Chce to zrobić poprzez występ na olimpiadzie. Tak zdeterminowana kadra może zdobyć Pekin. I to razem z męską reprezentacją, co byłoby sukcesem, jaki nie zdarzył się od 1968 roku.