Żużlowe "naj" 2007 roku

Jaki był sezon 2007? Kto zawiódł, a kto zachwycił swoją jazdą? Kto skompromitował żużel w oczach ludzi nieznających realiów tej dyscypliny? Próbą odpowiedzi na te pytania jest nasz ranking "Żużlowe naj 2007"
Ustaliliśmy dziesięć kategorii, którym podporządkowaliśmy osoby ze świata żużlowego. Żużlowe "naj" dotyczy zarówno Polski, jak i świata. Nie trzeba jednak dodawać, że najwięcej działo się w polskiej lidze, niestety, pozytywów było niewiele. Afera korupcyjna w Ostrowie, chuligańskie zamieszki podczas finału Unibax - Unia skupiły nawet uwagę ludzi, którzy na co dzień nie interesują się speedwayem. Ale były też optymistyczne historie, jak oczekiwany debiut ligowy Macieja Janowskiego czy kapitalna postawa na torach całego świata Nicki Pedersena.

Najlepszy żużlowiec

Nie było na niego mocnych. Świetnie przygotowany sprzętowo i kondycyjnie (przed sezonem zrzucił kilka kilogramów), z profesjonalnym teamem i tradycyjną nieustępliwością, która graniczyła z od dawna znaną brawurą. Nicki Pedersen - to był jego sezon. Najbardziej skorzystała na tym Marma Rzeszów, dla której zdobywał czasem 30 proc. punktów całej drużyny! Gdyby nie kontuzja, jakiej nabawił się w meczu o trzecie miejsce we Wrocławiu, z pewnością przywiózłby dla prezes Marty Półtorak brązowy medal DMP. Na Podkarpaciu czekają na taki prezent od 1998 roku.

Co było dalej - wszyscy wiedzą. Duńczyk zażądał ponoć astronomicznych pieniędzy za przedłużenie kontraktu. I ponoć dostał je w Częstochowie - 2,2 mln zł za dwa lata startów. Absolutny rekord. Potem oczywiście działacze Włókniarza, w osobach prezesa Mariana Maślanki i menedżera Roberta Jabłońskiego, uparcie dementowali tę kwotę. Mówili, że dawno nie spotkali się z taką bzdurą w prasie. Tylko jakoś dziwnie zabrzmiała w tym czasie wypowiedź Półtorak, która przyznała, że nie znalazła firmy skłonnej ubezpieczyć wysoki kontrakt Duńczyka...

Największe odkrycie

Maciej Janowski z Atlasu Wrocław. W debiucie zdobył jedno "oczko" w spotkaniu z Marmą Rzeszów, wzbudzając wielki aplauz na trybunach. Nieprzypadkowo. To pierwszy i bodaj jedyny wychowanek Atlasu z szansami na zaistnienie w ligowej rzeczywistości. I oby nie skończył jak Jamroży i Zieja w Rawiczu albo w Rybniku jak Świderski. Trener Marek Cieślak dobrze robi, powołując go już teraz do reprezentacji juniorów. Teraz pozostaje mieć nadzieję, że w nowym sezonie Janowski będzie dostawał coraz więcej szans w lidze. I nie zmarnuje ich.

Największy wygrany

Duński tuner Brian Karger. Na jego silnikach Pedersen zdobył tytuł indywidualnego mistrza świata, Leigh Adams - srebrny medal GP, Jason Crump - brązowy, a Hans Andersen zajął wysokie, piąte miejsce w cyklu. To wystarczy za cały komentarz. Karger nie powinien narzekać na brak zleceń, a co najważniejsze - technologicznie nie stoi w miejscu. Wciąż myśli o kolejnych nowinkach w swoich silnikach, jak choćby dynamometry.

Największy przegrany (drużynowo)

Żużlowcy Polonii Bydgoszcz ścigali się w najwyższej klasie rozgrywkowej od 1951 roku. Spadli z niej dopiero jesienią 2007 roku, a zatem po 56 latach nieprzerwanej jazdy z najlepszymi! Tak naprawdę jednak skład zbudowany głównie przez wiceprezesa Leszka Tillingera przez wielu fachowców typowany był do spadku jeszcze przed sezonem. Klecha, Staszewski, Szczepaniak nie mogli przecież zastąpić Protasiewicza.

Tillinger, gdy stało się najgorsze, wziął na siebie 50 proc. winy. Innych winowajców szukał w najbliższym otoczeniu. Zwalał odpowiedzialność na trenera Zdzisława Ruteckiego. - Jak trener może mówić, że nic nie wiedział o transferach, jak siedział na krześle obok i mówił: "Dobrze: taki i taki może się nam przyda" - denerwował się.

Zaatakował też Mariusza Staszewskiego: - On nas oszukiwał. Mówił, że przywozi ze sobą na mecz taki sprzęt, a używał innego.

Ale to właśnie Tillingera bydgoscy fani najbardziej kojarzą ze stwierdzeniem - spadek.

Największy przegrany (indywidualnie)

To były największe nadzieje polskiego żużla w ostatnich latach. Marcin Rempała z Unii Tarnów i Robert Miśkowiak z Unii Leszno. No właśnie - były. Sezon 2007 pokazał, że międzynarodowa kariera raczej im nie grozi... Obaj zanotowali tragiczne średnie biegopunktowe. "Misiek" obudził się tylko na chwilę, gdy w meczu z Włókniarzem skutecznie zastąpił Adamsa. Rempała nie obudził się wcale. Co ciekawe, wiele wskazuje, że nadal ścigać się będą w ekstralidze. Ciekawe, czy znów zamykać będą wszelkie możliwe klasyfikacje i statystyki.

Największy skandal

Korupcyjna afera w Ostrowie. Żenująco niska kara nałożona na Intar przez GKSŻ, a także wypowiedzi osób ze środowiska bagatelizujące całą sprawę. Najczęściej w stylu: - Przecież do przekupstwa nie doszło, więc po co tyle szumu?

Nie doszło, bo Matej Ferjan miał odwagę i zdemaskował cały proceder. Ciekawe także, jak czuć się teraz mają ludzie, którzy prowadzili w sezonie 2007 klub w Lublinie. Spadli do II ligi po czystej walce. Ostrów próbował "kupczyć", a i tak nic złego mu się nie stało, bo nadal będzie jeździł w I lidze.

Największy obciach

Rozkwit chuligaństwa na polskich torach. Podczas finałowego meczu Unibaksu z Unią Leszno w Toruniu doszło do starć pseudokibiców obu drużyn. Mecz został przerwany. Na szczęście prawidłowo zareagował prezes toruńskiego klubu Wojciech Stępniewski, który zapowiedział wytoczenie chuliganom procesów cywilnych. Będzie się w nich domagał zadośćuczynienia za poniesione straty finansowe.

Najlepsza szarża

Tomasz Gollob w finałowym biegu Grand Prix w Bydgoszczy. To był jeden z tych biegów, które na długo pozostają w pamięci kibiców. Najlepszy polski żużlowiec wszech czasów zostawił za plecami Krzysztofa Kasprzaka i Pedersena, popisując się wręcz perfekcyjną - i jak zawsze fair - jazdą.

Największe wydarzenie

W cieniu afery korupcyjnej i astronomicznych żądań finansowych niektórych zawodników z żużlem pożegnał się Andrzej Huszcza. Człowiek legenda tego sportu, na torze nieprzerwanie od 1975 roku. Zaczynał, gdy Gollob miał cztery latka, a Hampela i Kasprzaka nie było na świecie. Wierny barwom zielonogórskiego klubu, jedynie pod koniec kariery na krótko w PSŻ-ecie Poznań. Sam twierdził, że najszczęśliwszy dla niego był rok 1982, gdy zdobył mistrzostwo Polski indywidualnie i drużynowo z Falubazem.

Trudno wyobrazić sobie ligę bez Huszczy, ale kiedyś przecież musiał powiedzieć sobie: dość.

Największy dramat

To, co od lat wpisane jest w ten sport - śmiertelne wypadki. W tym roku na torze stracili życie młody Czech Michal Matula i doświadczony 30-letni Szwed Kenny Olsson. Matula poniósł śmierć na torze w Krośnie, który nie był wyposażony w pneumatyczną bandę. Poruszeni faktem śmierci Czecha szefowie WTS-u zorganizowali nawet zbiórkę pieniędzy na bandę dla II-ligowca. Przecież nie jest tajemnicą, że Krosno to jeden z najbiedniejszych klubów. Jakiś czas później w branżowym "Tygodniku Żużlowym" pojawiły się wypowiedzi prezesa PZM-u Andrzeja Witkowskiego, że przecież kluby mogą wziąć bandę w leasing... Ale np. Orzeł Łódź wcale nie chce tego robić, bo to i tak spore koszty. Inna sprawa, że GKSŻ, w której nie wiedzieć czemu wciąż zasiadają szefowie klubów, niewiele zrobiła, by pomóc tym najbiedniejszym w tej kwestii.