Hokej to gra dla twardzieli

- Czujesz, jak śmierdzi w tej szatni? Hokej to gorączka razem z chłodem. Wszystko co człowiek ma w sobie brudne wyparowuje, człowiek czuje się wyzwolony - mówi Janek Maliszak. W wyniku choroby Buergera stracił obydwie nogi, nie załamał się jednak. Jest hokeistą Integracyjnego Klubu Sportowego Atak w Elblągu. Ze swoimi kolegami pokazuje, że nawet największe tragedie da się przezwyciężyć
Trudno się domyślić, że jest niepełnosprawny. Chodzi sprawnie, tylko lekko kuśtyka. W szatni zdejmuje jednak protezy, odstawia je w kąt i wsiada do sledga, czyli specjalnych sanek, na których po lodzie poruszają się niepełnosprawni hokeiści. Kiedyś był żołnierzem, służył w kompanii specjalnej. - Byłem zdrowym bydlakiem, ważyłem 85 kg. Taki kawał smoka, z czerwonych beretów. Zachorowałem pół roku po ślubie. Zaczęła mi gnić noga, gniła przez rok, potem druga. Straciłem obydwie - tłumaczy Maliszak ze Szprotawy. Dopadła go rzadka choroba Buergera (zapalenie tętnic, żył i nerwów głównie w kończynach dolnych, prowadzące do ograniczenia przepływu krwi w tych naczyniach, nieleczone prowadzi do gangreny i amputacji niedokrwionej kończyny). Jej dokładna przyczyna nie jest znana, ale najczęściej występuje u mężczyzn w wieku 20-40 lat, palących duże ilości papierosów. Janek palił i nadal pali.

Nie narzeka na swój los. - Niepełnosprawny kojarzy się z kimś smutnym, załamanym, sierotą. Jak wygląda znaczek niepełnosprawnego, który umieszcza się na samochodzie? To człowiek, który jedzie na wózku i ma głowę na dole. Takie są wyobrażenia, ale tak wcale nie musi być. Można być zdrowym, mieć milion dolarów na koncie i być zawsze nieszczęśliwym, można być kaleką i być znacznie silniejszym. Wszystko leży w głowie, ja staram się podtrzymywać kolegów na duchu, dla mnie zawsze na pierwszym miejscu jest człowiek - mówi Maliszak.

Sport najlepszym lekarstwem

Trenerem i jednocześnie najlepszym zawodnikiem drużyny jest Sylwester Flis.

- Urodziłem się z chorobą przepuklina rdzeniowa [wada wrodzona, polegająca na niewłaściwym zrośnięciu się kości kręgosłupa, wskutek czego rdzeń kręgowy i jego osłonki są częściowo odsłonięte - red.], do piątego roku życia w ogóle nie chodziłem. Potem zacząłem kuśtykać - mówi Flis.

W 1994 wyjechał do rodziny do Stanów Zjednoczonych. - Na pokład samolotu do Ameryki wsiadłem o kulach, trzy miesiące później zupełnie siadła lewa noga, potem prawa, musiałem usiąść na wózek. Liczyłem, że w Ameryce uda się jeszcze zatrzymać chorobę. Spóźniłem się jednak na darmowe leczenie, na płatne nie było mnie stać. Za same wstępne, specjalistyczne zdjęcia trzeba było zapłacić 20 tys. dolarów, dalsze leczenie to minimum 100 tys. Zacisnąłem zęby i w miesiąc zaadaptowałem wózek. Już nie myślę o leczeniu - tłumaczy.

Kolega pokazał mu hokej niepełnosprawnych. Zafascynował go od pierwszego dnia, choć wcześniej nigdy nie oglądał hokejowego meczu nawet w telewizji. - Spróbowałem i już na pierwszym treningu byłem szybszy od osób, które trenowały kilka lat. Nie znałem zasad, nie znałem języka, ale sobie poradziłem. Wzrokowo wyłapywałem, o co chodzi na ćwiczeniach, a jak po raz kolejny zapomniałem o spalonym i trener wyzwał mnie od "Polaczków", to już nigdy nie złapali mnie na ofsajdzie - wspomina.

Szybko przebił się do reprezentacji USA, a w 2002 r. zdobył złoty medal paraolimpiady w Salt Lake City. Mimo że jest obrońcą, został królem strzelców i MVP (z ang. Most Valuable Player - najbardziej wartościowy gracz) całego turnieju. Teraz marzy, aby na paraolimpiadzie wystartować z reprezentacją Polski. Tworzą ją niepełnosprawni hokeiści trenujący pod jego okiem w Integracyjnym Klubie Sportowym Atak w Elblągu.

- Spotykałem się z przedstawicielami komitetu olimpijskiego. Wspominali o drużynie hokejowej. Czekałem na telefon, że są gotowi. I w końcu się doczekałem - mówi Flis.

Drużyna powstała w listopadzie 2006 r., obecnie liczy 15 osób. To najmłodsza drużyna niepełnosprawnych hokeistów na świecie. Większość wcześniej grała w siatkówkę na siedząco. Ale jak zasmakowali hokeja, to nie chcą już słyszeć o innym sporcie.

Rydwany na lodzie

Bo hokej to gra tylko dla prawdziwych twardzieli.

- Na pierwszych zawodach tak walnąłem głową w bandę, że przegryzłem sobie język, na następnych dostałem kijem w kask i pękła mi warga. To nie zniechęca mnie do hokeja, wręcz przeciwnie. Tylko motywuje do treningów - mówi z błyskiem w oku Piotr Ogiński. W 1997 r. poraził go prąd o napięciu 20 tys. wat w domu w Kamiennej Górze koło Poznania. Amputowano mu obydwie nogi. - Jako podwójny amputant ma zrobiony specjalny odlew, do którego wsiadam, a który po zapięciu tworzy ze sledgem jedność, dzięki czemu nie ma przesunięć i można utrzymać równowagę - tłumaczy.

Polska drużyna ma kłopoty ze sprzętem, cały czas musi sprowadzać nowinki techniczne z zagranicy. Same przygotowanie do treningu trwają ponad godzinę. Ale warto.

- Nasz hokej jest jeszcze ostrzejszy niż ten zdrowych, bo mamy kolce przy kijach. Mają pomóc w odpychaniu się od lodu, ale często służą do wytrącania z równowagi rywali, dosłownie i psychicznie (śmiech). Szturchanie i dziobanie kolcami po nerkach czy brzuchu to u nas codzienność. A cała frajda to nie dać sobą pomiatać. My nie królujemy w karach, ale nigdy nie nastawiamy tyłka, żeby ktoś go nam skopał. Nie można być miękką fają, ani w życiu, ani na lodowisku. Człowiek jest tak wkręcony w hokej, że nie ruszają go żadne bluzgi. Dzięki hokejowi wiem, że wszystko można wytrzymać - tłumaczy "Oguś", najszybszy zawodnik w drużynie.



Atak czeka na nowych zawodników. Minimalny warunek to dwie zdrowe ręce, żeby móc operować kijami. - Sport przywraca równowagę, hartuje. Uczy pokonywać wszelkie przeciwności. Każdy dzień przynosi coś nowego, dla mnie dużym wyzwaniem było trenowanie drużyny na Alasce. Graliśmy na otwartych lodowiskach przy temperaturze minus 39 st. Pot zamarzał na ciele i rękawicach, zanim zdążyła spłynąć choćby kropla - wspomina trener Flis.

Niepełnosprawni hokeiści swoim przykładem pokazują, jak radzić sobie z codziennymi problemami.

- Mam dwie córki, dzięki temu co robię, one idą do przodu przez życie, jak na mnie patrzą, to nawet nie chorują. Po stracie drugiej nogi ktoś zapytał się mnie, jak przebiega rehabilitacja. Rehabilitacja? Ja nie miałem czasu rozpaczać, chorować. Dla mnie rehabilitacją było i jest zwykłe, szare, codzienne życie. Nam niepotrzebni są ludzie, którzy będą nas głaskać, potrzebujemy ludzi, żeby byli przy nas. Warte jest życie oparte na przyjaźni, mnie otacza tylu przyjaciół, że zaczynam już od tego naprawdę chorować - zapala się Maliszak.

Maliszak poznał już smak igrzysk. Na paraolimpiadzie w Atlancie zdobył brązowy medal w siatkówce na stojąco. - Chciałbym, żebyśmy zdobyli medal w hokeju, byłoby super, ale to nie jest najważniejsze. Najważniejsza jest przygoda z hokejem, to, że możemy czuć się wybrańcami. Hokej jest uzdrowieniem, wyzwoleniem.



Oby do wiosny

Atak Elbląg to jedyna w Polsce drużyna niepełnosprawnych hokeistów. Powstała w listopadzie 2006 r. dzięki determinacji prezesa klubu Tomasza Woźnego, jego żonie byłej panczenistce Anecie Rękas-Woźnej oraz mistrzowi paraolimpiady z Salt Lake City Sylwestrowi Flisowi, który jest grającym trenerem zespołu.

Drużyna startuje w różnych turniejach. W tym roku zajęła już drugie miejsce w zawodach w Amsterdamie (stratowało 12 drużyn), a niedawno wróciła z Turynu z mistrzostw Europy, w których stratowała jako reprezentacja Polski i zajęła 7., ostatnie, miejsce. Na wiosnę jadą do Bostonu na mistrzostwa świata.

Przepisy są takie same jak u zdrowych hokeistów. Gra sześciu zawodników, w tym bramkarz. Zawodnicy poruszają się na specjalnym pojeździe, tzw. sledgu przypominającym sanki na łyżwach. Każdy ma do dyspozycji dwa kijki, które służą zarówno do poruszania się, jak i do prowadzenia krążka.