Sport.pl

Kowalewski: Chcę pojechać na Euro

Mijający rok pod względem sportowym mogę podsumować jako okres wyrwany z życiorysu. Teraz muszę zrobić wszystko, aby grać i powalczyć o wyjazd na mistrzostwa Europy. Przecież też przyczyniłem się do tego, że Polska się na nich znalazła - mówi Wojciech Kowalewski, bramkarz Spartaka Moskwa, wychowanek Wigier Suwałki
Tomasz Piekarski: Jak pan ocenia mijający rok?

Wojciech Kowalewski: Pod względem sportowym mogę podsumować ten okres jako wyrwany z życiorysu. Wiadomo, że uprawiając jakąkolwiek dyscyplinę sportu oceny wystawia się zazwyczaj przez pryzmat sukcesów. Dla mnie w związku z tym ten rok był po prostu nijaki. Chociaż był to też rok udany z innych względów, bardziej osobistych, rodzinnych. Gwałtowne zmiany w życiu zawodowym dają możliwość wyciągania różnych wniosków, i to jest też bogate doświadczenie. Jak to mówią w Rosji "złe doświadczenie to również doświadczenie".

Jak to się stało, że czołowy piłkarz Spartaka raptem wylądował nawet nie na ławce rezerwowych, a na trybunach?

- Nie jestem w stanie na to odpowiedzieć. Generalnie żadna moja czy też kogoś innego wypowiedź nie będzie obiektywna. Nie chcę też za bardzo mówić, dlaczego tak się stało, gdyż ktoś potraktowałby to jako moje tłumaczenie się. Na moją sytuację w Spartaku wpływ miały różne przyczyny, nie spowodowało tego jedno zdarzenie. W życiu czasami przychodzą takie momenty, z którymi zgadzamy się, bądź nie, ale z których potem trzeba wyciągać wnioski.

Jakie pan wyciągnął? Czy jest pan słabszy od konkurentów do obsady bramki w kadrze Spartaka?

- Nie czuję się od nikogo słabszy. Niejednokrotnie starałem się to udowodnić, ale z różnych przyczyn stałem od razu na straconej pozycji. Pewne decyzje zapadły w klubie dużo wcześniej i nie dońca były związane z czynnikami sportowymi. Każdy klub ma swoją określoną politykę transferową i ja po prostu w pewnym momencie okazałem się osobą zbędną. Niestety, źle się stało, że to wszystko zostało tak przeciągnięte w czasie, że nie pozwolono mi wcześniej odejść z klubu. Na szczęście już zapadła decyzja, że w nowym roku w Spartaku grać nie będę.

Rozumiem, że klub zgodzi się na transfer i nie jest problemem to, że przez rok ma pan jeszcze ważny kontrakt w Rosji?

- Klub szuka mi teraz nowego pracodawcy.

Nie będzie robił przeszkód? Na pewno nie będzie chciał puścić pana za darmo.

- Nie sądzę, żeby Spartak miał teraz mocną pozycję przetargową. Sprzedaje przecież zawodnika, który przez rok nie grał w piłkę. Mam nadzieję, że ludzie odpowiadający za transfery w Spartaku zdają sobie z tego sprawę i postarają się do tego tematu podejść bardziej obiektywnie niż to było do tej pory.

Interesuje pana dalszy pobyt w Rosji czy też pora na zmianę kraju?

- Nie interesuje mnie pobyt gdziekolwiek. Jeżeli mam zmienić klub to tylko po to, żeby grać. Muszę zrobić wszystko w tym kierunku, by wrócić do gry. Jednak jak to wyjdzie w rzeczywistości, to dopiero czas pokaże. W danym momencie niewiele zależy ode mnie. Zdecydowanie więcej od ludzi w Spartaku, jak też potencjalnych klubów, które chciałyby mnie mieć u siebie.

Pojawiły się już pierwsze propozycje?

- Są jakieś dziwne sygnały, ale ja nigdy nie zajmowałem się spekulacjami. Dla mnie konkretna propozycja jest dopiero wtedy, gdy jadę złożyć podpis na kontrakcie, a w tej chwili takich ofert nie ma.

Gdyby wpłynęła konkretna propozycja z polskiej ligi, zdecydowałby się pan na powrót do kraju? Ostatnio nawet Jerzy Dudek stwierdził, że ma dość bycia rezerwowym w Realu Madryt i może wrócić choćby do polskiej ligi.

- Rozważę wszystkie propozycje, nie zamykam na samym początku żadnej drogi. Jednak na chwilę obecną musi najpierw wyjaśnić się mój status klubowy. Czy Spartak zażyczy sobie za mnie jakąś kwotę i ewentualnie jaka to byłaby suma? Czy może zgodzi się na moje odejście na zasadach wolnego transferu? To się musi najpierw rozstrzygnąć, wtedy sytuacja będzie dużo jaśniejsza. Na pewno w przypadku wolnego transferu różnych ofert byłoby zdecydowanie więcej, a co za tym idzie i lepszy wybór dla mnie.

Głównym motywem zmiany klubu jest chęć wyjazdu na przyszłoroczne mistrzostwa Europy?

- Oczywiście, każdy chce wziąć udział w takiej imprezie, tym bardziej że przyczyniłem się w jakiś sposób do tego, że Polska znalazła się na mistrzostwach [Kowalewski zagrał w trzech spotkaniach eliminacyjnych, m.in. w zwycięskim pojedynku z Portugalią w zeszłym roku - red.]. Aby mieć na to szansę, muszę jednak wypełnić pewien podstawowy warunek - muszę grać. Dopiero później będzie można mówić, jakie perspektywy rysują się przede mną.

Tak sytuację przedstawił selekcjoner Leo Beenhakker?

- Tak można wywnioskować z powołań. Nie gram w Spartaku - nie ma powołań. Tu nie ma o czym mówić i to w zasadzie jest dla mnie normalne. Nie wyobrażam sobie bowiem sytuacji, żeby w reprezentacji grali zawodnicy, którzy nie występują w klubach. Chociaż oczywiście są też inne przypadki, ale to wszystko jest sprawa selekcjonera. On najlepiej wie, którzy zawodnicy są mu potrzebni. To on ocenia czy piłkarze, którzy nie grają w klubach są w formie i czy są w stanie dać coś reprezentacji. Z bramkarzami sprawa jest bardziej skomplikowana. Bramkarz, aby być w formie, musi grać, musi być ciągle w akcji, ciągle skoncentrowany. To jest właśnie to, czego mi najbardziej brakuje w tej chwili.

W chwili obecnej pewniakami do wyjazdu na mistrzostwa wydają się być: Artur Boruc, Tomasz Kuszczak i Łukasz Fabiański.

- Ale na razie mamy grudzień 2007 roku, a mistrzostwa są w czerwcu 2008 roku. Czyli mam sporo czasu, aby wrócić do reprezentacji. Dla mnie priorytetem jest teraz zmiana klubu i gra. Jak to się uda, wtedy wszystko jest możliwe. Już mam dość tego odpoczywania, nawet jestem nim zmęczony. Tym bardziej że nie grając, a tylko trenując, w moim przypadku pojawiają się jakieś dziwne kontuzje, które w normalnych warunkach nie miałyby miejsca.

Mimo tych wszystkich problemów zawsze na święta wraca pan do rodzinnych Suwałk, a jak do Suwałk to i w pewien sposób do Wigier, których jest pan wychowankiem. Tym bardziej chyba teraz, kiedy dyrektorem klubu został pana przyjaciel Dariusz Mazur.

- Bardzo się cieszę, że Darek zdecydował się na ten krok i udało mu się zjednoczyć wokół siebie określoną moc ludzką. Udało mu się znaleźć poparcie wśród władz miasta, są sponsorzy, a co za tym wszystkim idzie, jest większe zainteresowanie ze strony kibiców i to wszystko przekłada się też na lepszą atmosferę w zespole. Wigry na jesieni spisały się bardzo dobrze i jest szansa, żeby awansować do zreorganizowanej, nowej II ligi.

Sytuacją Wigier interesuje się pan na bieżąco?

- Od momentu, gdy Darek Mazur zaczął działać w klubie muszę przyznać, że jeszcze bardziej. Chociaż w Wigrach nie jest sam Darek, są inni znajomi czy też ludzie, z którymi wcześniej miałem styczność. Prezesem jest były prezydent miasta pan Grzegorz Wołągiewicz. Mocno w sprawy klubu angażuje się również obecny prezydent pan Józef Gajewski. Jest wielu innych ludzi, sponsorów, jak np. Tomek Godlewski - właściciel firmy Stollar, która chce reklamować się poprzez sport. To jest bardzo fajne, że coś takiego się tworzy. Ponieważ trzeba dążyć do tego, aby zainteresować młodzież sportem, gdyż on naprawdę dobrze wychowuje i kształci młode charaktery. Na pewno nie robi tego przesiadywanie w bramach czy pod blokami i zajmowanie się różnymi niezbyt rozsądnymi sprawami.

Dobre wyniki Wigier mogą zaowocować początkiem znaczących karier piłkarskich poszczególnych graczy.

- Rzeczywiści Wigry są młodym zespołem, z którego niektórzy zawodnicy zostali teraz zauważeni przez wielu tak zwanych specjalistów. Z jednej strony na pewno jest to dobre dla tych piłkarzy, a z drugiej pewien kłopot dla klubu, gdyby znowu trzeba było tworzyć nowy zespół. Gra w III lidze to dobry sposób na promocję osoby, ja przecież też tak zaczynałem. Jednak należy też pamiętać, że Wigry są na razie na półmetku drogi, na wiosnę muszą udowodnić swoją wartość i awansować do tej nowej II ligi.

Wigry to jedna z kwestii, która pana wiąże z Suwałkami, a druga w tym okresie świąteczno-noworocznym to tradycyjny już turniej piłkarski. Tym razem odbędzie się on 28 grudnia.

- W tym roku jest to trochę nietypowy termin. Zawsze odbywał się trochę wcześniej. Jednak na pewno i tym razem będzie interesująco i nie zabraknie emocji. Zapraszam serdecznie wszystkich tych, którzy znajdą wolną chwilę, aby nam pokibicować [początek godz. 16.30 w hali OSiR przy ul. Wojska Polskiego - red.]. A zagrają m.in. dziennikarze ze sportowej stacji telewizyjnej Kanal Rossija.

Wojciech Kowalewski

Ur. 11 maja 1977 r., swą przygodę z piłką zaczynał w Wigrach Suwałki. Stamtąd w 1997 r. trafił do Legii Warszawa, z którą zdobył mistrzostwo Polski i Puchar Ligi. Po dobrych występach w 2002 r. przeniósł się na Ukrainę do Szachtara Donieck, z którym sięgnął po mistrzostwo i Puchar Ukrainy. Po roku został sprzedany do Spartaka Moskwa, którego zawodnikiem pozostaje do dzisiaj. Zdobył dwukrotnie wicemistrzostwo Rosji. W reprezentacji Polski zadebiutował w 2002 r. Do tej pory rozegrał w niej dziesięć spotkań. Po raz ostatni zagrał w lutym w meczu towarzyskim ze Słowacją (2:2).

Mikołajkowy turniej piłkarski

W piątek odbędzie się w Suwałkach VIII Mikołajkowy Turniej Piłki Nożnej. Impreza rozpocznie się o 16.30 w hali Ośrodka Sportu i Rekreacji przy ul. Wojska Polskiego. Zagrają w niej cztery ekipy: Piłkarska Reprezentacja Litwy (m.in. Grażvydas Mikulenas - Ruch Chorzów, Andrius Skerla - Korona Kielce), Piłkarska Reprezentacja Dziennikarzy, dziennikarze sportowi rosyjskiej telewizji oraz drużyna gwiazd gospodarzy (m.in. Wojciech Kowalewski i Patryk Małecki - Wisła Kraków). Wstęp na imprezę jest bezpłatny.