Rutkowski ocenia Lecha Poznań

- Będziemy mieli od trzech do pięciu milionów złotych na transfery - zapowiedział wczoraj prezes rady nadzorczej Lecha Poznań Jacek Rutkowski. Zaznaczył jednak, że istotniejsze dla klubu będzie letnie okno transferowe.
Szef holdingu Amica przyleciał do Poznania, by podsumować kończący się rok w klubie z Bułgarskiej. Najpierw spotkał się z trenerem Franciszkiem Smudą, a potem z dziennikarzami na specjalnej konferencji prasowej. Oto, co mówił:

O haśle: idziemy na majstra

To nie była obietnica, bo obiecać czegoś takiego nie można. To było zadanie, które postawiłem zespołowi w Kaprun na letnim obozie. Powtórzyłem to tylko publicznie, w Multikinie. Wygląda na to, że to zadanie na 99 proc. nie będzie wykonane. Ten jeden procent zostawiam na cud nad Wisłą, cuda zdarzają się rzadko.

Rundę oceniam na 4 w skali od 2 do 5. Z małym plusikiem z uwagi na kontuzje.

Na to, że najprawdopodobniej nie wykonamy zadania, złożyły się trzy sprawy. Po pierwsze - nasza bardzo słaba gra na wyjazdach. Po drugie - fenomenalna gra Wisły, która wygrała niemal wszystko i grała z dużym szczęściem. Nie pamiętam, aby ktoś miał taką rundę jak Wisła teraz. Dopiero na trzecim miejscu jest plaga kontuzji, jako najmniej ważna przyczyna.

Teraz Franz Smuda ma dwa miesiące na to, by zdiagnozować, dlaczego u siebie wygrywamy prawie wszystko, a na wyjazdach gramy tak słabo. I znaleźć receptę. Nie jesteśmy cyrkiem, nie musimy pokazywać ładnej gry. My mamy zdobywać punkty, a jeśli uda się przy tym ładnie grać, to dobrze.

O transferach letnich

Uważam, że transfery letnie były bardzo dobre. Ivan Djurdjević, Hernan Rengifo i Emilian Dolha byli wzmocnieniami. Życzyłbym sobie, żebyśmy i w kolejnych rundach prowadzili tak rozsądną politykę transferową. Pieniądze na transfery są - powiedzmy od 3 do 5 mln zł. Ale nie będziemy ich wydawali, jeśli nie będziemy przekonani co do piłkarza, którego chcemy pozyskać. Latem takich pieniędzy na transfery nie mieliśmy. Dlatego teraz chcemy jeszcze większych wzmocnień.

Nie będziemy mieć 10 mln euro na transfery, dlatego podstawą jest skauting. Musimy być bowiem lepsi w obserwacji. Nadal będziemy w niego inwestować, także w bazy danych, systemy komputerowe, wszystko to, co jest stosowane na świecie. Pod tym względem będziemy pierwsi w Polsce, wiemy to od firm, które współpracują z najlepszymi klubami świata.

O transferach zimowych

Zadeklarowaliśmy, że potrzebujemy obrońcy, napastnika i defensywnego pomocnika. Proszę mnie jednak nie podpuszczać i nie pytać o nazwiska, które mogą wzmocnić Lecha. Ja się na tym nie znam. Powiedziałem bardzo wyraźnie - stroną sportową rządzi Franz, a transferami - komitet transferowy. Teraz się ze mną spotykacie, bo jest przerwa w rozgrywkach. Gdy się rozpocznie nowa runda, ja znikam, bo taki jest podział ról.

O lechitach w zespole i Smudzie

Nie rozumiem zarzutów o tym, że nie ma lechitów w drużynie i że jest za dużo obcokrajowców. Przecież w Legii jedynym warszawiakiem jest chyba Choto! Nie ma w Polsce drużyny bardziej opartej na lokalnych graczach niż my. Doceniamy to i pielęgnujemy, ale na koniec dnia to Franz ustala skład i gra ten, który jest najlepszy.

Pretensje o odejście Zakrzewskiego i Wasilewskiego? Ile razy można powtarzać, że mieli w kontraktach klauzule odstępnego? A kto ją ma - czy jest z Wildy, czy z Jeżyc - pójdzie tam, gdzie dają więcej. Dlatego Zakrzewski błagał nas, żebyśmy go puścili na testy do FC Sion. Franz Smuda też by poszedł do Energie Cottbus, gdyby go wzięli.

Jestem zwolennikiem długoletniej współpracy z trenerami na wzór Werderu Brema. Tam Otto Rehhagel pracował przez wiele lat, teraz wiele lat pracuje Thomas Schaaf, choć też przecież był 13. w tabeli. W Lechu będzie tak samo. A to dlatego, że każdy nowy trener to nowa koncepcja i strata minimum roku.

O kontrakcie Reissa

Albo wy nie macie o czym pisać, albo wy [dziennikarze - przyp. red.] macie spółę z Reissem. Przecież tu jest wszystko jasne. Spotkałem się z nim w Kaprun, ustaliliśmy, że podpiszemy kontrakt w marcu. Chcemy, by Reiss grał dalej w Lechu, ale decydujące zdanie będą mieć lekarze, którzy sprawdzą jego wydolność, jaką ma "parę" i wtedy będziemy gadali. I Reiss to wie od sierpnia.

O marketingu

Polityka transferowa nie ma nic wspólnego z sytuacją finansową holdingu Amica. To nie ten model działalności biznesowej. Ona nie zależy od kaprysu właściciela, który się zeźli na obecnych piłkarzy i wtedy kupuje nowych.

Powtarzam - wszystkie zyski wypracowane przez KKS Lech idą na działalność klubu. Stawianie zatem alternatywy: marketing albo sport, jest błędne. Marketing musi być, żeby generować przychody. Bez niego nie będzie wydatków na sport. Pieniądze nie gwarantują sukcesów, ale bez nich sukcesów na pewno nie będzie.

O pogoni za Wisłą i Legią

W Kaprun, gdy stawiałem zespołowi zadanie, byłem przekonany, że stać nas na wywalczenie mistrzostwa. Nie zgadzam się z tezą, że z tego zespołu wyciśnięto wszystko i nie jest on w stanie gonić Legii i Wisły. To, że oni wydają więcej, nie znaczy, że lepiej. Chcemy kupować mądrze, a i tak pewnie będziemy popełniać błędy.

Robiąc teraz transfery, musimy już myśleć o lecie. Dla nas to okienko transferowe jest ważniejsze, jest więcej czasu na obserwację. Nie oznacza to, że odpuszczamy ten sezon. Powiedziałem, że na 99 proc. nie dogonimy Wisły, więc chyba logiczne, że zostaje walka o wicemistrzostwo. Zobaczymy - jeśli nadal Wisła będzie tak przeć do przodu jak teraz, to jasne, że nie mamy szans jej dogonić. Jeśli jednak się potknie, zgubi w pierwszych meczach punkty, to może będziemy mieć nowe rozdanie.

O bilansie wydatków i przychodów

Dotąd zainwestowaliśmy w Lecha kilkadziesiąt milionów złotych po to, byśmy krok po kroku budowali wielką drużynę. [Tu prezes Rutkowski zaprezentował bilans przychodów i kosztów klubu z 2007 r. i prognozę na 2008 r.]. Lech wydał w 2007 r. 30 mln zł. Z tego utrzymanie zawodników i trenerów kosztowało prawie 17 mln zł rocznie. Tak jest w klubach europejskich, gdzie takie wydatki to od 40 do 55 proc.

Chcemy, by do roku 2010 budżet wzrósł do 50 mln zł i to jest realne. Nie chcemy jednak prowadzić polityki na wzór poprzedników, tzn. zaciągać długów dla zaspokojenia populistycznych i krótkowzrocznych żądań, bo jest to bez sensu. Tak robić nie wolno. Lech, gdy go przejmowaliśmy, miał dwadzieścia kilka milionów długu, bo to wynikało z innej filozofii jego prowadzenia.

Proszę zwrócić uwagę na to, że już teraz Lech generuje 30 mln zł przychodu rocznie. To bardzo dużo i to jest dobra robota.