Fabiański zachwyca kibiców, trenera, kolegów...

- Jestem pod wrażeniem jego inteligencji, warunków fizycznych i sprawności - mówi Arsene Wenger o Łukaszu Fabiańskim. Czy Polak zostanie wkrótce pierwszym bramkarzem Arsenalu?
We wtorek "Kanonierzy" zagrali z Blackburn Rovers w 1/8 finału Pucharu Ligi Angielskiej. Wenger, jak zwykle w tego typu spotkaniach, postawił na młodzież. I, jak zwykle, "dzieciaki Wengera" dały czadu. Zacięty, piękny mecz, dogrywka, awans lidera tabeli Premiership, a jednym z bohaterów nasz rodak. Arsenal prowadził już 2:0, ale gospodarze nie zamierzali przestać walczyć. Doprowadzili nawet do remisu, a całą dogrywkę grali w liczebnej przewadze. Ale wygrać nie zdołali, bo w bramce londyńczyków stał Fabiański. Polak w wielkim stylu obronił dwa strzały Davida Bentleya, w tym fantastyczny z rzutu wolnego, nie dał się zaskoczyć uderzającemu tuż zza pola karnego Davidowi Dunnowi, wygrał pojedynek sam na sam z Roque Santa Cruzem. Według stacji BBC Fabiański bronił jak niesamowity bramkarz z filmu "Ucieczka do wolności", w którego wcielił się Sylvester Stallone.

Nieco inny pogląd na grę "Fabiana" mają dziennikarze SkySports, którzy oceniają go jako dobrego i złego zarazem (twierdzą, że popełnił błąd przy drugim golu dla Blackburn), przyznając za występ średnią notę - 6. Na szczęście w tym poglądzie są osamotnieni. - Pokazaliśmy charakter. Zwycięstwo tak młodym zespołem dodaje siły - cieszył się Wenger, który w Fabiańskim widzi gotowość do miana podstawowego bramkarza swej drużyny. - Dla mnie Łukasz już walczy o miejsce w pierwszym składzie, inni bramkarze ćwiczą z nim i nawet oni dziwią się, jak jest dobry - twierdzi francuski menedżer.

Te pochwały nie znaczą jednak, że Fabiański z miejsca zastąpi Manuela Almunię. Wygrać rywalizację z Hiszpanem i z Niemcem Jensem Lehmannem będzie trudno, ale Polak jest na pewno na dobrej drodze.