Jacek Bednarz: Liga Mistrzów? Nie musi się udać

Przewietrzyliśmy szatnię i znaleźliśmy trenera, który przywrócił piłkarzom radość z gry - tłumaczy znakomitą jesień Jacek Bednarz. Dyrektor sportowy Wisły mówi też dlaczego nie złożył oferty Tomaszowi Frankowskiemu i dlaczego wciąż nie ma porozumienia z Kamilem Kosowskim
Andrzej Klemba: Pan też jest zaskoczony jesienią w wykonaniu piłkarzy?

Jacek Bednarz: Liczba zdobytych punktów i dobry, ciekawy futbol zaprezentowany przez zawodników są miłym zaskoczeniem. Myślałem, że taka gra będzie możliwa po jakimś czasie, a okazało się, że stało się to bardzo szybko. Dużo ludzi bardzo autorytatywnie wypowiada się na nasz temat i nie szczędzi pochwał, ale kiedy zaczynałem pracę w Wiśle, te same osoby mówiły zupełnie co innego.

Jak Pan tłumaczy ten sukces?

- Ktoś mnie spytał, na czym polega unikatowość tej drużyny? Nie wiem, czy można już mówić o fenomenie. Po prostu pewne rzeczy ze sobą współgrały i dały, jak na razie połowiczny, sukces. Jesteśmy bowiem dopiero w połowie drogi. Kiedy obejmowałem stanowisko, byłem za ewolucją, a nie rewolucją. Poprzedni słaby sezon potraktowaliśmy jak pechowy zbieg okoliczności. Forma może nie była zła, ale brakowało skuteczności, a co za tym idzie wyników. Ewolucja, bo wierzyłem w tych piłkarzy, choć nie we wszystkich. Przewietrzyliśmy szatnię, pożegnaliśmy się z kilkoma zawodnikami. Odeszli ludzie, którzy niekoniecznie byli złymi piłkarzami. Kilku miało zły wpływ na drużynę, inni nie byli w stanie wejść na wyższy poziom niż do tej pory, pozostali się tutaj nie zaadoptowali. Zostali ci, na których liczyliśmy, a doszli piłkarze potrafiący zwiększyć rywalizację i podnieść jakość. Nie mieliśmy wątpliwości, co do powrotu Rafała Boguskiego, wielką niewiadomą był za to Kamil Kosowski.

Trener Skorża miał wątpliwości, czy poradzi sobie w Wiśle.

- To świadczy o nim jak najlepiej. Gorzej, gdyby nie miał i był pewny, że wszystko wygra. Wybór trenera był kluczowy dla tej drużyny. Uważałem, że to musi być Polak znający zawodników i dobrze przygotowany do pracy. Od pewnego momentu faworytem był Skorża, bo spełniał wszystkie nasze kryteria. Znał realia polskiej piłki i wszystkich graczy, miał też doświadczenie w pracy z kadrą, ale przede wszystkim wierzył, że ten zespół potrafi grać w piłkę. Chciałem szkoleniowca potrafiącego dopasować do piłkarzy taktykę i przygotowania, ale też takiego, który sprawi, że oni znowu polubią swój zawód, będą czerpać i dawać radość kibicom. Miałem wrażenie, że są już bardzo zmęczeni tym, co przez ostatnie lata działo się wokół tej drużyny, ciągłymi zmianami trenerów.

Po sukcesach jesienią łatwiej Panu rozmawiać o pieniądzach na transfery? Trener Skorża chce już zimą mieć skład na europejskie puchary.

- Cały czas szukamy piłkarzy młodych, perspektywicznych do uzupełnienia składu, choć część młodzieży chcemy wypożyczyć. Oczywiście najbardziej wszystkich interesują te wielkie transfery. Nie jesteśmy klubem, w którym nie liczymy się z wydatkami, dlatego chcemy je dobrze ulokować. Nie ma konkretnej kwoty, którą właściciel przeznaczył na transfery. Pozyskamy jednego, dwóch, może trzech piłkarzy, którzy podniosą wartość sportową. Potrzebujemy napastnika innego typu niż mamy, bo właściwie wszyscy gracze ataku Wisły mają podobny profil. To piłkarze niewysocy, ale z dobrymi umiejętnościami technicznymi jak na polską ligę i szybcy. A nas interesuje też gracz wysoki, dobrze czujący się tyłem do bramki, potrafiący wygrać pojedynek ze stoperami, zastawić się i przytrzymać piłkę. Chcielibyśmy oprzeć na nim atak pozycyjny, by był na tyle dynamiczny, że jest w stanie podać i wyjść na pozycję, znaleźć się w polu karnym i zdobyć gola. Standard naszych oczekiwań jest wysoki, dlatego niełatwo takiego piłkarza znaleźć. Polak? Niewielu jest takich - być może Rasiak, Matusiak, Grzelak czy Zahorski. Był Branko Radovanović i wydawało się, że może podołać tym wymaganiom, ale jednak był za słaby.

Stać Wisłę na transfer Jacka Krzynówka i indywidualny kontrakt dla piłkarza? Olympiakos Pireus zaoferował 1,1 mln euro...

- Problem w tym, że taka kwota odstępnego nie zadowala Feliksa Magatha, menedżera Vfl Wolfsburg. Proponowaliśmy jeszcze niższą, ale oni oczekują około 1,5 mln. Dla nas to jest za dużo. Jeśli jednak uda się wynegocjować niższą kwotę odstępnego, to będziemy w stanie sprostać oczekiwaniom Jacka.

Powstanie wtedy tzw. komin płacowy...

- Muszę dbać o to, by umowy były korzystne i klub był w stanie je płacić. Z drugiej strony, mam obiecującego piłkarza Krzysztofa Mączyńskiego, dla którego oczekiwania Kamila Kosowskiego już są kominem. Czy to oznacza, że nie będzie się starał o grę w pierwszej drużynie? Śmiem twierdzić, że będzie odwrotnie. Zdaję sobie sprawę, że różnice zarobków mogą być powodem zazdrości. Ale można to wytłumaczyć i uzasadnić interesem klubu i drużyny. Teraz zawodnik zarabia powiedzmy 150 tys. zł, ale musi sobie zdawać sprawę, że w europejskich pucharach może zarobić dwa razy więcej. Do klubu w takim momencie przychodzi np. Krzynówek, który zarabia znacznie więcej, ale może wydatnie pomóc w awansie do Ligi Mistrzów. Dzięki temu zwiększa się szansa na lepsze zarobki dla wszystkich. Właśnie takich piłkarzy chcemy pozyskać.

Mija pół roku od rozpoczęcia negocjacji z Kamilem Kosowskim i nic.

- Jest jeden problem: pieniądze. Złożyliśmy już kilka ofert Kamilowi. Ostatnia była najwyższa, ale też jej nie przyjął. Jest pewien poziom pieniędzy na jego kontrakt, którego przekroczyć nie mogę.

Ale trener Skorża bardzo na niego liczy.

- Wiem, ale być może będę musiał poinformować szkoleniowca, że nie dogadaliśmy się z Kamilem.

Dużo brakuje do porozumienia?

- Sporo. Od początku Kamil chciał mieć wysoki kontrakt w drużynie. Dziś jeśli spełnimy jego wymagania, faktycznie będzie zarabiał najwięcej.

Tomasza Frankowskiego trener Skorża widział w składzie, tymczasem Pan nawet nie rozpoczął negocjacji. To dla mnie niezrozumiałe.

- Tomek poprosił o możliwość trenowania z Wisłą, bo chciał przygotować się na powrót do profesjonalnej piłki. Jako że jest zasłużony dla klubu, wyraziłem zgodę, ale na początku nie było żadnej mowy o umowie. Tomek nie był naszym celem transferowym. W momencie, kiedy zaczął trenować z zespołem, postanowiłem się z nim spotkać, by usłyszeć, jakie byłyby jego oczekiwania, gdybyśmy chcieli z nim podpisać umowę .W połowie listopada było spotkanie, na którym Tomek przedstawił swoje warunki. Odpowiedziałem, że za dwa tygodnie będzie decyzja. Nie mogłem przekazać mu jej osobiście, ale poprosiłem trenera. Uznaliśmy, że nie jesteśmy zainteresowani zawarciem kontraktu z Frankowskim. W zawiązku z tym nie przedstawiliśmy mu naszej oferty. Skoro nie dostał propozycji, to znaczy, że nie chcemy go w składzie.

Paweł Brożek odejdzie do Anderlechtu?

- Jest zainteresowanie, ale oficjalnej oferty nie ma. Wysłannicy Anderlechtu obserwowali Pawła w kilku meczach, ale z klubem nie było żadnego kontaktu. Na pewno nie ma oferty z Vfl Wolfsburg.

A Dariusz Dudka do Udinese?

- Oferta nas nie zadowala z dwóch przyczyn. Jest za niska, a poza tym, Włosi chcą Darka wypożyczyć z opcją pierwokupu. To nas nie interesuje. Nie chcemy nikogo sprzedawać, choć jesteśmy klubem, który liczy się z poważnym ofertami, bo musi też zarabiać.

Na czym ma polegać współpraca z Lechią Gdańsk? Pójdą tam tacy piłkarze, którzy nie mieszczą się w podstawowym składzie?

- Myślimy o tym, bo byłby to fajny pomysł, tym bardziej że kibice obu klubów się przyjaźnią. Mamy kilku piłkarzy, którzy mogliby przydać się Lechii w walce o awans do ekstraklasy.

Patryk Małecki, Adam Kokoszka, Piotr Ćwielong chętnie odeszliby do innych klubów, by grać. Druga liga nie będzie za słaba dla nich?

- W ich przypadku chciałbym, by była to pierwsza liga. Lechia to druga liga, ale drużyna walcząca o awans, w której można rozegrać 17 spotkań. Zastanawiamy się, czy ich nie wypożyczyć, ale nie zamierzamy sprzedawać, bo wiążemy z nimi przyszłość. W Wiśle jest im trudno grać w meczach o stawkę i tracą czas. Brakuje im spotkań w rozgrywkach, które miałyby konkretny cel, bo to uczy odpowiedzialności za wydarzenia na boisku.

A co będzie z obcokrajowcami?

- Niesamowitym rozczarowaniem jest dla mnie postawa Jacoba Burnsa. Ma bardzo słabą rundę za sobą i szukamy jakiegoś rozwiązania, by nie był już naszym piłkarzem. Jest reprezentantem Australii i sam nie jest zadowolony, że nie gra regularnie. Z Michalem Thwaite'em jest inaczej, bo ma dłuższą umowę. Dla niego priorytetem nie są pieniądze, tylko możliwość występów, a nie siedzenie na ławce rezerwowych. Ma zgodę na transfer, ale musi znaleźć klub, który coś za niego zapłaci.

A Jean Paulista?

- W jego przypadku dałem sobie czas na decyzję. Teraz nie mam wątpliwości, że powinien zostać, tylko na jakich warunkach? Zaimponował mi tym, że jego myślenie bardzo się zmieniło. Kiedy zacząłem pracować w Wiśle, na nim skupiało się zainteresowanie, on próbował błyszczeć, a efektywność jego gry była znikoma. W tym sezonie stracił miejsce w składzie, ale zachował się tak, jak przystało na piłkarza z ambicjami. Z piłkarza, który stroił fochy, stał się zawodnikiem potrafiącym wejść z ławki i bardzo pomóc drużynie. Przekonał mnie, by zaoferować mu nową umowę, i czekam na jego powrót z wakacji.

Celem Wisły jest Liga Mistrzów. Dlaczego ma się udać, skoro 11 mistrzom Polski się nie powiodło.

- Nie musi nam się udać, to jest marzenie. Nawet z tym składem w takich kategoriach należy to traktować. Trzeba jednak spróbować chwycić byka za rogi i go ujarzmić. Na razie celem pośrednim jest mistrzostwo Polski.