Sport.pl

Kapitan Ruchu Chorzów zorganizował turniej charytatywny

Wojciech Grzyb i jego przyjaciele po raz drugi zagrali dla wychowanków mysłowickiego Domu Dziecka im. Ojca Pio. Mecze oglądał w niedzielę nadkomplet kibiców!
- Rok temu organizacja turnieju zabrała mi miesiąc, teraz uwinąłem się w tydzień. Ale to dlatego, że pomogły władze Mysłowic. Moja rola ograniczała się do zaproszenia gości, przygotowania licytacji - tłumaczył kapitan Ruchu Chorzów.

Dla dzieci zagrali nie tylko piłkarze. Na trybunach dostrzegliśmy Roberta Studziżbę, mistrza Europy w wyciskaniu sztangi w pozycji leżącej oraz hokeistów Adriana Parzyszka i Janusza Adamca, którzy przekazali na licytację koszulki GKS-u Tychy i Naprzodu Janów.

Licytacji było masę, ale wszystkich przebił Marcin Klaczka, który kilka dni temu odwiedził w Madrycie Jerzego Dudka i wrócił na Śląsk ze sportowymi trofeami Realu. - Te gadżety to z Reala czy z Realu? - żartowali znajomi piłkarza, ale gdy zobaczyli koszulkę samego Raula, miny im zaraz zrzedły.

W turnieju wzięły udział cztery drużyny, ale dzieci zaciskały kciuki za drużynę kapitana niebieskich. Niestety, na niewiele się to zdało, bo zespół Przyjaciół Wojtka Grzyba poległ w półfinale.

- Nie da się ukryć, że nie jesteśmy specjalistami od gry w hali - rozkładał ręce Sebastian Nowak, który w rundzie wiosennej będzie już stał w bramce Górnika Zabrze. - Już dostałem rozpiskę treningową na każdy dzień - zdradził. Nowak nie boi się rywalizacji z Borisem Peskoviciem, a to może dlatego, że wczoraj zadebiutował w ataku, a jego bramkarski komplet też został zlicytowany!

Kibice Ruchu ucieszyli się, gdy wśród chorzowskich zawodników dostrzegli Piotra Ćwielonga. - Mało jesienią grałem [w barwach Wisły Kraków - przyp. red.] więc teraz nie potrzebuję długiego urlopu. Już chciałbym grać! Czy w Ruchu? Przekonacie się w styczniu - uśmiechał się tajemniczo Ćwielong, ale jeden z działaczy niebieskich stwierdził, że to niemal przesądzone.

Podczas turnieju okazało się, że nie słabnie miłość fanów Ruchu do Mariusza Śrutwy. - Dla dzieci zagram zawsze. Tylko podczas tego weekendu biorę udział już w trzecim charytatywnym meczu! - uśmiechał się piłkarz, którego koszulka została zlicytowana za tysiąc złotych. Za taką samą kwotę została też sprzedana koszulka Grzyba. - Ludzie nie szczędzą pieniędzy i to mnie bardzo cieszy. W mysłowickim domu dziecka byłem nieraz i wiem, że przyda mu się każda złotówka. Dzieci chcą uprawiać sport, grać w piłkę, a nie mają placu zabaw czy boiska - mówił Grzyb.

Na trybunach siedziało 17 wychowanków domu dziecka. Mieli dla Grzyba prezent - wielką mysz w biało-niebieskich barwach. Przez nieuwagę pluszak też jednak został zlicytowany! - Ale fajnie! Nawet nie wiedziałem, że był dla mnie - śmiał się Grzyb.

- Rozpiera nas duma, że cały ten turniej to dla naszych dzieci. Proszę spojrzeć, jakie są szczęśliwe - mówiła Krystyna Woliak, dyrektorka ośrodka.

- Wiem, że dzieci mają świetną opiekę, ale jeżeli tylko możemy sprawić, by się zaczęły częściej się uśmiechać, to już było warto podjąć ten trud. Już myślę o przyszłym roku. Może zagramy w Chorzowie, w większej hali? Może pomożemy dzieciom z jeszcze jednego domu dziecka? Zobaczymy - zakończył Grzyb.

Wyniki

Półfinały. Trenerzy i Dziennikarze - Sportowcy i Artyści 9:3, Trójporozumienie Mysłowickich Klubów - Przyjaciele Wojtka Grzyba 4:2

Mecz o III miejsce. Przyjaciele - Artyści 4:3

Finał. Trójporozumienie - Trenerzy 1:1. k. 4:3