Podnoszą się z kolan

Felieton Wiesława Pawłata
Przez ostatnie lata boks był uprawiany w Lublinie jakby w podziemiu. Mam tu na myśli brak takich klubów jak Lublinianka czy Motor, w których przed laty krzyżowały rękawice i to z powodzeniem liczne rzesze młodych ludzi. Z przyczyn finansowych obie te wielce zasłużone dla naszego miasta sekcje padły. Dosłownie. Nie zostało po nich nic - nawet ring, bo taki z prawdziwego zdarzenia trzeba w razie potrzeby przywozić do Lublina z Zamościa. Poza tym boks skutecznie wypierały wschodnie sztuki walki. Jednak od pewnego czasu pięściarze zaczęli podnosić się z kolan i twardo walczą o powrót na swoje miejsce. Powstały nowe kluby jak na przykład Paco, gdzie trenuje wielu utalentowanych zawodników i zawodniczek z wielce utytułowaną Karoliną Michalczuk na czele. Jednak aby przyciągnąć na nowo ludzi do boksu, trzeba tę dyscyplinę sportu pokazywać kibicom. Próbuje to robić Paco poprzez organizację dorocznego turnieju o swój puchar. Ostatni zgromadził w hali MOSiR wielu sympatyków boksu. Gwoździem programu była walka zawodowców Tomasza Bonina ze Słowakiem Vaclavem Szabo. Jednak jak mówią "Jedna jaskółka nie czyni wiosny". Pomysł jest świetny, ale niegdyś boks amatorski był tak popularny dlatego że odbywało się szereg imprez z rozbudowanymi rozgrywkami ligowymi na czele. Liga umarła śmiercią naturalną w całym kraju i wskrzeszenie jej w takim kształcie jak przed laty jest praktycznie niemożliwe, ale może warto się pokusić o jakąś jej namiastkę, jak na przykład cykl drużynowych turniejów młodzieżowych dla bokserów z całego regionu. Przecież od czegoś trzeba zacząć...