Sport.pl

Dyskobolia Grodzisk - Jagiellonia Białystok 3:1

Biorąc pod uwagę zaskakująco dobrą postawę Jagiellonii w poprzednich meczach jesiennych, ostatnie spotkanie przed zimą najlepiej byłoby pominąć milczeniem.
Najsilniejszy z beniaminków I ligi jechał do Wielkopolski z imponującą serią sześciu meczów bez porażki i deklarowaną chęcią rewanżu za przegraną w sierpniu na swoim stadionie (jedyną w sezonie). Tyle że grodziszczanie przed własną widownią nie przegrali od lipca i w sobotę szybko wybili gościom z głowy myśli, że ci mogą coś w tej statystyce zmienić.

Najgorsze, że Jagiellonia nie wyglądała na zespół, który wierzy, że jest w stanie sprawić niespodziankę. Jej piłkarze niemal od początku cofnęli się w okolice własnego pola karnego. Co gorsza, mimo że aż pięciu białostoczan grało w defensywie, gospodarze nie mieli większych problemów, by nękać ich atakami, groźne były zwłaszcza te przeprowadzanymi skrzydłami. Kolejny paradoks polegał na tym, że złożona niemal z samych wielkoludów obrona Jagi łatwo dała sobie wbić dwa gole po rzutach rożnych w 16. i 24. min.

- Sikora choć jest niski, jest groźny przy rogach, bo zbiega gdzieś w okolice narożnika "piątki" i tam zgrywa piłkę do któregoś z kolegów - mówił bramkarz gości Jacek Banaszyński. - To oczywiste, że ktoś powinien przy nim być i mu przeszkadzać. A żadnego z moich kolegów nie było...

Do przerwy było 3:0, bo w 37. min rajd przeprowadził Piotr Piechniak i podał piłkę Sikorze tak dokładnie, że ten strzelał do pustej bramki. Obrońcy Jagi znowu stali i przyglądali się zagraniom rywali, na pewno nie bronili. Skoro do przerwy nie sklecili żadnej sensownej akcji, można było być pewnym, że Dyskobolii nic w tym meczu nie grozi.

W drugiej połowie goście zaczęli grać lepiej, ale nie na tyle, by odwrócić losy spotkania. Znamienna była akcja Piotra Rockiego prawym skrzydłem - był dwa razy łapany wpół przez Marka Wasiluka (sędzia stosował przywilej korzyści), a mimo to wyprowadzić atak, który niecelnym strzałem zakończył Jarosław Lato. Nieskuteczność była zresztą w drugiej połowie największym grzechem gospodarzy. Nie zdobyli kolejnych goli, mimo wielu okazji. Najbliżej był Radosław Majewski - po jego strzale Banaszyński skierował piłkę na poprzeczkę.

Lepiej w ofensywie zaczęła się też spisywać Jagiellonia. Ożywiło ją wejście rezerwowych - Vuka Sotirovicia i Bartłomieja Niedzieli. Ten drugi rozpoczął kilka niezłych akcji, no i miał też udział przy honorowej bramce, którą po zagraniu Łukasza Nawotczyńskiego zdobył Sotirović. - Zdobyty gol jest tylko małym pocieszeniem, bo punkty zasłużenie zostały w Grodzisku - przyznał trener Artur Płatek.



Dyskobolia Grodzisk Wlkp. - Jagiellonia Białystok 3:1 (3:0)

Bramki: Kozioł (16.), Piechniak (24.), Sikora (37.) - Sotirović (81.).

Dyskobolia: Przyrowski - Lazarevski, Mynar Ż, Jodłowiec, Sokołowski - Piechniak, Kozioł Ż, Majewski (66. Rocki), Lato (86. Telichowski) - Sikora (89. Muszalik), Ivanovski.

Jagiellonia: Banaszyński - Łatka Ż, Nawotczyński, Kałużny, Napierała, Wasiluk - Dzienis (78. Janik), Markiewicz, Kwiek, Jarecki (53. Niedziela) - Konon (46. Sotirović).

Sędziował Mariusz Podgórski z Wrocławia. Widzów: ok. 600.