Konanie basketu

Felieton Wiesława Pawłata
Wygląda na to, że koszykówka w naszym regionie umiera. Nie tylko ta na wysokim poziomie, ale także młodzieżowa. Ze zdumieniem dowiedziałem się, że jeden z lubelskich klubów ogłosił nabór do sekcji, na który nikt się nie zgłosił! Rozumiem, że w dzisiejszej dobie uprawianie sportu ma sporą konkurencję. Zmienia się rzeczywistość, więc trzeba znaleźć sposób, aby młodych ludzi do tego zachęcić, zaproponować im coś nowego. Potrzebni są także idole - to oni przyciągają kibiców i przyszłych graczy do hal, a u nas odliczamy, którą z rzędu porażkę poniósł I-ligowy Start AZS. Na mecze chodzi garstka ludzi, i to przeważnie tych samych od wielu lat. Jeśli któryś z nich się nie pojawi, to zaraz sąsiedzi z trybun zaczynają spekulować, czy aby nie przeniósł się na łono Abrahama. Młodych jak na lekarstwo. Jeden z moich kolegów twierdzi, że najlepszym sposobem na powrót do lat świetności jest wykupienie "dzikiej karty", zmontowanie odpowiedniego składu i gra w lidze zawodowej. Może i tak... Myślę jednak, że w popularyzacji tej dyscypliny nic nie zastąpi sukcesów reprezentacji Polski, a ta w przeciwieństwie do piłki nożnej, siatkówki czy piłki ręcznej od dawna nie może się nimi pochwalić. Jak widać, dobrych wzorów nie ma, ale nadzieję mieć trzeba. Poza tym nikt nie wymyślił lepszego sposobu na odbudowę niż praca od podstaw, czyli na poziomie szkół i tam trzeba jak najszybciej skierować wszystkie siły i środki.