Dla Gazety





Agata Furmanek (Chemik)

Gra nam się nie układała. Mecz trwał trzy sety, a dla mnie czas dłużył się tak, że mam teraz wrażenie, jakbym spędziła całe wieki na parkiecie. Nie byłyśmy faworytem tego spotkania, ale oczekiwałam po naszym zespole czegoś więcej. Zagrałyśmy jak nie my, zbyt mało było radosnej odważnej siatkówki, a zbyt wiele przygnębienia. Jestem przekonana, że nie zaprezentowałyśmy wszystkiego, co potrafimy. Zbyt dużo było niezrozumiałych przestojów w grze. Lubimy grać przeciwko Piastowi. Byłyśmy pewne, że stać nas na urwanie seta, na zdobycie punktu, a nawet punktów. Podczas spotkania wola walki słabła. Trudno było pobudzić zespół. Z każdym przegranym punktem schodziło z nas powietrze. Trudno było się nakręcić.



Joanna Kuchczyńska (Piast)

Wiedziałyśmy, że musimy zneutralizować zagrywkę Ewy Kwiatkowskiej. Nie jest to łatwe i wiele zespołów ma kłopoty z odbiorem, a Chemik wygrywał dzięki temu spotkania. Szczęśliwie dla nas w miarę dobrze funkcjonowało przyjęcie, dzięki temu my mogłyśmy przeprowadzać precyzyjne ataki. Znacznie lepiej niż w poprzednich spotkaniach było z zagrywką. Rozgrywająca rywalek miała więc znacznie mniej wariantów wystawy do wyboru. Wbrew pozorom wcale nie było tak łatwo, lekko i przyjemnie. Jeżeli Chemik chciał zasiać w nas nieco wątpliwości to przyznam, że w drugim secie wyszło to nieźle. Przegrywałyśmy już kilkoma punktami, wybroniłyśmy się i wydaje się, że dobrze, że przeżyłyśmy podczas tego spotkania chwile próby. Udowodniłyśmy sobie, że potrafimy się wziąć w garść. Od tego momentu Chemik zdobył dwa punkty, a my brakującą do wygrania seta resztę. Takie sytuacje tylko hartują zespół. Ciężko mi się gra w takich meczach, gdy po drugiej stronie są koleżanki, w tym moja najlepsza na świecie przyjaciółka Agata Furmanek. Staramy się oddzielić życie prywatne od zawodowego. Każda z nas wie, jakiej drużyny barw broni i stara się robić wszystko, żeby wynik był korzystny.