Król polowania Władysław Komarnicki odbiera gratulacje

- Utrzymywanie tajemnicy przez ostatni miesiąc, którą nie mogłem się z nikim podzielić, to były jedne z najtrudniejszych dni w moim życiu. Na szczęście już jest po wszystkim. Mamy w Gorzowie zespół na ekstraligowym poziomie - powiedział prezes Stali.
Wczoraj to był jeden z najszczęśliwszych ludzi na ziemi. Przez miesiąc grał jedną z najważniejszych partii w życiu. Okazał się pokerzystą na najwyższym poziomie. Prezes Stali Gorzów namówił do występów w gorzowskim klubie czwartego żużlowca świata Tomasza Golloba i ósmego Rune Holtę.

Ireneusz Klimczak: Tuż przed naszym spotkaniem zadzwonił do mnie szczęśliwy kibic z Kostrzyna i prosił, aby przekazać panu, że cygaro zwycięzcy powinien pan mieć przy sobie cały czas, bo to co zrobił pan na rynku transferowym po awansie do ekstraligi to był prawdziwy majstersztyk.

Władysław Komarnicki: Nie potrafię znaleźć słów, aby opisać moją ulgę. Obiecałem żużlowcom, że do 30 listopada będę milczał. Jak ja się męczyłem. Codziennie informacje, że moi zawodnicy podpisują już kontrakty tu, czy tam. Dziesiątki telefonów, czy aby na pewno już nic nie może się zmienić. Prześmiewcze wypowiedzi i komentarze. I wreszcie nadszedł dzień, w którym mogę wreszcie ogłosić, że nasza Stal w ekstralidze nie będzie się martwić czy spadniemy, czy nie.

Długo trwały negocjacje z Tomaszem Gollobem i Rune Holtą?

- Nie. To były bardzo owocne i precyzyjne rozmowy. Tomasz to człowiek, który naprawdę bardzo mile mnie zaskoczył. Jego klasa sportowa nie jest przypadkowa. To profesjonalista w każdym calu. Dla obu zawodników nie liczyły się tylko pieniądze. Pokazaliśmy im wiele miejsc, z których mogą korzystać w Gorzowie. Rune z menadżerem oglądali zmieniony nie do poznania stadion, Askanę, hotel Qubus, nawet saunę. Namawialiśmy do współpracy z zarządem składającym się z ludzi, którym się w życiu powiodło, a chcą dorobić się na żużlu. Potem podaliśmy sobie ręce. Tomasz kazał mi schować kartkę, na której chciałem spisać z nim uzgodnione szczegóły. Powiedział, że jego słowo honoru wystarczy. Jak widać poważni ludzie dotrzymują słowa.

Dobrze odczytaliśmy Pana intencje? Rozmowy przy światłach kamer z Nicki Pedersenem to był tylko szum medialny?

- Od początku myśleliśmy o dwójce Gollob, Holta. Marzył o nich trener Stanisław Chomski, który odegrał ogromną rolę w negocjacjach. Jego nazwisko i praca w reprezentacji z największymi gwiazdami to było to spoiwo łączące nowych zawodników ze Stalą. Musieliśmy jednak prowadzić wyrafinowaną grę. Przyjazd Pedersena to miał być sygnał dla wszystkich, że beniaminek nie wchodzi do ekstraligi na wyrost, a ma wszystko dobrze poukładane i stać go na topowych zawodników. Duńczyk przyjechał, porozmawiał, a my robiliśmy swoje. To fantastyczne uczucie wiedzieć, że dopięliśmy swego. Spełniliśmy, mam nadzieję, marzenia kibiców.

To są bardzo drogie transfery?

- Najlepsi zawodnicy sporo kosztują, ale nasz budżet ma solidne podstawy i nie jest wzięty z kapelusza. Nic nie podpisaliśmy na wyrost. Nie byłoby kasy, nie mielibyśmy Holty i Golloba, bo świecić później oczami to nie jest w moim stylu. Wiem już, że inni za o wiele mniej pewnych żużlowców, w ostatniej chwili z konieczności muszą płacić o wiele więcej. Komu lepiej płacić wielkie pieniądze? Miernotom, średniakom, czy tym z czuba. Gwarantującym prawdziwy profesjonalizm. Mamy u siebie najlepszego polskiego żużlowca. Zawodnika, który potrafi zrobić w parkingu niesamowity klimat, uwielbiającego ligowe ściganie. Tomasz Gollob z chęcią zgodził się, aby kapitanować Stali. Czy mogliśmy sobie wymarzyć coś więcej?

Stal na sezon 2008 jest już kompletna?

- Tak. Ewentualnie zostanie z nami jeszcze Piotr Paluch. Jeśli nie znajdzie sobie innego klubu to zawsze ma u mnie otwarte drzwi. Zresztą rozmawiałem już z Piotrem. Mamy sześciu seniorów. Nie boję się, że to za mało. Niektórzy trochę lekceważą naszych juniorów. Uważam, że to błąd. Młodzież ma pełne prawo pojechać w ekstraklasie wiele ważnych wyścigów.

Paweł Hlib też mieści się w Pana składzie? Mocno wszystkich zawiódł.

- Przegadałem z nim już wiele godzin. Zna moje zdanie. Dostał szansę, jeśli się nie zmieni, pójdzie na dno. Postawiłem przed nim wiele warunków do spełnienia, o których nie chcę mówić. Niech one zostaną między mną, a Pawłem. Od tego chłopaka nie można się odwrócić, ale założy plastron Stali dopiero wtedy, gdy będę pewien, że na to naprawdę zasługuje. Jazda u boku Golloba i Holty to nie tylko dla niego może być wielki kop do przodu w karierze. U jego boku są super sponsorzy, którzy nie opuścili go nawet po tak bolesnej historii. Powtarzam. Reszta zależy tylko i wyłącznie od niego.