Potraktowana jak mistrzyni drugiej kategorii

Kamila Bałanda z GKS Champion Gdańsk została w Belgradzie mistrzynią świata w kick-boxingu. Zawodniczka i jej trener Bogdan Bliźniak są zawiedzeni, że mistrzyni nie dostała za swój sukces nagrody finansowej
Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz nagradza finansowo sportowców osiągających sukcesy. W tym roku po 5 tys. zł za zdobycie mistrzostwa świata dostali od niego Adam Korol (wioślarstwo), Leszek Blanik (gimnastyka sportowa) oraz Sylwia Gruchała, Magdalena Mroczkiewicz, Katarzyna Kryczało i Małgorzata Wojtkowiak (szermierka). Rok 2007 był bogaty pod względem triumfów gdańszczan na świecie. Wspomniana szóstka to nie wszyscy, którzy stawali na najwyższym podium najważniejszej imprezy w swojej dyscyplinie.

We wrześniu mistrzostwo świata w kick-boxingu w Belgradzie zdobyła zawodniczka Championa Gdańsk Kamila Bałanda. Pismo z wnioskiem o przyznanie mistrzyni nagrody finansowej wysłał do prezydenta w imieniu Championa trener zawodniczki Bogdan Bliźniak.

- Dostaliśmy odpowiedź, że prezydent nagrodzi Kamilę, ale tylko dyplomem i listem gratulacyjnym. Uważam, że to nie fair wobec naszej mistrzyni. Zdobycie złotego medalu na imprezie tej rangi to rzadkość. Nie wiem, dlaczego kick-boxing jest tak nisko ceniony przez prezydenta - mówi rozgoryczony trener Bałandy.

- Nagroda prezydenta za osiągnięcia sportowe nie jest obligatoryjna, lecz uznaniowa. O jej przyznaniu decyduje prezydent. Może być finansowa lub rzeczowa. W tym przypadku postanowił uhonorować zawodniczkę listem gratulacyjnym - mówi pełnomocnik prezydenta Gdańska ds. sportu Adam Maksim.

Trener i zawodniczka są rozgoryczeni, bo sukces przeszedł praktycznie bez echa. Bałanda nie została przez nikogo nagrodzona, nie dostała również stypendium z Ministerstwa Sportu, jakie otrzymują zazwyczaj medaliści mistrzostw świata.

- Ktoś wymyślił, że stypendia będą przyznawane tylko za sukcesy w tej wadze, w której startowało przynajmniej 16 zawodników. Dla nas to liczba z kosmosu, bo nawet wśród mężczyzn rzadko zdarza się, żeby na starcie stawało tylu zawodników - tłumaczy Bałanda. W jej kategorii walczyło tylko sześć zawodniczek. - Stoczyłam trzy trudne, zacięte walki, trzy razy dałam sobie obić twarz, a jedyną nagrodą, jaką otrzymałam, było dobre słowo trenera - dodaje Bałanda.

Trzy walki w turnieju mistrzowskim to mało, ale w porównaniu z innymi gdańskimi mistrzami nie wypada wcale najgorzej: Blanik w drodze po złoto oddał cztery skoki (dwa w eliminacjach, dwa w finale), w turnieju drużynowym florecistek każda z zawodniczek maksymalnie trzy razy stawała na planszy.

- Może powodem jest to, że kick-boxing cały czas nie jest dyscypliną olimpijską - zastanawia się Bałanda.

Zastanawia się także nad swoją przyszłością, bo z kick-boxingu nie można się utrzymać.

Bałanda jest studentką AWFiS w Gdańsku na kierunku turystyka i rekreacja, chce napisać pracę magisterską o kobietach w sportach walki.

- Mogłabym przejść na boks, bo tam łatwiej zostać zawodowcem. Moją pasją jest jednak kick-boxing. Po skończeniu AWFiS pójdę na studia podyplomowe, żeby łatwiej było znaleźć pracę - tłumaczy Bałanda.

Łatwego życia nie ma też GKS Champion. Założony w 1994 r. klub (trenuje w nim ok. 70 zawodników i zawodniczek) nie może liczyć na dofinansowanie z miasta, utrzymuje się ze składek członkowskich i pieniędzy mniejszych sponsorów.