Ojrzyński: Awans Wisły jest realny

Stało się. Los piłkarskiej Wisły jest nieodwołalnie związany z miastem, a nie Orlenem, który do tej pory był właścicielem klubu. Wisłę czekają zmiany, bo prezydent Mirosław Milewski nie wyobraża sobie, żeby futboliści już w tym sezonie nie awansowali do Orange Ekstraklasy.
Agnieszka Woźniak: Podczas wtorkowej sesji rady miasta prezydent Płocka nie ukrywał, że przyszłość Wisły uzależniona jest od awansu do I ligi. Może na to liczyć?

Leszek Ojrzyński: Awans jest realny. Każdy wie, że będzie ciężko, ale trzeba zjednoczyć siły klubu, zawodników, kibiców, sponsorów...

...i wzmocnić zespół. Przynajmniej tak twierdzi prezydent. Czy bez tego mamy jakieś szanse?

- Nie, z tym składem nie mamy. Chciałbym zaprosić do drużyny piłkarzy związanych z Płockiem, jak choćby Jacka Popka z Bełchatowa czy Bartka Wiśniewskiego z Pruszkowa.

Ściągniemy piłkarzy Bayeru 04 Leverkusen?

- Nie, zatrudnianie obcokrajowców w Wiśle Płock nie sprawdziło się.

Zapytałam o to, bo przecież właśnie pan wrócił ze stażu w Leverkusen, miasta, o którym pisaliśmy w ramach reporterskiej akcji "Mój kawałek Europy". Jak wrażenia? Będziemy się od nich uczyć?

- Chciałbym, ale oni bazują na technologii, o której my możemy tylko pomarzyć. Myślę choćby o aparaturze do badania piłkarzy. Dopiero na podstawie bardzo szczegółowej diagnozy lekarskiej dla każdego zawodnika opracowywane są indywidualne treningi. Krew pobieraną mają chyba codziennie. Na siłownię idą wyposażeni w chipy, na których mają zaprogramowaną liczbę konkretnych ćwiczeń wybranych właśnie dla nich.

Ale na pewno jest coś, co moglibyśmy przenieść na lokalny grunt.

- Dyscyplinę i świadomość. U nas piłkarze to gwiazdy, w Niemczech - pracownicy, dla których najważniejszym celem jest drużyna, a nie oni sami. Uświadamiani są od najmłodszych lat. Mają fantastyczną szkółkę piłkarską dla dzieci od ośmiu lat. Każda drużyna ma swoją szatnię, a w niej hasła motywujące do walki. To robi wrażenie. Ale u nich nie robi się naborów, talentów szuka 20 skautów. Kandydatów obserwują przez pół roku w szkołach, na turniejach, w klubach. 20 skautów! Regularnych pracowników zatrudnionych przez klub. Nam trudno to sobie wyobrazić.

A sama organizacja klubu?

- To bajka. Trener mówi, że chce zawodnika X, a władze klubu stają na głowie, żeby go zdobyć. Sztab szkoleniowy wykłada 6 mln euro za jednego piłkarza i sprawa jest załatwiona. W Polsce taka kwota to budżet klubu. My robimy prawie wszystko na "nos trenera", oni na podstawie badań. Inne realia.

Da się z tym coś zrobić?

- Najlepiej byłoby mieć u siebie fizjologa, naukowca. Najbliższa akademia jest w Warszawie, nie wiem, czy znajdziemy tam kogoś, kto zaopiekowałby się naszą drużyną. Na pewno chciałbym pojechać tam z zawodnikami na badania.

Na zmiany liczą też kibice. Na BayArenie w Leverkusen prawie zawsze jest komplet, 22,5 tys. ludzi.

- Mieszkańcy Leverkusen bardzo szanują swój klub. To zaszczyt mieć lożę VIP-owską. Jej wynajęcie kosztuje rocznie 140 tys. euro. Na stadionie jest dziesięć takich pokoi, to daje niezły zastrzyk gotówki dla klubu. Nic dziwnego, że powiększając BayArenę, Niemcy planują dobudować dodatkowe piętro dla VIP-ów.

Miasto też obiecuje specjalne pakiety dla sponsorów - małe za 5-10 tys. zł i takie za 1 mln zł. To podziała?

- Trzeba zmienić wizerunek drużyny. Piłkarze muszą oddać jej całe serce, pokazać charakter. Utożsamiać się z klubem i Płockiem. Podobnie jak kibice. Ja wiem, że wielu z nich odwróciło się od zespołu, dlatego chciałbym się z nimi regularnie spotykać. Żeby wrócili i o problemach, planach, celach dowiadywali się od nas, a nie z plotek. Przydałaby się też jakaś kawiarnia klubowa w centrum miasta. Moglibyśmy pomyśleć o silnym ośrodku szkoleniowym, szkółce z prawdziwego zdarzenia. Ale żeby wprowadzać takie zmiany, musimy mieć zapewniony awans. A czasu jest mało. Na wypracowanie stylu gry potrzebny jest rok. Ja dostałem w Płocku trzy miesiące. Ale nie poddaję się, z Płockiem wiążę swoją przyszłość. Kiedy przyszedłem do Łomży, mecze oglądało 300 osób, kiedy odchodziłem już - 4 tys. Oczywiście to ma związek z sukcesem, ale od czegoś trzeba zacząć.