Czy kontrakt Dawida Jarki został sfałszowany?

Menedżer Jarosław Kołakowski twierdzi, że najskuteczniejszy piłkarz Górnika Dawid Jarka został oszukany przy podpisywaniu kontraktu. - Sprawą zajmie się adwokat - reagują w klubie.
O Dawidzie Jarce było głośno przed miesiącem. Nastrzelał cztery gole Zagłębiu, przez długi czas był liderem tabeli strzelców, prasa domagała się jego powołania do kadry. Potem Jarka strzelać przestał, ale teraz znowu jest o nim głośno. Tym razem za sprawą kontraktowych przepychanek.

Jak wygląda kontrakt 20-latka, który jest wiceliderem klasyfikacji strzelców? Pewne jest, że ma być ważny jeszcze przez 3,5 roku. Wszystko inne pozostaje zagadką i sprawę będzie musiał rozstrzygnąć sąd!

Poszło o klauzulę tzw. odstępnego. - Nikt z naszych piłkarzy klauzuli nie ma. Jarka także - zapewnia prezes Górnika Ryszard Szuster. - Jarka ma klauzulę w umowie: za 250 tys. euro może odejść z Górnika - kontruje menedżer.

Kluczowe sceny rozegrały się w poniedziałek 2 lipca o siódmej rano tuż przed odjazdem autokaru na zgrupowanie na Słowację. Wtedy kontrakt podpisywał Jarka.

- Mimo wcześniejszych ustaleń piłkarza zaszantażowano, że nie pojedzie na zgrupowanie, jeśli nie podpisze umowy bez klauzuli. Dawid do mnie dzwonił, byliśmy w kontakcie, ostatecznie uzgodniliśmy umieszczenie klauzuli w wysokości 250 tys. euro - relacjonuje Kołakowski. Piłkarz podpisał cztery kopie umowy i wsiadł do autokaru. Sęk w tym, że nie wiadomo, co dokładnie podpisał zawodnik. Kołakowski twierdzi, że piłkarza oszukano i podstawiono mu do podpisania inne porozumienie. - Dali mu kontrakt w kilku kopiach, zawodnik przeczytał tylko pierwszą kopię, ufając działaczom, że inne są takie same. To bandycki proceder - denerwuje się Kołakowski.

Prezes Szuster: - Dwa miesiące temu podpisaliśmy z Dawidem nowy kontrakt, który będzie jeszcze obowiązywał przez 3,5 roku. Niedawno obiecałem mu też, że jeżeli utrzyma swoją dyspozycję strzelecką, to w przerwie między rundami porozmawiamy o kolejnej podwyżce. Wtedy nie było tematu jego odejścia z klubu. Jeżeli teraz słyszę o tym, że mógłby opuścić Górnika, to jest to sytuacja anormalna. Przecież podpisał umowę z własnej nieprzymuszonej woli, konsultując się przy tym ze swoim menedżerem Jarosławem Kołakowskim. Po to w piłce nożnej są kontrakty, aby wszystko przebiegało w cywilizowany sposób. Jeżeli miałyby być łamane, to wylądowalibyśmy w szpitalu wariatów.

Niewykluczone, że ważną rolę w ewentualnym sądowym dochodzeniu mogą odegrać e-maile. Komputerową pocztę wymieniał Kołakowski z dyrektorem Hetmańskim. - Mamy całą korespondencję dotyczącą uzgadniania kontraktu, z dowodami zapoznamy sąd. Dziś Górnik twierdzi, że korespondencja jest nieważna, bo dyrektor nie miał pełnomocnictw. To absurd - uważa menedżer. - Tą sprawą zajmie się adwokat - odpowiada Hetmański.

Z Jarka nie udało nam się we wtorek skontaktować.