Osłabiony Widzew kończy rundę

Czy bez dwóch podstawowych zawodników Widzew jest w stanie sprawić niespodziankę w Zabrzu? - Górnik gra lepiej niż można się było spodziewać - uważa trener łódzkiej drużyny
Widzew i Górnik jako pierwsze zakończą pierwszą rundę ekstraklasy. W piątek o godz. 20 rozpoczną ostatnią kolejkę. Ale z powodu przygotowań reprezentacji Polski do finałów mistrzostw Europy, w grudniu pierwszoligowcy rozegrają jeszcze po dwa spotkania. Faworytem dzisiejszego meczu są gospodarze, który po słabym początku spisują się coraz lepiej. A już na swoim stadionie wręcz świetnie, bo w siedmiu meczach wywalczyli aż 18 punktów. Przegrali tylko raz - 5 sierpnia 0:3 z Legią Warszawa. Co prawda wygrywali z drużynami z dolnej połowy tabeli, ale zwykle pewnie. O sile tej drużyny przekonał się niedawno PGE GKS Bełchatów, który przegrał 0:2.

Największą furorę w drużynie robią młodzi napastnicy - Dawid Jarka i Tomasz Zahorski. Obaj w sumie strzelili w tym sezonie już 14 goli. Dziesięć z nich było dziełem Jarki, który jednak od czterech kolejek nie zdołał pokonać bramkarza. Wtedy zastąpił go kolega z ataku. Ale Zahorski może dziś nie zagrać od początku, bo ma za sobą występ w reprezentacji Polski w Belgradzie. Poza tym o silne Górnika stanowią boczni pomocnicy - Konrad Gołoś i Piotr Madejski, a także najbardziej doświadczeni gracze: Jerzy Brzęczek i Tomasz Hajto. Przeciwko Widzewowi nie zagra litewski obrońca Tadas Papeckys, który wrócił ze zgrupowania reprezentacji z kontuzją.

W łódzkiej drużynie nie mogą wystąpić kontuzjowany Stefano Napoleoni i pauzujący za kartki Ugo Ukah oraz Grzegorz Piechna. Dlatego powtórzenie wyniku z poprzedniego sezonu, kiedy mecz w Zabrzu zakończył się bezbramkowym remisem, będzie sukcesem drużyny z Łodzi.

Rozmowa z Markiem Zubem

Jarosław Bińczyk: Zauważyłem pewną prawidłowość: Widzew wygrywa, kiedy dobrze gra Stefano Napoleoni. Gdy Włoch słabiej wypadł w spotkaniu z Koroną Kielce, pańska drużyna przegrała. W Zabrzu zabraknie go...

Marek Zub, trener Widzewa: Nie zgadzam się z tym. To jest szukanie prawidłowości, której nie ma. Stefano to dobry piłkarz, ale na nim świat się nie kończy. Jak każdy ma prawo być w słabszej formie czy mieć kontuzję.

Ale wygraliście z Groclinem dzięki jego bramce. Poza tym był najlepszy na boisku. Wcześniej, w spotkaniu z Cracovią, też wypadł świetnie.

- Miał swój udział w dobrych wynikach, ale nie przeceniałbym jego zasług. Liczy się przede wszystkim drużyna. Znam wielu zawodników grających razem z nim czy siedzących na ławce rezerwowych, którzy czują się lepsi od Napoleoniego. Stefano jest dobrym piłkarzem i barwną postacią, więc przyciąga większą uwagę niż inni. Powtarzam jednak, że liczy się drużyna.

Czyli jego brak nie będzie w Zabrzu odczuwalny?

- Nieobecność każdego zawodnika jest stratą, choćby dlatego, że ogranicza trenerowi możliwość manewru.

Przypuszczam, że wrócicie do ustawienia z jednym napastnikiem.

- Na pewno ustawimy najlepszą jedenastkę, na jaką nas stać. Zdajemy sobie jednak sprawę, że w Zabrzu nie będziemy stroną atakującą...

Widzew i ŁKS to najbardziej przewidywalne drużyny w lidze. Tylko im nie udało się dotychczas sprawić dużej niespodzianki. Tymczasem Polonia Bytom pokonała Zagłębie Lubin, Jagiellonia Białystok wygrała z Lechem Poznań i zremisowała w Warszawie z Legią. Dlaczego tak się dzieje?

- Niespodzianki czy sensacje mają to do siebie, że nie można ich przełożyć na prawidłowości. Gdyby każda drużyna z dołu tabeli musiała sprawić sensację, to byłbym spokojny o wynik w Zabrzu (śmiech).

No właśnie, postawa Górnika w lidze jest zaskoczeniem. Spodziewał się Pan aż tak dobrej gry waszego najbliższego rywala?

- Niespodzianką jest skala postępu, bo lepszej gry Górnika niż w poprzednim sezonie można było się spodziewać. Przyszli przecież nowi zawodnicy, doświadczony trener.

Górnik zastosował inny sposób tworzenia drużyny niż Widzew. Tam sprowadzono bardzo doświadczonych zawodników, jak Tomasz Hajto czy Jerzy Brzęczek, z młodymi. Gdyby mógł Pan teraz wybierać, w jaki sposób budowałby Pan zespół: zabrzański czy łódzki?

- Na pewno myślałbym o tym kierunku, jaki wybrano w Górniku. Co nie znaczy jednak, że u nas to by się powiodło. Czasami wystarczy dwóch, trzech doświadczonych zawodników wspartych wieloma młodymi. Ale na to nie ma jednej recepty.

W Zabrzu zagracie w osłabionym składzie, bo oprócz Napoleoniego nie może Pan skorzystać z Ugo Ukaha i Grzegorza Piechny.

- Na pewno w tym meczu ich brak odbije się na naszych możliwościach. Ale przed nami w tym roku jeszcze dwa spotkania ligowe, w których Napoleoni i Ukah będą mogli wystąpić. A wtedy będziemy mieli szansę sprawienia niespodzianki, bo drużyny, z którymi się zmierzymy, zaliczane są do czołowych w lidze.

Chyba zaliczały się, bo GKS Bełchatów i Zagłębie Lubin spisują się bardzo przeciętnie. Ale wrócę do spotkania z Górnikiem. Jego gwiazdą został niespodziewanie Tomasz Zahorski, który po niespodziewanym powołaniu do reprezentacji Polski robi furorę. W środę świetnie wypadł w spotkaniu z Serbią.

- To bardzo pozytywna sytuacja, bo chłopak po zaskakującym powołaniu potwierdził, że na nie zasłużył. Z naszego punktu widzenia nie jest to korzystna sytuacja, bo Zahorski przyjedzie z kadry podbudowany.

Ale czterech zawodników - Bartosz Fabiniak, Łukasz Broź, Piotr Kuklis i Tomasz Lisowski - z Pana drużyny też dostało powołania od Leo Beenhakkera . Niektóre, jak choćby dla Lisowskiego, są dość zaskakujące.

- Dla mnie powołanie Lisowskiego też jest zaskoczeniem. Ale z tego, co zauważyłem, jest to efekt subiektywnego spojrzenia Beenhakkera i jego współpracowników. Oni nie patrzą na drużynę, ale na indywidualne możliwości chłopaków. Tomek Lisowski prezentuje wielką waleczność, co jak widać spodobało się selekcjonerowi. Ale może nominacje do kadry sprawią, że piłkarze podejdą ze zdwojoną energią do treningów. Zresztą podczas zajęć widać już różnicę. Może w ich zachowaniu jest trochę za dużo takiej ważności, ale trudno się dziwić, bo powołania podbudowały ich w gronie kolegów i w całej lidze. To na pewno dobry bodziec do pracy.

Dlaczego Sasza Bogunović z zawodnika podstawowej jedenastki stał się dalekim rezerwowym?

- On ma określone predyspozycje, nie jest ani klasycznym napastnikiem, ani środkowym pomocnikiem. Gdy zdecydowaliśmy się na grę dwójką w ataku, zabrakło dla niego miejsca. Poza tym na treningach i podczas meczów pucharowych nie przekonał nas, że jest lepszy od tych zawodników, na których postawiliśmy, a więc Masłowskiego, Kuklisa czy Mierzejewskiego. Trudno, byśmy dla Bogunovicia szukali specjalnego ustawienia na boisku.

Czy w kadrze na mecz zajdą duże zmiany?

- Na pewno Napoleoniego zastąpi Mateusz Broź, a Ukaha Joseph Oshadogan.

Ten drugi nadrobił już zaległości treningowe?

- Na pewno nie, bo przecież dopiero od dwóch tygodni normalnie trenuje po dość poważnej kontuzji [uraz mięśnia - red.]. Ale nie ma raczej wątpliwości, że powinien znaleźć się w podstawowym składzie, bo braki w przygotowaniu fizycznym jest w stanie nadrobić doświadczeniem.