Ból głowy z bramkarzami: Fabiański będzie grał, Kuszczak sfrustrowany

Charakterystyka trenerów kadry: Tomasz Kuszczak jest jak Oliver Kahn, Łukasz Fabiański jak Edwin van der Sar. Dlaczego więc w dzisiejszym meczu z Serbią wystąpi ten drugi?
Jeśli chodzi o umiejętności, idą niemal łeb w łeb. O wyborze decydowały niuanse. Trenerzy Frans Hoek i Andrzej Dawidziuk mówią szczerze, że "najlepiej wystawiliby ich obu". Wczoraj Fabiański spokojnie odpowiadał na pytania. Kuszczak grzecznie podziękował i poszedł do windy. Dziennikarze spekulowali, że ciężko mu się pogodzić z tym, że sobotni mecz z Belgią oglądał z trybun, bo rezerwowym Artura Boruca był Fabiański. Ale Kuszczak obrażony nie jest. Po wieczornym treningu powiedział "Gazecie", że nie chce dekoncentrować się przed meczem. - Niezależnie od tego czy zagram czy nie, porozmawiamy w środę wieczorem - powiedział bramkarz Manchesteru United.

Obaj bramkarze to kompletnie różne typy. Kuszczak to wulkan. - Potrafi skoczyć obrońcom do gardła, jeśli źle pilnują napastników - mówi Andrzej Dawidziuk, trener bramkarzy w kadrze.

Na pierwszy rzut oka piłkarz Manchesteru United wydaje się niedostępny. Przy bliższym poznaniu zyskuje, a kiedy się otwiera, nie sposób się nie śmiać w jego towarzystwie. Niepokorny, ma swoje zdanie. W sierpniu, przy okazji meczu z Rosją, był bliski zrezygnowania z kadry. Nie chciał być numerem trzy i lądować na trybunach. Ale profesjonalizm wygrał. Po meczach z Portugalią i Finlandią, kiedy siedział na ławce rezerwowych, przyznał: "Artur Boruc udowodnił, że zasłużenie jest numerem 1".

- Determinacja nie pozwala mu ani na moment zwątpić w siebie. Wiara we własne umiejętności dodawała mu sił w trudnych momentach - mówi Dawidziuk. A trudnych momentów Kuszczak miał wiele. Cztery lata siedział na ławce rezerwowych Herthy Berlin, potem wyjechał do Anglii, gdzie też siedział na ławce, ale w końcu zrobił furorę, ratując klub przed spadkiem z Premier League. Potem jego klub spadł, ale polski bramkarz był bohaterem interwencji sezonu (zdaniem BBC). Bronił tak dobrze, że kupił go Manchester United. W klubie z Old Trafford heroicznie walczy o miejsce w bramce z Edwinem van der Sarem. Gdy w tym sezonie zastępuje Holendra, nie zawodzi. Ani w lidze, ani w Lidze Mistrzów.

Fabiański to przeciwieństwo Kuszczaka. W Legii miał kiedyś pseudonim "Bambi" - to od sympatycznego jelonka z kreskówki Walta Disneya. Grzeczny, skromny i miły. Ale też przeszedł szkołę życia. Do pełnoletniości brakowało mu trzech lat, kiedy wyjechał z domu pod granicą z Niemcami, by w Szamotułach uczyć się "fachu" bramkarza. W wieku 20 lat trafił do Legii, gdzie po pół roku "podpatrywania" Boruca został numerem jeden. W pierwszym sezonie zdobył mistrzostwo Polski, broniąc znakomicie.

Od paru miesięcy jest w Arsenalu Londyn. Zagrał tylko dwa mecze w Pucharze Ligi i był bardzo chwalony.

- Bramkarzy dzielę na dwie grupy: tych z niesamowitym refleksem i tych, którzy potrafią przewidzieć wydarzenia, odpowiednio się ustawić - opowiada Frans Hoek, szkoleniowiec bramkarzy w reprezentacji. - Tomek należy do tej pierwszej grupy, Łukasz do drugiej. Tomek jest jak Kahn, ma znakomity czas reakcji, świetnie broni na linii. Łukasz to grupa, której przedstawicielem jest van der Sar. To król całego pola karnego.

Cechy typowo bramkarskie mają na podobnym poziomie. - O tym, kto siedzi na ławce rezerwowych, a kto wędruje na trybuny decydują minimalne szczegóły - mówi Hoek, podkreślając, że niekwestionowanym przez nikogo numerem jeden jest w kadrze Artur Boruc. - Jako trener mam wybrać tego zawodnika, który najbardziej przyda się drużynie w odniesieniu zwycięstwa.

W środę do koncepcji lepiej ma pasować Fabiański. A to dlatego, że Polska będzie potrzebowała bramkarza grającego "wysoko", dalej od linii bramowej. Taktyka będzie taka, by nie dopuszczać Serbów w pobliże bramki, trzymać ich od niej jak najdalej, a prostopadłe podania rywali mają być łupem właśnie wysuniętego bramkarza. Dlaczego Fabiański usiadł na ławce rezerwowych w Chorzowie odpowiada: - Decyzję musieliśmy podjąć po kilku treningach we Wronkach. Przez kilka miesiący w Londynie "Fabian" zrobił postęp, na treningach błyszczał, wywarł niesamowite wrażenie - tłumaczy Hoek. Ale czy przekona Kuszczaka?

Maciej Szczęsny o frustracjach rezerwowego: Każdy piłkarz, który uważa, że może mieć wpływ na grę drużyny, a nie znajdzie się w składzie, mocno to przeżywa