Jagna Marczułajtis: Kocham adrenalinę i chcę wrócić

Potrzebuję tylko dobrej woli związku i wielkiej kasy. Tak około 100 tys. euro - mówi Jagna Marczułajtis o swoim powrocie na stok i starcie w igrzyskach olimpijskich w Vancouver.
Andrzej Klemba, Szymon Opryszek: Doczekamy się Pani powrotu do profesjonalnego sportu?

Jagna Marczułajtis: Bardzo bym chciała, ale to nie do końca ode mnie zależy. Polski Związek Snowboardu jest organem, który wydaje decyzję. Tuż po igrzyskach olimpijskich w Turynie dowiedziałam się, że zostało mi odebrane stypendium, bo zabrakło mi 0,01 sekundy do finału.

Jak nie wiadomo, o co chodzi

- Zdecydowałam się na chwilę odsunąć się od sportu, bo przez wiele lat ładowałam w karierę bardzo dużo swoich pieniędzy. Przed igrzyskami olimpijskimi w Salt Lake City wynajęłam trenera i całą ekipę, która ze mną pracowała. Poczułam się lekko urażona tym, że związek mnie tak traktuje, zwłaszcza że nie ma innych osób na moje miejsce.

Czy wyjaśniono Pani przyczyny takiego potraktowania?

- Tłumaczono się przepisami. Kiedy jest dobra wola związku, to prawo da się przeskoczyć. W pewnym momencie nadchodzi taki okres w życiu, że człowiek ma dość walki ze związkiem i użeraniem się z urzędnikami. Powiedziałam im, że jeśli będzie im zależeć, to zadzwonią. Wiosną wysłano mi pismo, w którym pytali, czy wrócę, jeśli zapewnią mi odpowiednie pieniądze. Jeżeli to jest jednak trening na poziomie juniorskim, to są to za niskie dla mnie progi. Nie mogę się cofać, chcę iść dalej.

W tym sezonie już chyba Pani nie wystartuje?

- O tej porze roku zwykle byłam już po treningach na trzech lodowcach. Cały czas jeżdżę, ale oczywiście nie tak intensywnie jak wcześniej. Jak człowiek całe życie uprawia snowboard, to nie potrafi odstawić potem deski. W tym sezonie nie wrócę, co do przyszłego - to rozglądam się za trenerem. Jeśli zima będzie dobra i zarobię na swojej szkole w Witowie, to jestem w stanie poświęcić pieniądze i dwa lata, by przygotować się do igrzysk w Vancouver.

Jaka to będzie kwota?

- Za dobrego trenera trzeba dużo zapłacić - około 100 tys. zł. Do tego odnowa biologiczna, sprzęt. Wszystko razem to około 400 tys. zł za sezon.

Na czym polegały problemy poprzedniego Polskiego Związku Snowboardu?

- Kłopot był jeden - nieodpowiedni ludzie na nieodpowiednich stanowiskach. Nie wszyscy, bo niektórzy wkładali w pracę całe serce, jak świętej pamięci Edward Paluch. Inni próbowali zarobić na związku, wiem o organizacji zawodów, których nie było. Z tego, co oferowali zawodnikom, czyli siedem euro dziennie diety, nie można wyżyć. Da się za to kupić porcję frytek, na grzane wino na stoku już nie wystarczy. Każdy wyjazd zawsze mnie dodatkowo kosztował. Zmieniły się władze związku, są młodzi ludzie, ale związek ma zszarganą opinię, więc trudno pozyskiwać sponsorów.

Czy od sportu nie odciągnęła Pani w jakiś sposób medialna kariera?

- Nie stałam się popularna dzięki telewizji, tylko dzięki snowboardowi. W telewizji znalazłam się, bo wymyśliłam coś, czego nie było. Szkoła cieszyła się sporą popularnością, zaprosiłam gwiazdy, udało się przekonać ludzi, że snowboard jest dla każdego. To było lepsze niż użeranie się ze związkiem. Kocham adrenalinę startową, ale w pewnym momencie zmieniłam styl życia, to inny sposób realizowania siebie, wręcz spełniania marzeń ludzi.

Czy przez to spełnianie marzeń ludzi nie przestanie Pani myśleć o igrzyskach w Vancouver?

- Nie. Mam w sobie ducha walki. Mam wrażenie, że jestem urodzona do startów. Czy letnie zawody konne, czy zimowa impreza regionalna - kocham adrenalinę. Mam nadzieję, że spełnię jeszcze ukryte marzenia o medalu olimpijskim. Nie jestem jeszcze na tyle stara. Jeżeli nic się nie wydarzy, nie widzę problemu. Potrzebuję tylko dobrej woli związku i wielkiej kasy.



Dla Gazety

Tomasz Urbański

prezes Polskiego Związku Snowboardu

Próbujemy zrobić wszystko, by Jagna Marczułajtis mogła trenować w jak najlepszych warunkach. Nie wszystko zależy od nas, decydujący głos ma dotujące nas Ministerstwo Sportu, któremu możemy sugerować rozwiązania. Z końcem miesiąca będziemy wysyłali wnioski do nowego ministra sportu. Mamy nadzieję, że znajdą się pieniądze na powrót Jagny.