Budowlani wreszcie zdobyli stolicę

Choć od pięciu lat Budowlani regularnie grają w finałach mistrzostw Polski, choć dwa razy z rzędu zdobywali złote medale w lidze, to przez cały ten czas nie udało im się wygrać w Warszawie z Folcem. Wreszcie nadszedł ten czas. W sobotę łodzianie zdobyli stolicę!
Pierwsze punkty przyszły gościom bardzo szybko i dość łatwo. Już po kilku minutach Kacper Ławski przyłożył piłkę na polu punktowym Folca.

Rugbiści Blach Pruszyński byli mocniejsi w młynie dyktowanym, wygrywali auty nawet wrzucane przez ekipę warszawską. Była to m.in. zasługa wysokich graczy młyna, na jakich postawił w tym spotkaniu trener Ryszard Wiejski. Mógł sobie na to pozwolić, bo do drużyny wrócił po kontuzji Piotr Karpiński, a z Ukrainy przyjechał jeszcze wyższy od niego Witalij Zadwiernyj.

Ale w pewnym momencie przyszedł zastój. Pojawiły się błędy, łodzianom coraz trudniej było przejść linię obrony gospodarzy. Jednak przez cały czas Budowlani prowadzili, choć warszawianie utrzymywali kontakt dzięki dobrze wykonywanym rzutom karnym.

Nic nie wskazywało, że tak nerwowa będzie końcówka meczu. Na kilkanaście minut przed ostatnim gwizdkiem sędziego gospodarze dzięki przyłożeniu wyszli na prowadzenie 13:8.

Po raz kolejny okazało się jednak, że łodzianie są świetnie kondycyjnie przygotowani do rozgrywek. Po dziesięciu minutach odpowiedzieli warszawiakom siedmiopunktową akcją. Po przyłożeniu Piotra Gomulaka podwyższył Tomasz Stępień. Gospodarze mieli pretensje do sędziego, że jednemu z ich rugbistów próbującemu powstrzymać łodzianina zabiegł on drogę...

- Nie wiem, czy tak było. Musiałbym przeanalizować tę sytuację w powtórce - mówi Wiejski. - Ale daleki byłbym od stwierdzenia, że arbiter nam pomagał, bo wcześniej po kontrowersyjnych dla mnie sytuacjach, nie pozwalał nam przedostać się przez linię obronną gospodarzy.

Ale żeby nie było wątpliwości, kto był lepszy w tym spotkaniu, w końcówce Blachy Pruszyński dołożyli jeszcze jedno przyłożenie i przypieczętowali zwycięstwo w tym meczu.

Trener Wiejski oprócz młyna w swojej drużynie chwali też postawę obronną graczy ataku. - Trochę gorzej było w ofensywie, ale wynikało to m.in. z tego, że bardzo śliska była piłka. No i jak zawsze w Warszawie wiele do życzenia pozostawiało boisko, które jest bardzo nierówne - mówi szkoleniowiec mistrzów Polski.

Do tego doszło nieporozumienie między rozgrywającymi Blach Pruszyński. - Tomek Grodecki kilka razy podał za nisko piłkę Tomkowi Stępniowi. Miał problemy z wyciągnięciem piłki z przegrupowań. Choć w obronie zagrał nieźle - dodaje Wiejski.

Za tydzień łodzianie na własnym stadionie zagrają o mistrzostwo jesieni z Arką Gdynia.

Folc AZS Warszawa - Blachy Pruszyński Budowlani Łódź (3:5) 13:20

Punkty dla Folca: Janeczko 8, Miśkiewicz 5; dla Blach Pruszyński: Ławski, Gomulak, Mirosz i Stępień po 5

Blachy Pruszyński: Kiełbik - Hotowski, Gomulak, Kaniowski, Milczak - Stępień - Grodecki - Królikowski, Bobryk, Nunin, Karpiński, Zych, Ławski, Mirosz, Zadwiernyj oraz Szulc, Sachrajda, Skwarciak, Szyburski, Maros, Milczak, Kotasa.