Wójcik: Real mógłbym trenować za darmo

Janusz Wójcik po porażce Samoobrony w wyborach bez pracy pozostawał kilkadziesiąt godzin. Były selekcjoner i były już poseł w mig znalazł zajęcie i objął drugoligowy Znicz Pruszków
Władze beniaminka zaplecza ekstraklasy, który po imponującym początku sezonu ostatnio zawodzi, postanowiły zaufać szkoleniowcowi, który ostatni raz w swoim fachu pracował przed trzema laty - w Świcie Nowy Dwór Mazowiecki.

Ostatnimi laty głośniej niż o trenerskim talencie opiekuna wicemistrzów olimpijskich z Barcelony było za sprawą jego działań w Sejmie. Najgłośniej było jednak półtora roku temu - kiedy to stołeczna policja zatrzymała go za jazdę samochodem pod wpływem alkoholu.

Maciej Baranowski: Pan to ma wzięcie, ledwo co skończył pan karierę w parlamencie, a już ma nowe zajęcie.

Janusz Wójcik: Telefony z propozycją pracy odbierałem już od pierwszych dni mojej poselskiej kadencji. Długo by wymieniać zespoły z Polski i zagranicy, które chciały Wójcika.

Wójcik wolał Sejm?

To nie tak. Od razu kiedy dostałem się do Sejmu, dałem jasny sygnał, że mogę być trenerem. Gotów byłem nawet zrezygnować z diety [ok. dwa tys. złotych], a zachować jedynie uposażenie [ok. 10 tys.]. Oferty nie były jednak dobre, ja czekałem na coś ekstra.

Na co na przykład?

Jakby chciał mnie Real Madryt, to ja bym pięć lat mógł dla nich za darmo robić.

Real wolał Bernda Schustera, pana chciał Znicz Pruszków...

To nie była jedyna oferta ostatnich dni. Ale mnie najbardziej odpowiadała. Blisko domu, a póki co drużynę poprowadzę do końca rundy.

Długo się pan chyba nie wahał.

Kiedy w poniedziałek w Zagłębiu pracę stracił kolega Michniewicz, to trochę się wahałem (śmiech).

Sukcesy w Zniczu to przyszłość, a co z sukcesami w Sejmie?

To pan ich nie zna? (śmiech). Po pierwsze świetnie układała się mi współpraca z obydwoma marszałkami Sejmu, a wielu uważa Marka Jurka i Ludwika Dorna za ciężkich współpracowników. Po drugie moja Komisja Kultury Fizycznej i Sportu może być wzorem pracy z Ministerstwem Sportu. Uchwaliliśmy ustawę o sporcie kwalifikowanym, dopracowaliśmy uchwałę o imprezach masowych, przyczyniliśmy się do walki z chuligaństwem.

Same sukcesy.

A przecież to za naszej kadencji w Sejmie Polsce przyznano organizację Euro 2012. Myślę, że mam w tym niemałe zasługi. Byłem nawet w Cardiff na ogłoszeniu wyników. Jednak mnie najbardziej cieszy, że dzięki mnie Podlasie, gdzie wybrano mnie na posła, jeszcze w tym roku dostanie 12 boisk ze sztuczną nawierzchnią.

A czegoś nie udało się panu przy Wiejskiej załatwić?

Zrobiłem, co mogłem i nie mam sobie nic do zarzucenia.

Nie żal panu końca kariery politycznej?

Wcale jej nie kończę, tylko na razie ją zawieszam.

Piłkarski trener czegoś nauczył się w Sejmie.

Mnóstwa rzeczy. Przede wszystkim tego, że praktycznie codziennie można być czymś zaskoczonym.

Największe zaskoczenie?

Partia rządząca postanowiła rozwiązać Sejm, a potem przegrała wybory. Choć w tym wypadku byłem nie tyle zaskoczony, co rozbawiony.