Sport.pl

Czekam na wyrok - rozmowa z koszykarzem Peristeri Adamem Wójcikiem

Sezon koszykarski w Grecji rozpoczął się już tydzień temu, a Adam Wójcik, jedyny Polak w lidze greckiej, nie zagrał ani minuty.


Peristeri B.C. - nowy klub byłego skrzydłowego Śląska Wrocław - oba mecze przegrał. Dwukrotnie z tym samym przeciwnikiem - Iraklio Kreta. Przed tygodniem na Krecie w meczu o Puchar Grecji minimalnie 64:68. W minioną sobotę na inaugurację greckiej ligi uległ Iraklio 83:85.

Adam Wójcik nie może grać, ponieważ jego klub sprowadził przed sezonem dwóch graczy amerykańskich. Zgodnie z tzw. prawem Bosmana A bez przeszkód i w dowolnej liczbie w lidze greckiej mogą grać tylko koszykarze z krajów Unii Europejskiej. Według przyjętego w 1998 r. przez koszykarską federację FIBA podziału Europy Polska wraz z krajami byłego bloku wschodniego oraz Turcją i Izraelem znalazła się w tzw. strefie Bosman B. W klubie greckim może więc grać tylko dwóch zawodników spoza strefy Bosman A - czyli Amerykanów lub racz z krajów Europy Wschodniej.

Polska ma status kraju stowarzyszonego z Unią Europejską, ale nie jest jasne, czy polscy zawodnicy mogą występować w Grecji jako przedstawiciele Unii.

Mirosław Maciorowski: Pana drużyna rozegrała już dwa mecze, oba przegrała, ale Pan w nich nie grał. Dlaczego?

Adam Wójcik: - Są problemy czysto formalne. Klub nie chce blokować w drużynie miejsca jednemu z naszych graczy amerykańskich. A w tej chwili jest ich dwóch - Gary Grant i Maurice Carter. Mój status jest niejasny. Klub chce, żebym grał jako koszykarz objęty prawem Bosmana A, czyli jako reprezentant kraju Unii Europejskiej. Ale czy taki status mi się należy, jeszcze nie wiadomo. Na odpowiedź nie będę jednak czekał długo, bo jeszcze w tym tygodniu odbędzie się sprawa w sądzie i wszystko się wyjaśni.

Czy odbywały się wcześniej podobne procesy?

- I tak ich rozstrzygnięcia są optymistyczne. Słyszałem o pięciu takich sprawach i wszystkie zakończyły się po myśli klubów i ich zawodników. W Panathinaikosie Ateny może na przykład grać Turek Ibrahim Kutluay, a Turcja leży przecież w strefie Bosmana B. A przecież w tym zespole jest jeszcze dwóch graczy stamtąd [Dejan Bodiroga z Jugosławii i Damir Mulaomerović z Chorwacji - przyp. red].

Kiedy więc na pewno Pan zagra?

- W pierwszym naszym meczu w Eurolidze ,10 października z Olimpią Lublana. W tych rozgrywkach nie ma limitów. Jeśli jednak orzeczenie sądu będzie dla mnie korzystne, to myślę, że wystąpię także już w najbliższym meczu ligowym.

Jak Pan się zaaklimatyzował w Grecji? Grał Pan już w Belgii, ale liga grecka to co innego.

- Na razie wszystko w porządku. Jestem bardzo zadowolony z miejsca, gdzie mieszkam, i z drużyny, w której gram. W klubie panuje świetna atmosfera, między zawodnikami też wszystko w porządku. Dobrze graliśmy w sparingach, choć na pewno stać nas na jeszcze lepszą grę. Nie jesteśmy zgrani, bo do zespołu doszło aż siedmiu nowych zawodników. Potrzebny nam czas, żebyśmy się poznali, żeby każdy wiedział, na co stać partnera. To w tej chwili trwa. Jeśli chodzi o sprawy organizacyjne, to Peristeri stoi na dobrym poziomie. Trochę doskwiera mi tęsknota za rodziną, ale Krystyna i moi synowie przyjadą do mnie już w przyszłym tygodniu. Wówczas będę miał już swój dom. Dotąd mieszkałem w hotelu, ale dom już wybrałem i zaakceptowałem. Ma basen, jest wygodny, powinno nam być tu dobrze.

Czy przygotowania do sezonu w Śląsku i Peristeri różniły się czymś?

- Przygotowywaliśmy się zupełnie inaczej. W Śląsku zawodnicy są o wiele bardziej eksploatowani. Treningi we Wrocławiu były cięższe i dłuższe. Tutaj jest więcej zajęć czysto koszykarskich. Trzeba jednak pamiętać o różnicach pogodowych i klimatycznych. W okresie przygotowawczym mieliśmy tutaj cały czas 36 stopni Celsjusza w cieniu, a nawet więcej. Nadmierne eksploatowanie zawodników w takich warunkach mogłoby przynieść zły efekt.

Mówiąc o greckiej klubowej koszykówce, od razu na myśl przychodzą słynne drużyny - Panathinaikos, AEK czy Olympiakos Pireus. Wszystkie są z Aten lub okolic, ale Peristeri też jest ze stolicy. Jaka jest pozycja tego klubu w Atenach?

- Myślę, że mocna. Na arenie międzynarodowej bardziej znany jest rzeczywiście Panathinaikos czy Olimpiakos, ale tutaj wszyscy zapewniają mnie, że największą publiczność gromadzą mecze naszej drużyny. Nie mogę się doczekać pierwszego ligowego spotkania w naszej hali, żeby się naocznie o tym przekonać. Na sparingi przychodziło jednak naprawdę dużo kibiców, więc chyba działacze nie przesadzali.

Jak Pan w nich wypadał?

- Moja pozycja w drużynie jest chyba mocna, bo we wszystkich meczach przed sezonem wychodziłem w podstawowej piątce. Na parkiecie też nie było źle. W każdym spotkaniu grałem po prawie 20 minut, zdobywając w granicach 10 punktów i mając około pięciu zbiórek.

Czy przed zespołem postawiono jakiś cel do osiągnięcia w rozgrywkach Euroligi?

- Nikt na razie nic na ten temat nie mówi. Myślę, że wszyscy czekają na pierwsze mecze w Eurolidze. Wówczas się przekonamy, na co nas tak naprawdę stać.

Śledzi Pan wyniki Idei Śląska?

- Oczywiście.

I co?

- Nie chcę ich na razie komentować. To dopiero początek sezonu, ale muszę przyznać, że tak wysoka porażka w Superpucharze z Prokomem w Hali Ludowej była dla mnie zaskoczeniem. Nie pamiętam, żebyśmy przegrali u siebie z kimś z polskiej ligi tak dużą różnicą punktową. Chyba jest już jednak lepiej, bo Śląsk wygrał dotąd wszystkie mecze w lidze.