Sport.pl

ŁKS pokonany przez Legię

Łódzka drużyna przegrała w Pucharze Ekstraklasy w stylu, który dla szkoleniowca łodzian zapowiada ciężką pracę
Trener Mirosław Jabłoński potraktował mecz w Pucharze Ekstraklasy z Legią Warszawa, jako generalny sprawdzian przed kolejnym pojedynkiem ligowym. Przede wszystkim, tak jak zapowiadał, przestawił zespół na grę dwoma napastnikami. W ataku obok Marcina Klatta biegał Mieczysław Sikora i jest to najwłaściwsze określenie dla tego, co zaprezentował on w tym spotkaniu. Każdy oddany przez niego strzał z daleka omijał bowiem bramkę gości. Zresztą jego partner głównie asystował, ale szkoleniowiec ŁKS nie miał wielkiego wyboru, bo Ensar Arifović leczy naciągnięty mięsień, kontuzjowany jest też Adam Cieśliński.

Kilka roszad nastąpiło też w drugiej linii. Przede wszystkim w środku pola zagrał ... Kaszczelan, którego trener Jabłoński ceni bardziej od łódzkich Brazylijczyków i już dawno zapowiadał, że będzie chciał go zmieścić w jedenastce ŁKS. Czarnogórzec walczył, grał twardo, ale nie szło mu w akcjach ofensywnych.

Natomiast Łukasz Madej pełnił rolę fałszywego lewoskrzydłowego. Pomocnik gospodarzy częściej schodził do środka pola i zagrywał prostopadłe piłki do napastników niż konstruował akcje lewą stroną. W tym elemencie gry miał go zastępować Marcin Komorowski.

Ale mimo że łodzianie grali w niemal najmocniejszym składzie, to od początku meczu na boisku dominowali goście. Działo się tak mimo że warszawski zespół składał się głównie z piłkarzy, którzy rzadko mieszczą się w ligowym składzie. Większość ataków Legii wyprowadzał prawą stroną Miroslav Radović, ale goście nie potrafili ich wykończyć. Dopiero po rzucie rożnym udało im się pokonać Witolda Sabelę. Po krótkim rozegraniu, właśnie Radović wrzucił piłkę z lewej strony pola karnego, ta trafiła do pozostawionego bez opieki Przemysława Wysockiego, który z bliska pokonał bramkarza ŁKS. Gospodarzy wyraźnie zaskoczyła obecność lewego obrońcy w polu karnym, bo Tomasz Kłos, który był w pobliżu musiał powstrzymać przed dojściem do piłki Dicksona Choto.

Łodzianie mieli fragmenty lepszej gry, zwłaszcza kiedy lewym skrzydłem grał Madej, albo włączał się do ofensywy Komorowski. Niestety do końca nie mieli oni wsparcia w ataku i akcje nie były wykańczane. Klatt w drugiej połowie w ogóle się nie pokazywał, a Sikora częściej biegał po lewej stronie. Nowe ustawienie ŁKS nie sprawdziło się i mimo że trener Jan Urban wprowadzał na boisko coraz więcej młodych piłkarzy, to warszawiacy mieli więcej klarownych sytuacji bramkowych. ŁKS jeszcze w końcówce rzucił się do odrabiania strat, ale ataki gospodarzy były chaotyczne i bazowały raczej na przypadku niż przemyślanych akcjach.

Było to piąte spotkanie ŁKS z Legią w tym roku, którego łodzianie nie wygrali. Mało tego. Wczorajszy mecz przegrali również działacze, którzy ustalili zbyt wysokie ceny biletów, co wyraźnie odstraszyło kibiców, których stawiła się przy al. Unii garstka. Ale szefowie klubu zreflektowali się i zapowiedzieli, że na kolejny pojedynek w Pucharze Ekstraklasy - z Ruchem Chorzów - wejściówki będą już po 5 zł.

ŁKS - Legia Warszawa 0:1 (0:1)

Gol: Wysocki (21.)

ŁKS: Sabela - Łakomy, Woźniczka Ż, Kłos, Komorowski - Szczot (46. Potocki), Kaszczelan, Andreson (46. Leszczyński), Madej (63. Opsenica) - Sikora, Klatt

Legia: Skaba - Bronowicki (83. Wocial), Szala, Choto, Wysocki - Radović (90. Giza), Burkhardt, Ekwueme, Smoliński - Grzelak, Korzym Ż