Koszykarze Żubrów podejmują AZS Lublin w I lidze

Białostoccy koszykarze mają w sobotę ogromną szansę na pierwszą wygraną w sezonie. Przed własną publicznością zmierzą się (godz. 17, hala Włókniarza) z jednym z najsłabszych zespołów w I lidze, AZS Start Lublin.
Drużyna Mispolu Żubrów zaczęła sezon od dwóch porażek. Najpierw po wyrównanej walce przegrała po dogrywce z jednym z faworytów rozgrywek Zniczem Jarosław, a przed tygodniem okazała się słabsza od równie silnej ekipy z Tychów.

Tym razem białostoczanom przyjdzie się zmierzyć ze zdecydowanie słabszym przeciwnikiem, zajmującym ostatnie miejsce w tabeli.

- Nie lekceważymy rywali, ale powiedzmy sobie szczerze, z kim mielibyśmy wygrać, jak nie z najsłabszym zespołem w lidze - stwierdza kapitan zespołu Tomasz Kujawa. - Na pewno jesteśmy faworytem tego meczu, jednak nie możemy zbyt pewni siebie wyjść na parkiet, gdyż to może się skończyć nie najlepiej. Po prostu dobrą grą musimy udowodnić, że jesteśmy lepsi. Mam tylko nadzieję, że wyciągniemy wnioski z poprzednich spotkań i nie przytrafią nam się podobne błędy.

Białostoczanie w dwóch pierwszych potyczkach mieli trzy główne problemy. Przede wszystkim skuteczność z rzutów z dystansu pozostawia wiele do życzenia. Tym samym, kiedy rywale ustawiali obronę strefową, nasi koszykarze nie mieli pomysłu, jak sobie z nią poradzić. Ponadto podopiecznym Marka Kubiaka zdarzają się dziwne przestoje w grze. W starciu ze Zniczem była to czwarta kwarta, a z Big Starem druga.

- Spokojnie popracowaliśmy przez ostatni tydzień i to powinno przynieść skutek - mówi Kujawa. - Na pewno nie może już być takiej sytuacji jak wcześniej, kiedy praktycznie wszyscy zawodnicy bez sensu rzucają za trzy punkty. Skuteczność szwankuje, a my mimo wszystko nic nie zmieniamy w grze, tylko ciągle próbujemy rzucać. Tak być nie może. Jeżeli jeden element nie wychodzi, trzeba poszukać jakiegoś innego rozwiązania. Mam nadzieję, że w sobotę tak właśnie będzie i skasujemy pierwszy komplet punktów w sezonie.

Teoretycznie jutrzejsi rywale białostoczan szans na zwycięstwo nie mają zbyt dużych. Ekipa, która poprzedni sezon zakończyła na dziesiątym miejscu w tabeli, obecny zaczęła wręcz fatalnie. Na inaugurację rozgrywek dostała lekcję koszykówki od ekipy z Tychów (74:100). Przed tygodniem natomiast lublinianie przegrali 45:63 we własnej sali z wcale nie najsilniejszym zespołem z Rybnika. Tak skromna zdobycz punktowa to najgorszy wynik AZS-u w ostatnich dziewięciu latach w spotkaniach ligowych przed własną publicznością.

- Mecz z Rybnikiem to była prawie kompromitacja - ocenia Arkadiusz Czarnecki, który objął drużynę przed sezonem. Zaszło w niej sporo zmian. Przygodę z zawodową koszykówką postanowili zakończyć Paweł Kosior, Dominik Derwisz i Michał Fijałka. Natomiast barwy klubowe zdecydował się zmienić jeden z dotychczasowych liderów, rozgrywający Michał Sikora, który przeniósł się do Znicza Jarosław. W zespole zostali jednak wciąż doświadczeni zawodnicy, którzy mają w swym dorobku nie tylko występy w I lidze, ale też w ekstraklasie: Jacek Olejniczak, Paweł Hołota, Łukasz Jagoda. Mimo to spisują się na razie poniżej oczekiwań i mieszanka rutyny z młodością nie przynosi zamierzonych efektów. Lublinianie przed sezonem zakładali walkę o miejsce w pierwszej ósemce w lidze.

- Po tych dwóch porażkach atmosfera w zespole nie jest najlepsza. Jednak gdzieś musimy się przełamać i mam nadzieję, że będzie to Białystok - mówi Czarnecki. - Poprzez zmianę pokoleń, jaka zaszła w zespole, nasza gra nie wygląda najlepiej. Młodzi zawodnicy grają strasznie nierówno, dlatego po fragmentach dobrej gry, przychodzi jakiś koszmarny przestój. Ponadto Olejniczak i Jagoda nie są w pełni dyspozycji z powodu różnych urazów i wygląda to wszystko tak, jak wygląda. Mimo to nie mamy zamiaru się załamywać i w końcu musimy się przełamać.