Oświecona Jagiellonia i osłabiony Widzew

Piłkarze Jagiellonii w pierwszym w Białymstoku meczu przy jupiterach pokonali Widzew. Tyle tylko, że w pierwszej połowie nic nie wskazywało na to, że gospodarze wygrają. Niestety, pomogły im pomyłki łódzkiego bramkarza i błędy trenera, który zmianami osłabił drużynę.
Niemal do ostatniej chwili w Białymstoku trwały prace przy montażu sztucznego oświetlenia na stadionie w Białymstoku. Po całonocnym montażu w sobotę rano prace zostały zakończone. - Zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy, by zdążyć na Widzew - zastępca prezydenta Tadeusz Arłukowicz , który podkreśla, że jest fanem... łódzkiej drużyny. Nie jeden on na Podlasiu. To z Widzewem przed 20 laty na tym samym stadionie Jagiellonia zaliczyła historyczny debiut w ekstraklasie. Wtedy był remis, teraz gospodarze musieli wygrać, by przed serią spotkań z faworytami rozgrywek, odskoczyć choć trochę od dołu tabeli.

Pojedynek rozpoczął się z półgodzinnym opóźnieniem, bowiem kibice Widzewa nie chcieli zwinąć flag z zakazanymi symbolami. W końcu delegat PZPN odpuścił. Później na trybunach panowała wspaniała atmosfera. Żywiołowy doping, ciekawa oprawa, no i jupitery, sprawiły, że popisy piłkarzy oglądało się z przyjemnością.

W centrum uwagi znajdowali się napastnicy obu zespołów. Czwarty ligowy mecz w Widzewie po powrocie do Polski rozgrywał Grzegorz Piechna. 31-letni król strzelców od V do I ligi (w sezonie 2005/2006 w barwach Korony Kielce) nie trafił jeszcze do siatki. Trener Marek Zub zastanawiał się już nawet, czy nie posadzić go na ławkę i zaczekać aż lepiej fizycznie przygotuje się do gry. Znowu postawił jednak na Piechnę, licząc na jego umiejętność dochodzenia do sytuacji strzeleckich. I faktycznie, mimo słabych ataków w wykonaniu gości, najbardziej wysunięty do przodu zawodnik łodzian miał trzy okazje - za każdym razem lepsze, ale marnował je. Mimo to miał udział przy golu. Skupił na sobie uwagę Rodneia na tyle, że po zagraniu Stefano Napoleoniego wbił piłkę do własnej siatki. Po przerwie Piechna został zmieniony.

Wcześniej z boiska zszedł Napoleoni, najgroźniejszy zawodnik łódzkiej drużyny i jeden z najlepszych na boisku. Trudno zrozumieć tę decyzję Marka Zuba, bo każda akcja Włocha była zagrożeniem dla gospodarzy. Miał kilka okazji, które co prawda zmarnował, ale wypracował gola i stale nękał słabych obrońców gospodarzy. Po tej zmianie Widzew przestał grać.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że trener nie przepada za Napoleonim. Pierwszym sygnałem było spotkanie z Legią w Warszawie, które najbardziej kreatywny widzewiak rozpoczął na ławce rezerwowych. Skończyło się ono porażką.

Najlepszy na boisku był Vuk Sotirović, który zdobył zwycięską bramkę i wypracował jeszcze pozycję strzelecką Jackowi Markiewiczowi, w pojedynkę dwukrotnie oszukał obrońców Widzewa, no i w końcu trafił do siatki. W 63. min po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, uciekł Adrianowi Budce i głową ustalił wynik na 2:1.

Wcześniej jednak napastnikom pokazał jak się strzela obrońca Marek Wasiluk. W 21. min także po rzucie rożnym zgubił Roberta Kłosa i wykorzystując swój wzrost ładnym strzałem głową otworzył wynik, zdobywając swoją pierwszą bramką w ekstraklasie, a jednocześnie setną w historii występów Jagiellonii na tym poziomie rozgrywek.

Po pierwszej połowie nic nie wskazywało, że Widzew wyjedzie w Białegostoku bez punktów. Był bowiem drużyną lepiej zorganizowaną i wyszkoloną technicznie. W odróżnieniu od gospodarzy łodzianie starali się długo utrzymywać i przy piłce, a ich akcje były bardziej przemyślane. Zawodnicy Jagiellonii używali zaś najprostszych sposobów. Wykorzystywali też słabszą postawę środkowych pomocników Widzewa w defensywie - większość groźnych akcji prowadzili przez ich strefę. Szkoleniowcy nie wyciągnęli wniosku z tego, że podobnie było w spotkaniu z Cracovią. Już wtedy widać było, że Piotr Kuklis nie radzi sobie jako defensywny pomocnik. Mimo to w Białymstoku znów wyszedł na boisku na tej pozycji i znów sobie nie radził.

Widzewiacy nie potrafili wykorzystać słabej postawy białostockich obrońców. Naciskani popełniali błąd za błędem, a ukoronowaniem tego był samobójczy gol. Ale gdy zdejmuje się z boiska najlepszego zawodnika trudno marzyć o zwycięstwie.

Kolejny raz drużynie nie pomógł też Bartosz Fabiniak, któremu przytrafiła się kolejka fatalna interwencja. Wcześniej nie popisał się w meczu z Legią, a teraz na swoje konto może zapisać drugiego gola. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego minął się z piłką, umożliwiając Sotiroviciowi uderzenie do pustej bramki.

Tak więc w ubiegłotygodniowych spotkaniach Jagiellonii z Widzewem jest remis, bo łodzianie wygrali w Pucharze Polski i przegrali w lidze. Na pewno jednak piłkarze chcieliby, żeby było odwrotnie.

Jagiellonia Białystok - Widzew Łódź 2:1 (1:1)

Strzelcy bramek: Marek Wasiluk (21. - głową po podaniu Markiewicza), Vuk Sotirović (63. - głową po podaniu Markiewicza) - Rodnei (40. - samobójcza)

Jagiellonia: Banaszyński - Łatka, Nawotczyński, de Lima, Wasiluk - Dzienis (61. Niedziela), Pereira, Sobociński (61. Gevorgyan), Markiewicz, Jarecki - Sotirović

Widzew: Fabiniak 2 - Kłos 2,5 (50. Lisowski2 ), Oshodagan 3, Stawarczyk 3, Broź 3 - Budka 2,5, Masłowski 2,5, Kuklis 2,5, Bogunović 3, Napoleoni 3,5 (65. Panka 2) - Piechna 3 (67. Grzelczak)

Sędziował Mirosław Górecki z Katowic.

Widzów: ok. 9000.

POWIEDZIELI PO MECZU

Grzegorz Piechna, napastnik Widzewa

Z meczu na mecz gra mi się coraz lepiej. Dziś znowu miałem sytuacje strzeleckie, ale je zmarnowałem. Brakuje tego jednego trafienia, by wreszcie coś napocząć. W ostatnim momencie piłka mi podskoczyła i minęła po strzale bramkę. Chcę potwierdzić, że Piechna potrafi jeszcze grać w piłkę, potrzebuję tylko tej jednego gola. Jak strzelę, będzie już z górki. Przegraliśmy po stałych fragmentach gry, na które trener nas uczulał. Mówił, że w Jagiellonii są wysocy zawodnicy. Mieliśmy na nich uważać.

Marek Wasiluk, obrońca Jagiellonii

Wszystko się ułożyło tak, jakbym tego sobie życzył, trzy punkty, bramka. Dla takich chwil warto żyć. Chcieliśmy dzisiaj zrehabilitować się za mecz w Bełchatowie, który nam nie wyszedł. Walczyliśmy, stworzyliśmy sporo sytuacji i zasłużenie wygraliśmy, a przy odrobinie szczęścia nasze zwycięstwo mogło być okazalsze.

Łukasz Broź, obrońca Widzewa

Zagraliśmy słabo, nie stworzyliśmy sobie zbyt wielu okazji bramkowych. A Jagiellonia akurat przeważała nad nami wzrostem, po dwóch stałych fragmentach gry strzeliła dwie bramki i wygrała. Mieliśmy na to uważać, ale stało się. Jesteśmy na dole tabeli, dlatego bardzo chcieliśmy tu zdobyć punkty, bo coś na wyjeździe też trzeba ugrać.

Bartosz Fabiniak, bramkarz Widzewa

Był to niezły mecz. Szkoda głupio straconej drugiej bramki, przy której źle wyszedłem z bramki i zostałem uprzedzony przez Sotirovicia, bo w konsekwencji przegraliśmy mecz. Oba gole straciliśmy dzisiaj po stałych fragmentach gry i musimy wyciągnąć z tego wnioski. Mieliśmy również swoje sytuacje, niestety ich nie wykorzystaliśmy. Teraz przed nami mecz derbowy i na nim musimy się skupić.

Artur Płatek, trener Jagiellonii

Strzeliliśmy trzy bramki, a wygraliśmy 2:1. Czasami mecze tak się układają, że jest jakiś nieszczęśliwy zbieg okoliczności i pada samobójcza bramka. Dobrze, że jednak skończyło się naszym zwycięstwem. Na pewno z przebiegu całego meczu byliśmy zespołem lepszym, stworzyliśmy więcej sytuacji stuprocentowych i nasze zwycięstwo jest zasłużone.

Jacek Markiewicz pomocnik Jagiellonii

Musimy wygrywać takie mecze u siebie jak ten dzisiejszy. Zdobywając w nich punkty możemy mieć spokojniejszą wiosnę. Rzuty rożne zacząłem wykonywać od meczu pucharowego z Widzewem i chyba dobrze to dzisiaj wyszło, bo po dwóch z nich padły bramki. Wprawdzie po samobójczej bramce Rodneia trochę się podłamałem, ale było to tylko chwilowe. Wiedziałem jak chłopcy są nastawieni do tego meczu i wierzyłem, że wygramy i tak się stało. Wygraliśmy ten mecz razem z kibicami, którzy byli fantastyczni. Tworzymy razem całość i tak powinno być na każdym meczu, nie tylko na Widzewie.

Marek Zub, trener Widzewa:

Wydaje mi się, że mecz był w miarę ciekawy dla licznie zgromadzonej publiczności. Natomiast poziom piłkarski nie był adekwatny do tego, co tu się działo poza boiskiem. Widzew przegrał mecz po szkolnych błędach w defensywie przy stałych fragmentach gry. Mimo że były okazje do tego, żeby pokusić się przynajmniej o remis, nie potrafiliśmy strzelić bramek. Mało tego, gra nie bardzo nam się układała. Sytuacje, jakie mieliśmy, powstały bardziej na skutek błędów Jagiellonii niż naszych zagrań. Gratuluję zwycięstwa i udanego święta. Mam nadzieję, że za tydzień to my będziemy mogli dobrym wynikiem uświetnić kolejne derby Łodzi.

not. pao