Ach, te Złotka

O tych dziewczynach nie można zapomnieć. Nie dość, że jak grają, to nie można wzroku oderwać, to jeszcze wygrywają w stylu zapierającym dech. W weekend uśmiechnięte siatkarki powalczą o złoty medal mistrzostw Europy
Ostatnio o Złotkach było ciut ciszej. Wszystko przez wydarzenia sprzed niemal roku, kiedy to z pracy z reprezentacją odszedł Andrzej Niemczyk, architekt dwóch złotych medali mistrzostw Europy. Trener był ponoć tak skłócony z dziewczynami, że już pracować nie dał rady.

"Ponoć", bo dziewczyny niedługo potem same prosiły związek siatkówki o to, żeby Niemczyk wrócił.

Minęło trochę miesięcy, siatkarze zdobyli wicemistrzostwo świata, i to o chłopakach Raula Lozano mówiło się wszędzie i wyłącznie dobrze. Teraz sytuacja się zmieniła - panowie kilka razy przegrali, siatkarki prowadzone przez znanego z ciężkich treningów Marco "Kata" Bonittę mierzą w trzeci złoty medal mistrzostw Europy. A stylu, w jakim to robią, nie da się opisać. Z entuzjazmem, polotem i wszechobecnym uśmiechem. Glinka, Skowrońska-Dolata, Liktoras, Rosner - te nazwiska zna dziś każdy, nie tylko kibic siatkówki.

Do tego są piękne. Bardzo piękne. Po prostu sport w ich wydaniu to naprawdę coś wyjątkowego - w żadnej drużynie świata, żadnej dyscyplinie świata, nie gra bez wyjątku kilkanaście urokliwych kobiet! Fenomen.

Ale nasze panie mają coś jeszcze - i powtarzamy to coraz częściej jako komplement - mają jaja. Z Bułgarią w tie-breaku przegrywały już 13:9, a mimo to wygrały, zmiotły z parkietu Serbki - w końcu brązowe medalistki globu, równie łatwo uporały się z Czeszkami i gospodyniami turnieju Belgijkami. - Pokazałyśmy, iż potrafimy prezentować mocną, dynamiczną i trochę taką męską siatkówkę - tłumaczy sukcesy Katarzyna Skowrońska-Dolata.

W życiowej formie jest Małgorzata Glinka. Co najważniejsze forma liderki rośnie z każdym meczem, rywalkom po prostu drżą przed nią nogi. Wszechstronna Katarzyna Skowrońska-Dolata odnalazła się na nowej pozycji, odkryciem Bonitty jest bezbłędna i twarda, ostatnio grała z lekkim urazem, Eleonora Dziękiewicz. Tak wymieniać można być bez końca. Wszak niemniejszy udział w awansie do półfinału ME mają Milena Sadurek, Maria Liktoras czy Milena Rosner. - To proste. Cieszymy się grą - śmieje się Glinka.

Wychwalając Polki nie można nie wspomnieć właśnie o Marco Bonitcie. Włoch rośnie na godnego następcę Niemczyka, jest jednak trenerem o zupełnie innej filozofii. Niemczyk pozwalał "swoim babom" - jak lubił nazywać siatkarki - na chwile luzu. Po wygranych zabierał je na dyskoteki, nie czynił im przeszkód w kontaktach z mediami. Włoch podkreśla, że na wszystko jest czas, ale po turnieju. Dlatego na mistrzostwach siatkarki są odcięte od świata. Ale żeby od razu "Kat"? Dorota Świeniewicz dostała pozwolenie od trenera, by na turniej w Beneluksie zabrać ze sobą synka. Zresztą widać, że Włoch zdążył zżyć się z drużyną, po efektownych wygranych z Belgią i Serbią zapomniał o masce profesjonalisty i skakał z dziewczynami z radości. - Cieszy mnie co innego: że ten zespół jest pewny siebie. Zawodniczki mają do siebie zaufanie i to jest budujące - skromnie twierdzi Włoch i dodaje: -Trudno nawet wyróżnić którąś z dziewczyn, bo po prostu wszystkie grają optymalnie.

Dwa lata temu, gdy Małgorzata Glinka i koleżanki broniły tytułu mistrzyń Europy, ich mecz przed telewizorami zgromadził większą publiczność niż transmitowany w tym samym czasie wieczór wyborczy. W weekend, kiedy dziewczyny powalczą po raz trzeci o złoto, wyborów nie ma. Konkurencji dla Złotek także.

Wczoraj w meczu o pietruszkę Polki ograły w imponującym stylu Holenderki 3:1. Dziś o niedzielny finał powalczą z Serbia, którą wcześniej ograły gładko 3:0.