Pierwszy krok Widzewa do Pucharu

W najbliższym czasie Widzew aż cztery razy zmierzy się z Jagiellonią. W pierwszym, rozegranym na wyjeździe strzelił beniaminkowi aż cztery gole i awansował do drugiej rundy Pucharu Polski.
W sobotę oba zespoły spotkają się w lidze, a 24 października i 6 listopada w Pucharze Ekstraklasy. Najważniejszy jest jednak mecz ligowy, przed którym w lepszych nastrojach są łódzcy piłkarze. - Wydaje mi się, że to zwycięstwo daje nam pewną przewagę - stwierdził po meczu trener Marek Zub, którego ekipa wygrała trzecie spotkanie z rzędu: w Pucharze Ekstraklasy, lidze i teraz Pucharze Polski. Jagiellonia dla odmiany ma na koncie trzy kolejne porażki.

- Nie prorokowałbym, że Widzew ma przewagę choćby nawet psychologiczną - ripostował szkoleniowiec białostoczan Artur Płatek.- W sobotę o godz. 18.15 zobaczymy tu na boisku zupełnie inne drużyny, a z naszej strony zespół głodny rewanżu - zapewnił.

Podobnie do Płatka wypowiadali się sami zawodnicy. A to dlatego, że w porównaniu do ostatnich spotkań ligowych obu drużyn wczoraj w wyjściowych składach wybiegli tylko: w Widzewie (2:0 z Cracovią) - bramkarz Bartosz Fabiniak i Ugochukwu Ukah, który w sobotę będzie pauzował za kartki; a w Jagiellonii - (0:2 w Bełchatowie) Jacek Markiewicz oraz Rodnei.

Piłkarze popełniali sporo błędów, ale z drugiej strony raz za razem dochodzili do sytuacji strzeleckich. Początek spotkania był udany dla gospodarzy, którzy zepchnęli do defensywy przestraszonych widzewiaków. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Po rzucie rożnym w 3. min i główce Adriana Napierały gości od straty uratował Łukasz Fabiniak. Po kolejnym rożnym z drugiej strony boiska był jednak bezradny - Jacek Chańko tym razem zgrał głową piłkę do środka, a niepilnowany Vuk Sotirović dopełnił formalności.Łodzianie dopiero po stracie zaczęli grać odważniej. Najpierw po akcji Mindaugasa Panki i Łukasza Mierzejewskiego Piotr Grzelczak doprowadził do remisu. Pięć minut później po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Wojciecha Jarmuża Grzelczak uciekł Rodneiowi i głową pokonał Marcina Mańkę po raz drugi. Widzew powinien prowadzić wyżej po tym jak Fabiniak wyłapał dośrodkowanie i rewelacyjnie wyprowadził kontratak swojej drużyny. Jarmuż nie potrafił jednak wykorzystać doskonałej okazji.

Gospodarze atakowali, goście kontratakowali, okazji bramkowych było bez liku. Przełomem mogła być 62. min, kiedy Mariusz Dzienis po podaniu Vahana Gevorgyana doprowadził do remisu. Odpowiedź Widzewa była szybka i zaskakująca. Krzysztot Sokalski stojąc tyłem do bramki wysokim lobem przerzucił piłkę nad bramkarzem. Próbował ją jeszcze wybić Chańko, ale nie dał rady. Rozstrzygający cios zadał beniaminkowi Adrian Budka.

Kiedy w sezonie 2002/2003 Widzew też w pierwszej rundzie wyeliminował Jagiellonię, i to na jej boisku, doszedł aż do półfinału Pucharu Polski.

- W sobotę zobaczymy zupełnie inny mecz. Na pewno będzie więcej walki, no i zabraknie tak otwartego futbolu. Dziś oba zespoły mogły sobie wypracować dużo sytuacji strzeleckich - podsumował Fabiniak, który mimo dwóch wpuszczonych goli, mógł być zadowolony ze swojej postawy.

Vuk Sotirović, który był jednym z wyróżniających się zawodników Jagiellonii: - Nie mogę być zadowolony, bo oprócz strzelonej bramki miałem też słupek i inne niewykorzystane sytuacje. Ponadto pierwsza bramka dla Widzewa padła po moim błędzie. O dzisiejszym meczu można zapomnieć. W sobotę wyjdziemy na boisko, by wygrać. Grając u siebie z takim zespołem jak Widzew po prostu musimy zwyciężać - zakończył.

Jagiellonia - Widzew 2:4 (1:2)

Strzelcy goli: Sotirović (12.), Dzienis (62.) - Grzelczak 2 (23., 28.), Sokalski (64.), Budka (78.)

Jagiellonia: Mańka Ż - Falkowski, Napierała, Rodnei (46. Kwiek), Wincel - Markiewicz Ż, Chańko - Niedziela Ż (57. Dzienis), Janik Ż, Gevorgyan (68. Konon) - Sotirović.

Widzew: Fabiniak - Szeliga, Ukah, Stawarczyk, Lisowski - M. Broź, Bono (72. Juszkiewicz), Panka, Jarmuż (68. Budka) - Grzelczak, Mierzejewski (46. Sokalski).

Sędziował Paweł Gil z Lublina

Widzów: ok. 1,5 tys.

Mówią o meczu

Marek Zub, trener Widzewa:

- Moim zdaniem było to ciekawe widowisko, aczkolwiek pod względem poziomu pozostawiało wiele do życzenia. Cieszę się z kolejnej wygranej. To wielka sprawa dla chłopaków dziś grających, szczególnie najmłodszych, którzy mogli strzelić kolejne bramki dla Widzewa.



Artur Płatek, trener Jagiellonii:

- Dla kibiców na pewno był to ciekawy mecz, padło przecież sześć bramek. Mój zespół zagrał w takim składzie pierwszy raz w życiu i to było widać. Jednak do pewnego momentu, przynajmniej do wyniku 2:2 byliśmy zespołem lepszym, wypracowaliśmy sobie więcej sytuacji bramkowych. Nie zawsze jest jednak tak, że lepszy wygrywa. Widzew zagrał znacznie skuteczniej.



Piotr Grzelczak, napastnik Widzewa:

- Wyszliśmy na boisko z myślą o zwycięstwie, bo bardzo chcieliśmy awansować dalej. Cieszę się, że się udało i z tego, że strzeliłem bramkę. Jagiellonia była blisko pokonania nas, ale to nam dopisało szczęście. Bardzo chciałbym znaleźć się w sobotę chociaż w kadrze meczowej na I ligę. Będę starał się na treningach przekonać do siebie trenera.