Widzew już nie jest ostatni

Nareszcie! Po 138 dniach Widzew wygrał mecz ligowy, i to bezdyskusyjnie. Szkoda tylko, że premierowe zwycięstwo oglądało tak mało kibiców.
Cracovia nie jest niewygodnym rywalem. Stylem gry przypomina GKS Katowice z najlepszych czasów - celem nr 1 drużyny jest przeszkodzenie rywalowi i liczenie, że samemu uda się coś strzelić. Ale na Widzew taka taktyka nie wystarczyła - podopieczni Stefana Majewskiego nie stworzyli ani jednej dobrej okazji do strzelenia gola, a nieskuteczności rywali zawdzięczają, że przegrali tylko 0:2.

Marek Zub prowadził widzewiaków w drugim spotkaniu ligowym i znów inaczej zestawił jedenastkę. Szkoleniowiec pokazał, że nie zdążył się jeszcze przywiązać do nazwisk, a dobry występ w meczu Pucharu Ekstraklasy był przepustką do podstawowego składu. Przeciwko Koronie Kielce najlepiej wypadli Łukasz Masłowski, Ugo Ukah i Stefano Napoleoni i w nagrodę grę przeciwko Cracovii rozpoczęli od pierwszej minuty. Żaden nie zawiódł, a najlepiej spisał się Ukah, praktycznie bezbłędny w obronie. Jego oceny nie zmienia nawet czerwona kartka, bo sędzia Marcin Borski nie zna pojęcia "duch gry". Nigeryjczyk z włoskim paszportem dwukrotnie sfaulował rywali i za każdym razem otrzymywał upomnienie. A gdyby Borski ani razu nie gwizdnął w tych sytuacjach, to nikt nie miałby do niego większych pretensji. Tymczasem po najbrutalniejszym zagraniu, kiedy Jacek Wiśniewski niczym karateka kopnął w plecy Josepha Oshadogana, nawet nie przerwał gry (Włoch kończył z grę z 30-centymetrową raną na plecach). Widzew przez ponad dziesięć minut musiał grać w osłabieniu, ale goście nie byli w stanie tego wykorzystać.

Łodzianie znów zagrali z jednym napastnikiem - Grzegorzem Piechną, którego wspierali Sasza Bogunović i Masłowski. Piechna nie miał w sobotę najlepszego dnia, co przejawiało się choćby problemami z przyjęciem piłki. Inna sprawa, że nigdy nie imponował wydolnością, a musiał biegać między obrońcami. Mimo to potwierdził, że jest bardzo groźnym napastnikiem, bo zaliczył asystę przy golu Adriana Budki, a na dodatek po jego główce piłka trafiła w poprzeczkę. W tej sytuacji dośrodkowywał Masłowski, o którym trener Zub powiedział, że "wniósł piłkarską kulturę, a spokój i dobre ustawianie się sprawiły, że nasza gra była lepsza". Dodał jednak, że po występie z Koroną spodziewał się po nim więcej.

Kolejny raz z dobrej strony pokazał się Bogunović, zdobywca drugiego gola w tym sezonie. Za to Piotr Kuklis nie najlepiej czuł się w roli defensywnego pomocnika. Kiedy goście w końcówce przycisnęli, na tej pozycji świetnie spisywał się Mack Bono, nazywany już (zdecydowanie na wyrost) widzewskim Claud`em Makelele. Z bocznych pomocników lepiej spisał się Budka, chyba najlepszy zawodnik na boisku. Przy pierwszym golu zaliczył asystę - doszedł do podania Masłowskiego, ograł obrońcę i w sytuacji sam na sam strzelił w słupek. Na szczęście Bogunović był szybszy od Przemysława Kuliga i wepchnął piłkę do bramki.

Budka zdobył dotychczas jednego gola w ekstraklasie - jesienią ubiegłego roku, właśnie w spotkaniu z Cracovią. Teraz poprawił to osiągnięcie, kiedy po podaniu Piechny mocno kopnął w tzw. długi róg. Była to zresztą filmowa wręcz kontra, bo rozpoczęła się w polu karnym Widzewa, gdzie Łukasz Broź, jeden z najlepszych na boisku, odebrał piłkę Pawłowi Szwajdychowi i zagrał do Piechny. Ten przebiegł środkową linię boiska i wypuścił w bój szybkiego Budkę. Ten ostatni w pierwszej wypracował kolegom jeszcze jedną okazję, ale Piechna niepotrzebnie główkował w trudnej pozycji, uprzedzając niepilnowanych Bogunovicia i Napoleoniego.

Mecz był słaby, mało było efektownych akcji, ale główna w tym zasługa wolno i schematycznie atakującej Cracovii. Widzew szybko objął prowadzenie, na początku drugiej połowy podwyższył wynik i spokojnie kontrolował sytuację. Pod bramką Bartosza Fabiniaka najgroźniej było po strzałach Wiśniewskiego i zagraniu... Roberta Kłosa. Kapitan Widzewa tak niefortunnie podał do swojego kolegi, że omal nie strzelił samobójczego gola. Piłka minęła o kilka centymetrów słupek.

Na najwyższą ocenę w Widzewie zasłużyli obrońcy, którzy wreszcie zagrali bardzo pewnie i skutecznie. Szkoda tylko, że przez nieudolnego sędziego w następnym meczu - z Jagiellonią w Białymstoku - nie wystąpi Ukah.

Widzew - Cracovia 2:0 (1:0)

Gole: Bogunović (7. dobitka po strzale Budki), Budka (48. z podania Piechny)

Sędziował Marcin Borski z Warszawy

Widzów: 5,5 tys.

Widzew: Fabiniak 3,5 - Kłos 3,5, Ukah Ż 4,5, Cz, Oshadogan 4, Ł. Broź 4,5 - Budka 5, Kuklis Ż 3, (83. Stawarczyk), Bogunović Ż 4, Napoleoni Ż 3,5 - Masłowski Ż 3,5 (62. Bono Ż 3,5), Piechna 3,5 (65. Mierzejewski 3).

Cracovia: Cabaj - Kulig, Skrzyński, Radwański - Pawlusiński Ż (46. Szwajdych), Baran Ż (78. Wojciechowski), Kłus, Wiśniewski (62. Dudzic), Nowak - Witkowski, Szczoczarz Ż.

Ruszymy do przodu

Jarosław Bińczyk: Skąd taka przemiana w Widzewie?

Łukasz Broź: Byliśmy bardzo zmobilizowani, bo w końcu chcieliśmy zdobyć trzy punkty. Udało się. Mam nadzieję, że druga wygrana z rzędu sprawi, że wreszcie ruszymy do przodu.

Wy zagraliście tak dobrze czy Cracovia tak słabo?

- Nie wiem, jak to wyglądało z boku, ale Cracovia nie stworzyła żadnej dogodnej sytuacji. My zaś pokazywaliśmy niezłą skuteczność, bo wykorzystaliśmy dwie okazje.

Jak ci się gra ze Stefano Napoleonim? Musisz się chyba bardziej nabiegać...

- Stefano gra bardzo ofensywnie i czasami nie zdąży się wrócić. Wtedy trzeba trochę pobiegać.

Jak oceniasz pracę sędziego? Zasłużyliście na aż tyle kartek?

- Trochę za dużo nam dał. Było kilka fauli w naszym wykonaniu, ale nie na kartki. Nas też wielokrotnie powstrzymywali faulami przy kontrach i zostali upomnienia dwa czy trzy razy. A każde nasze wejście kończyło się żółtą kartką.