Sport.pl

Dyskobolia zapomniała o Crvenej Zvezdzie

Trzeci mecz wyjazdowy wygrali w tym sezonie piłkarze Dyskobolii Grodzisk Wlkp., którzy trzy dni po porażce w Pucharze UEFA z Crveną Zvezdą Belgrad, pewnie pokonali 3:1 Zagłębie Sosnowiec.
Kto zastanawiał się, czy grodziszczanie zdążą dojść do siebie po pucharowym boju, stracił wątpliwości już na początku meczu. Dyskobolia zaczęła mecz w tempie na mistrzostwo świata w... biegu na 100 m. Akcje grodziszczan pchane do przodu przez duet Adrian Sikora - Piotr Piechniak były niezwykle szybkie i co ważne - skutecznie. Już po kwadransie goście oddali pięć celnych strzałów, a każdy z nich mógł skończyć się bramką. Sprinter Sikora ruszał nawet do z pozoru straconych piłek i zawsze miał dość siły i sprytu, by ograć powolnych obrońców Zagłębia. - Gdyby Sikora strzelał wszystko, co mu spada na nogę, byłby teraz najskuteczniejszym napastnikiem ekstraklasy - tłumaczył trener Jacek Zieliński.

Bramkarz Zagłębia Szymon Gąsiński nie miał chwili wytchnienia. Gdy jednak po strzale Sikory odbił piłkę wprost pod nogi Jarosława Laty, jego długie ręce i tak okazały się za krótkie, by zatrzymać piłkę po mocnym uderzeniu pomocnika Dyskobolii.

Zagłębie, chociaż grało piątką pomocników (przy czterech drużyny gości), nie potrafiło nawet na minutę przejąć inicjatywy, przytrzymać dłużej piłki.

Dariusz Kozubek w ogóle nie radził sobie z Piechniakiem, który raz za razem bez trudu ogrywał osamotnionego Vladimira Bednara. Po pół godzinie Słowak nie wytrzymał i zdrowo wygarnął koledze z pomocy, co myśli o jego grze...

Bezużyteczny w obronie Kozubek szarpał za to w ataku. Pod koniec pierwszej połowy wykorzystał swój największy atut i po strzale z dystansu trafił w poprzeczkę. Uderzenie było tak mocne, że w uszach aż zadzwoniło! - Szkoda, że nie wpadło. Może dlatego, że strzelałem moją gorszą, prawą nogą. Zresztą podobnie jak chwilę wcześniej - kręcił głową.

Po strzale Kozubka Zagłębie na chwilę zamknęło grodziszczan na własnej połowie. Piłkę po kilku dośrodkowaniach pewnie wyłapał jednak Sebastian Przyrowski, a samotny w ataku Marcin Folc nie był w stanie oszukać trzech osaczających go obrońców zespołu z Wielkopolski.

Po pierwszej połowie trudno było o optymizm wśród kibiców Zagłębia. Jeden z nich z nudów wyrzucił rolkę białego papieru toaletowego, która miała pewnie polecieć w niebo po golu jego ulubieńców. Sosnowiczanie zaczęli drugą połowę w lepszym stylu. Gola - ale zdaniem sędziego ze spalonego - strzelił Folc, a po chwili z dystansu pięknie huknął Jarosław Piątkowski. Przyrowski odbił piłkę, a zadanie miał utrudnione, bowiem zachodzące słońce świeciło mu prosto w oczy. Bramkarz Dyskobolii pewnie żałował, że nie wziął z szatni czapeczki, bo większość czasu spędził z dłonią przy czole, chroniąc się w ten sposób przed oślepiającym słońcem.

Gąsiński nie miał takich problemów, ale też nie miał przed sobą tak solidnych obrońców jak Przyrowski. Filip Ivanowski chociaż miał do bramki Zagłębia nie więcej niż dziesięć metrów i tak znalazł dość miejsca i czasu, by obrócić się z piłką i trafić tuż obok słupka.

- Łatwo tak krytykować obrońców, ale przecież za grę w defensywie odpowiada cały zespół - bronił siebie i kolegów Grzegorz Kaliciak, stoper Zagłębia.

Co miał jednak powiedzieć Gąsiński, gdy po pechowym zagraniu pokonał go własny obrońca? - Nie chciałem... Odbiło mi się od pleców - wzdychał Dzenan Hosić. I chociaż w końcówce spotkania, po strzale głową, do bramki trafił Piotr Bagnicki, to fatalnego wrażenia po grze Zagłębia i tak nie zmazał.



Zagłębie Sosnowiec - Dyskobolia Grodzisk 1:3 (0:1)

Bramki: 0:1 Lato (13., dobitka strzału Sikory), 0:2 Ivanovski (68., z podania Piechniaka), 0:3 Hosić (71., sam.), 1:3 Bagnicki (88., po rzucie rożnym Berlińskiego)

Zagłębie: Gąsiński - Kłoda Ż, Hosić, Kaliciak, Bednar Ż - Piątkowski Ż, Berliński, Berensztajn (80. Bagnicki), Pach (61. Kmiecik), Kozubek (65. Skrzypek) - Folc.

Dyskobolia: Przyrowski - Lazarevski, Mynar, Jodłowiec Ż, Telichowski - Piechniak Ż, Muszalik Ż (79. Majewski), Sokołowski, Lato (85. Tupalski) - Ivanovski, Sikora (74. Rocki).

Sędziował Jacek Granat z Warszawy

Widzów 1,5 tys.